Fakty Ostrowskie TV

Reklama

FESTIWALE - SZALEŃSTWO I METODA

Nie przebrzmiały jeszcze echa Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Niezależnych, a przed nami kolejne zdarzenie porównywalnej rangi, czyli piąta edycja Festiwalu Filmowego im. Krzysztofa Komedy. Tuż po wakacjach Chopin w barwach jesieni oraz Wszystko jest poezją, a zaraz po nich Jimiway, Mazel Tov i Ciemna Jutrznia. Jeśli dodać do tego całkiem żywe jeszcze w pamięci ostrowian imprezy tego kalibru co Jazz w Muzeum czy Chanterelle Festival, przyznać trzeba, że jak na niewielkie przecież miasto liczba jest zaiste imponująca. Na szczęście jednak, to nie ilość stanowi tu o wyjątkowości zjawiska (choć bezsprzecznie mu sprzyja).

To festiwalowe szaleństwo, gdy przyglądać mu się z zewnątrz, zadziwia przynajmniej z kilku powodów. Po pierwsze, mówimy przecież o zaledwie siedemdziesięciotysięcznej populacji, w której statystycznie  zainteresowanych kulturą inną niż festynowa powinno być w porywach do dziesięciu procent ludzi. Co więcej, spora część tej skromnej grupy nie powinna uczestniczyć w większości wydarzeń z powodu braku czasu, sił lub środków. Sale widowiskowe są jednak pełne, mimo że publiczność poszczególnych festiwali dubluje się co najwyżej w jednej czwartej. Po drugie, niewielkie miasta, nienależące dodatkowo do grupy szczególnie zasobnych, nie są w stanie zagwarantować imprezom tej rangi milionowych budżetów. Siłą rzeczy więc spory ciężar spada na barki organizatorów i wolontariuszy, choć w gruncie rzeczy to często te same osoby. Można dodatkowo dziwić się i temu, jak udaje się utrzymać poziom artystyczny wszystkich festiwali oraz jakim sposobem zdołano wokół każdego z nich stworzyć mikrośrodowisko ekspertów i życzliwych doradców, którzy z satysfakcją mogą dziś stwierdzić: a jednak się kręci.

Masz pasję, masz festiwal

Zwykle przedsięwzięcia na dużą skalę rodzą się z zaraźliwych wizji pasjonatów, którzy - jak mawiał Einstein -nie wiedzą, że się nie da i tym sposobem likwidują bariery, ograniczenia oraz wszelkie administracyjne przeszkody. Umiejętności organizacyjne i perswazyjne w połączeniu z wiedzą i pasją to najtrwalszy fundament każdej festiwalowej struktury. Artystyczne fascynacje muszą bowiem ciągle liczyć na wsparcie pragmatycznego podejścia do sztuki mediacji, a ta z kolei winna wspierać się na charyzmatycznej osobowości. Szczęśliwie dla miasta tacy ludzie pojawiają się w nim z pewną regularnością, co pozwala przypuszczać, iż festiwalowa lista nie jest jeszcze ostatecznie zamknięta (choć wyjątkowo już na niej ciasno). Co więcej, jeśli porównać pierwsze edycje wszystkich ostrowskich festiwali z ich najnowszymi odsłonami, okaże się, że skala i ranga przedsięwzięcia wielokrotnie zaskoczyła nawet samych inicjatorów, a fakt ten okazuje się nowym zastrzykiem energii oraz impulsem do snucia coraz śmielszych planów. Zasada ta działa z powodzeniem od lat i w dużej mierze odpowiada za coraz wyższy poziom artystyczny ostrowskich spotkań ze sztuką.

Poprzeczka dla ambitnych

Nie bez znaczenia dla obecnego stanu rzeczy pozostaje fakt, że twórcy najstarszego z festiwali (Chopin w barwach jesieni) od początku bardzo wysoko zawiesili poprzeczkę wyznaczającą artystyczny poziom imprez o podobnym charakterze.  Światowej sławy pianiści, wybitni aktorzy i najważniejsi ludzie ze świata kultury, jacy pojawiali się w antonińskim pałacu Radziwiłłów, czy wreszcie ambitny program imprezy, wszystko to tworzyło klarowny komunikat, że odbiorcy otrzymują produkt najwyższej jakości i takiego powinni wymagać zawsze, gdy w grę wchodzą wydarzenia kulturalne o randze festiwalu.

Jeśli przyjrzymy się historii poszczególnych inicjatyw, które zaistniały w tej formie na naszym kulturowym poletku, łatwo zauważymy tę prostą zależność  - po tak wysublimowanym początku, wszelkie późniejsze pomysły musiały już na wstępie zakładać odpowiednio wysoki poziom artystyczny i organizacyjny. W przeciwnym wypadku stałyby się zaledwie marginalnym zjawiskiem egzystującym na obrzeżach sztuki. 

Między elitarnością a powszechnością

Ilość ostrowskich festiwali ma również tę zaletę, że istnieje między nimi dość szczególny rodzaj rywalizacji. Bo choć tematycznie nie stanowią dla siebie konkurencji, to z pewnością równie gorliwie zabiegają o tych odbiorców, których cechuje refleksyjny kontakt z dziełem oraz artystami proponującymi najwyższy poziom twórczy i wykonawczy. Budujący wydaje się przy tym fakt, że tego rodzaju publiczność jest coraz liczniejsza i coraz bardziej świadoma swych oczekiwań. Posiada przy tym ten zmysł krytyczny, który  dodatkowo mobilizuje twórców i organizatorów.

Należy wszakże oddać w tym miejscu sprawiedliwość i stwierdzić, że tego rodzaju publika nigdy nie jest zjawiskiem samorodnym. Zwykle wychowuje się i mimowolnie kształci przy festiwalach, pod warunkiem, że zostanie mądrze zwabiona i poważnie potraktowana. W takich wypadkach nie działają bowiem proste formy reklamy charakterystyczne dla imprez masowych. Nie sprawdzają się prymitywne umizgi czy rozdawane na prawo i lewo promocyjne gadżety. To znacznie bardziej wyrafinowany proces rozpoczynający się od uświadomienia potencjalnemu odbiorcy tej prostej, zdawałoby się, prawdy, iż posiada on także te potrzeby, których nie zaspokoją wspólnotowe pohukiwania czy bezrefleksyjna stadionowo-festynowa spontaniczność. W dalszej kolejności zadbać należy o jakość i obiektywną atrakcyjność proponowanej sztuki, która pozwala na stopniowe jej poznawanie, odpowiednio dawkowane estetyczne przeżycia, a w końcu także świadomą próbę oceny.

Publiczność na trwałe związana z festiwalem stanowi zawsze niezmiernie ważną wartość dodaną. Jest przy tym zazwyczaj grupą otwartą, chętnie przyjmującą do swojego grona wszystkich tych, którzy dopiero zaczynają swe artystyczne poszukiwania. W Ostrowie szybko dostrzeżono, że najtrwalszym spoiwem łączącym imprezę i jej odbiorców jest poważne traktowanie tych ostatnich przez organizatorów. To bezsprzecznie jedna z tajemnic sukcesu naszych festiwali - dzięki takiej strategii widownia sukcesywnie się powiększa, gdyż nowa publiczność nie zastępuje tej z lat wcześniejszych, a jedynie do niej dołącza. W konsekwencji rodzi się potrzeba przedefiniowania pojęcia elitarności imprezy, która spotyka się z tak szerokim odbiorem społecznym. Po raz kolejny zadany zostaje kłam tezie, jakoby wyrafinowana sztuka była dostępna wyłącznie dla wąskiego grona rzeczywistych znawców i snobistycznych wyznawców. Gustom bowiem nie należy bezkrytycznie schlebiać, należy je rozwijać i wzbogacać, aby nawet tam, gdzie serwuje się masowe formy rozrywki, organizatorzy czuli się w obowiązku zapewnić możliwie najwyższy poziom proponowanych atrakcji.

Artystyczny magnetyzm

Nie sposób nie dostrzec również faktu, że wszelka inwestycja w artystyczne festiwale o ogólnopolskim i międzynarodowym zasięgu to jedna z najtańszych, a przy tym najskuteczniejszych form promocji miasta. Na całym świecie wiadomym jest, że środki przeznaczane na kulturę i naukę zwracają się po wielokroć, choć ma to przeważnie miejsce w dłuższej perspektywie czasowej. Tradycja ostrowskich festiwali jest już na szczęście dostatecznie długa, by móc tę prawidłowość zaobserwować. Uczestnicy i widzowie przybywający na wybrane imprezy z całego kraju zgodnie podkreślają, jak bardzo zaskoczył ich poziom artystyczny i organizacyjny, a informacja tego rodzaju odbija się szerokim echem w ogólnopolskich mediach. Co więcej, utarło już w sąsiadujących miastach przekonanie, że do Ostrowa zawsze warto przyjechać, ponieważ w kulturze tak wiele się tu dzieje (dodajmy, że również, a może przede wszystkim miedzy festiwalami), a jakość imprez jest w zasadzie gwarantowana. Nikogo nie dziwią więc już dzisiaj goście z Kalisza, Krotoszyna czy Ostrzeszowa. Warto wszakże pamiętać, że regularnie pojawiają się również widzowie z Wrocławia, Poznania, a nawet znacznie odleglejszych lokalizacji.

 ***

Jaka jest zatem metoda w tym festiwalowym szaleństwie, że prowincjonalne miasto średnio co dwa miesiące organizuje wydarzenie kulturalne najwyższej próby? Być może odpowiedź jest prostsza niż nam się wydaje - pasja twórców i organizatorów sprawia, że nie ma tu miejsca na działania pozorne, markowaną pracę i udawany entuzjazm, które w innych sferach życia odpowiadają za szalone decyzje bez żadnej metody.

 Tomasz Gruchot

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.