Fakty Ostrowskie TV

Reklama

ZWIETRZAŁY ZAPACH ŻYWICY

(czyli o niedolach odległego partnerstwa)

Kiedy w poprzednim numerze wspominaliśmy o dość niezwykłej i efemerycznej historii partnerstwa z włoskim Lecce, karmiliśmy się wątłą nadzieją, że równie nagłe i niespodziewane jak podpisanie umowy będzie przerwanie upartego milczenia Italii. Zupełnie inaczej rzecz wygląda w przypadku kanadyjskiego Brantford, które stało się naszym bliźniaczym miastem w 2009 roku.

Obiecujące początki

Podpisanie umowy z Kanadyjczykami nie miało nic wspólnego ze spontanicznym gestem i pospieszną decyzją. Przeciwnie, wszystko zdawało się przebiegać jak najbardziej prawidłowo, zgodnie z regułami dyplomacji na szczeblu samorządowym. Oprócz zwyczajowych uprzejmości i entuzjastycznych komunikatów dla lokalnych mediów, można było dostrzec autentyczne zainteresowanie obu stron wielopłaszczyznową współpracą. Swoistym gwarantem rzetelności i trwałości wzajemnych kontaktów miał być dodatkowo Jerzy Mazurek, człowiek o niekwestionowanym autorytecie zarówno w Brantford, jak i w Ostrowie. To on stał również za wcześniejszym występem w Kanadzie grupy tanecznej "Gwiazda" oraz ideą Polsko-Kanadyjskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Aleksandra Bella, które powołał do życia dzięki osobistym staraniom i kontaktom. Okazało się ponadto, że populacja nowego miasta partnerskiego to w dziesięciu procentach Polonia, na dodatek wyjątkowo życzliwie nastawiona do idei współpracy z rodzinnym krajem. A jeśli przywołać do tego oficjalną deklarację Konsula Generalnego i Konsula Rzeczypospolitej w Toronto o pomocy przy weryfikacji i ocenie wiarygodności potencjalnych partnerów biznesowych, to pozostaje nam jedynie zapytać: dlaczego się nie udało?

Wizyty, rewizyty i regres

Ranga wzajemnych odwiedzin również pozwalała sądzić, że ukonkretnienie zamiarów to rzecz przesądzona. Już sam skład ostrowskiej delegacji udającej się do Brantford wydawał się imponujący, gdyż znaleźli się tam zarówno najważniejsi urzędnicy magistratu, jak i przedstawiciele środowisk oraz instytucji zainteresowanych rozwojem wzajemnych kontaktów z Kanadyjczykami. Ostrów reprezentowali wówczas: Radosław Torzyński - Prezydent Miasta, Jarosław Lisiecki - Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, Bartosz Ziółkowski  - ówczesny Prezes Holdikom SA, Jerzy Mazurek - reprezentujący Polsko-Kanadyjską Fundację Nauki oraz Zenon Musialski - Prezes Ostrowskiego Zakładu Ciepłowniczego. Z kolei w ramach rewizyty przybyli do naszego miasta m.in. Burmistrz Brantford, Mike Hancok oraz John Stys, prezes Polsko-Kanadyjskiego Towarzystwa Wzajemnej Pomocy.  Niestety, ranga obu wizyt nie przełożyła się na jakość, ani tym bardziej na ilość wspólnych przedsięwzięć. Nieudanym do końca projektem okazała się nawet poprzedzająca umowę partnerską idea polsko-kanadyjskiej szkoły, która stopniowo traciła swój pierwotny impet. Po śmierci Jerzego Mazurka nie znalazł się nikt, kto z równą energią i pasją (a przede wszystkim z międzynarodowymi kontaktami) mógłby placówkę tę podźwignąć.

Dziś niewiele uosób pamięta nawet, że Ostrów posiada swego "bliźniaka" na innym kontynencie, a nadziei na odnowienie kontaktów (które choćby w drobnej części odpowiadały szumnym zapowiedziom), jak do tej pory nie widać. W nieoficjalnych rozmowach miejscy urzędnicy mówią wprost, że nie była to szczególnie szczęśliwa decyzja.

Wątłe punkty zaczepienia

Mimo że Brantford nie należy do ścisłego grona najważniejszych miast Kanady, to może pochwalić się swoim niezaprzeczalnym wkładem we współczesną cywilizację. Mieszkańcy z dumą podkreślają, że mieszkał tam i działał jeden z najważniejszych wynalazców w historii, czyli Alexander Graham Bell. To właśnie z Brantford wykonał pierwsze połączenie telefoniczne do położonego nieopodal Paryża (jak wiadomo, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Kanadzie roi się od miast o dziwnie znajomo brzmiących nazwach). Nie bez przyczyny Jerzy Mazurek nadał swej szkole imię twórcy telefonu. Miało ono symbolicznie pieczętować związek obu naszych miast.

Drugą postacią, którą szczyci się Brantford, jest Wayne Gretzky, słynny hokeista, przez wielu uznawany za najwybitniejszego zawodnika w historii tej dyscypliny. Mało kto wszakże pamięta, że jego rodzinne korzenie znajdują się w naszej części Europy, a konkretnie w Grodnie, skąd pochodził dziadek hokeisty. Ponieważ jednak od zakończenia kariery przez Gretzky'ego minęło już blisko 17 lat, trudno byłoby czynić go twarzą ewentualnego odnowienia związków między naszymi miastami.

Krótkie dzieje, skromne atrakcje

Jak większość miast w Ameryce Północnej również Brantford nie może pochwalić się przesadnie bogatą historią. Prawa miejskie nabyło dopiero w 1877 roku a same początki są zaledwie o wiek starsze, toteż próżno tam szukać wyjątkowo cennych śladów starożytności. Nie oznacza to wszakże, iż miasto nie jest godne zwiedzania, tyle że bardziej przyciągać będzie miłośników współczesności niż archeologów.

Z ważniejszych obiektów wymienić należy monument upamiętniający wynalezienie telefonu przez Bella, autorstwa słynnego kanadyjskiego rzeźbiarza, Waltera Seymoura Allwarda oraz siedzibę władz Hrabstwa Brant. Z kolei dla zwolenników nowoczesnej architektury niewątpliwą atrakcją będzie budynek Urzędu Miasta.

Niewielka stosunkowo jest także liczba miejsc, gdzie zabłąkany turysta mógłby sobie uatrakcyjnić pobyt w Brantford. Mieszkańcy najchętniej wskazują na The Sanderson Centre. To połączenie sceny teatralnej z salą widowiskowo-koncertową. Największą popularnością cieszą się tam podobno występy orkiestry symfonicznej.

Miłośnicy wojskowości i pasjonaci historii najnowszej mogą odwiedzić Muzeum Kanadyjskiego Dziedzictwa Militarnego, ale trudno stwierdzić, by mogło się ono pochwalić unikalnymi zbiorami. Znajdziemy tam głównie pamiątki z obu wojen światowych i względnie atrakcyjną kolekcję dawnych motocykli.

Od 2002 roku jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc jest The Ford Plant. To niewielki klub muzyczny i przystań dla awangardowych artystów. Koncertują tam grupy rockowe z całej Północnej Ameryki (mimo że klub mieści jedynie ok. 100 osób), a na dodatek odbywają się tam dwa muzyczne fastiwale, Murdered City Music Festival oraz Ghosts of Brantford Festival.

Niestety, obie wspomniane imprezy zamykają krótką listę atrakcji, jaką zaproponować może to dziewięćdziesięciotysięczne kanadyjskie miasto. Nic zatem dziwnego, że nie będzie ono raczej w najbliższej przyszłości celem dla wycieczek z Polski.

(Bez)Nadzieja

Nie wiadomo do końca, co począć z takim partnerstwem, któremu wyraźnie przeszkadza odległość. Mimo zapewnień z obu stron, że nie stanowi ona w obecnej dobie najmniejszego problemu, okazało się jednak trudną do pokonania barierą we wzajemnych kontaktach mieszkańców obu miast. Zarówno dla lokalnych przedsiębiorców, jak i dla osób prywatnych potencjalne związki okazują się zbyt kosztowne, a przewidywane korzyści mało konkretne. Podobnie jednak jak w przypadku Lecce, nie ma powodu, by to teoretyczne (przynajmniej do tej pory) partnerstwo całkowicie przekreślać. Ostatecznie nadzieja nic nie kosztuje, jeśli nie burzy bieżących planów i nie uzależniamy od niej całej naszej drogi rozwojowej.

 Tomasz Gruchot

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.