Fakty Ostrowskie TV

Reklama

WISIENKA NA KOSZERNYM TORCIE

 

Kilka uwag na marginesie festiwalu Mazel Tov

Kiedy we Wrocławiu narodowcy palą kukłę Żyda, w ostrowskiej synagodze rozbrzmiewa język jidysz, a kulturowe dziedzictwo narodu żydowskiego staje się przedmiotem badań naukowych, tematem edukacyjnych warsztatów i artystyczną inspiracją. Rzec by się chciało, że piękna ta nasza normalność.

Entuzjastyczna widownia, znakomite koncerty, atrakcyjna oprawa dydaktyczna i oto mamy gotowy przepis na przedsięwzięcie, które nie może się nie udać.  Jednak zakończony niedawno festiwal Mazel Tov to znacznie więcej niż tylko kolejny sukces artystyczny i organizacyjny na koncie Ostrowskiego Centrum Kultury. Rzadko dziś bowiem zdajemy sobie sprawę z faktu (szczęśliwie w naszym mieście dość oczywistego), że każda kolejna edycja tego wydarzenia to de facto ukoronowanie wielu lat pracy całej rzeszy osób i instytucji. To plon rozlicznych, niezależnych od siebie działań, które w jakiś przedziwny sposób uległy synchronizacji i zespoleniu ponad ideowymi i politycznymi podziałami.

 

 Jest pewnym fenomenem, że wśród narastających w Polsce nastrojów ksenofobicznych nasze miasto robi wrażenie oazy tolerancji, a rozbudzona ciekawość kulturowa mieszkańców sprawia, że próżno tu szukać głośnych antysemickich wystąpień czy nawet rasistowskiej bazgraniny na murach. Co więcej, odrestaurowana synagoga stała się jednym z najważniejszych centrów życia społecznego i kulturalnego.

Kultura przyswojona - kultura oswojona

 Nawet jeśli powyższe uwagi brzmią nieco idyllicznie, oddać należy sprawiedliwość, że taki stan rzeczy nie jest - bo nie miał szans być - dziełem przypadku. Nie jest też żadną tajemnicą, że na styku kultur tylko rzetelna edukacja i dogłębne wzajemne poznanie powoduje finalny zanik lęków i związanej z nimi agresji. Problem w tym, aby proces tego typu miał charakter nieprzerwany i zachodził na wielu obszarach społecznej aktywności. Tylko wtedy - i to zwykle w odległej perspektywie - daje jako taką gwarancję powodzenia.

 

Chcąc uhonorować wszystkich, którzy położyli zasługi na tym polu, należałoby posłużyć się litanią nazwisk i dorównującą jej listą instytucji, organizacji czy stowarzyszeń  (a i tak ryzyko pominięcia czyjejś skromnej i często anonimowej pracy byłoby spore). Obok oczywistych w tym kontekście postaci jak Jarosław Biernaczyk czy dr Krzysztof Morta, trudno przecież nie wspomnieć chociażby niestrudzonego strażnika reliktów, czyli Bogdana Rachuty - a to zaledwie osoby najbardziej charakterystyczne.

Rzecz jednak nie w tym, aby wygłaszać tu indywidualne laudacje, czy obliczać procentowy wkład w popularyzację historii ostrowskich Żydów. Znacznie ważniejszy wydaje się wpływ wspomnianych działań na zbiorową świadomość lokalnej społeczności, która  postrzega dziś mniejszość narodową jako nieodzowny lokalny koloryt i atrakcyjny przedmiot historycznych dociekań.

Przez świątynię do sztuki

Sukces działań stricte edukacyjnych okazał się w Ostrowie tak szybki i trwały m. in. dlatego, że nie miał w sobie nachalności. Tolerancji nie da się, jak wiadomo,  nauczyć czy zadekretować, jest bowiem rodzajem "ubocznego" (choć pożądanego) produktu przeróżnych działań  - często z pozoru w ogóle ze sobą niepowiązanych lub posiadających ledwie przypadkowe punkty styczne.

Bez wątpienia jednym z takich punktów okazała się ostrowska synagoga i to na długo przed jej spektakularną renowacją. Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych odgrodzona od ulicy i niedostępna na co dzień dla mieszkańców nieustannie intrygowała, inspirowała, aż w końcu stała się już na dobre (głównie za sprawą Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Niezależnych) nieoficjalną świątynią sztuki. Wagę tego faktu trudno dziś tak naprawdę przeszacować, ponieważ przekształcenie dawnej przestrzeni sakralnej w artystyczną nie tylko nigdy (pomijając absolutne ekstrema) nie bywa postrzegane w kategoriach profanacji, ale dodatkowo sam obiekt ostatecznie przestał funkcjonować jako kulturowo obcy. Tłumy gromadzące się na festiwalowych spektaklach pozostawały często w równej mierze pod urokiem budynku co prezentowanej w nim sztuki. Miejsca na śladowy choćby antysemityzm zwyczajnie w ten sposób zabrakło.

 Stare mury - młodzi poeci

Trudno dziś zliczyć, jak wiele różnorodnych wydarzeń miało miejsce w murach  synagogi od czasu pierwszego spektaklu. Trudno też nie zauważyć, że aura miejsca ujawnia się czasem nieoczekiwanie jako kulturowa podbudowa późniejszych działań twórczych.

W 2005 roku znany poeta i redaktor dwumiesięcznika "TOPOS", Krzysztof Kuczkowski był jurorem Turnieju Jednego Wiersza (w ramach festiwalu ?Wszystko jest poezją?) Nagrodził  wówczas utwór młodej poetki, Katarzyny Szóstak:

 

Synagoga

 Kocie łby

łaszą się do stóp

 

w sękatej wieży

biją kasztanowe dzwony

 

na ustach pajęczyna

lepkich szeptów

 

rozmowa

na szafocie schodów

zamiera

 

ty - sześcioramienna gwiazda

wypalasz się

 

ja - zegar słoneczny

przystaję.

 

Komentując wybór, dodał z uśmiechem: Jak to wam ładnie stare mury rodzą młodych poetów. I rzeczywiście, jeśli prześledzić antologie ostrowskich twórców (bez względu zresztą na przynależność pokoleniową), znajdziemy podobnych inspiracji na tyle dużo, by słowa Kuczkowskiego ochoczo potwierdzić.

Można by podobne historie przytaczać w nieskończoność, ale to tylko kolejny dowód na to, że na naszym lokalnym gruncie nastrojom ksenofobicznym niełatwo się zakorzenić, jako że w równej mierze nie sprzyja im podłoże, co klimat. Setki drobnych zdarzeń czy gestów pokazują, że nie mamy tu problemu z obcą kulturą, gdyż wydobyliśmy ją z kokonu obcości.

 

Żyd dobry, bo nieobecny?

 

Można, rzecz jasna, przyjąć tezę, że łatwo akceptować mniejszość, która fizycznie na danym terenie nie funkcjonuje. Łatwiej pisać o obrzędach, rytuałach i tradycji niż obserwować je na co dzień obok siebie. Nietrudno wreszcie podważać istnienie naszej lokalnej oazy tolerancji, skoro nie mieliśmy okazji zweryfikować jej w relacjach bezpośrednich. Pytanie tylko, czy tego rodzaju wątpliwości unieważniają to, co udało się nam osiągnąć? Mając świadomość, jak bardzo przybiera ostatnio na sile niechęć wobec społeczności kulturowo odmiennych, możemy bez fałszywej skromności stwierdzić, że w Ostrowie wypracowaliśmy sposób na oswojenie inności - i nawet jeśli zrobiliśmy dopiero pierwszy krok, to z pewnością znaczący i we właściwym kierunku.

 Tomasz Gruchot

 

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.