Fakty Ostrowskie TV

Reklama

FESTIWALE - SZALEŃSTWO I METODA

Nie przebrzmiały jeszcze echa Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Niezależnych, a przed nami kolejne zdarzenie porównywalnej rangi, czyli piąta edycja Festiwalu Filmowego im. Krzysztofa Komedy. Tuż po wakacjach Chopin w barwach jesieni oraz Wszystko jest poezją, a zaraz po nich Jimiway, Mazel Tov i Ciemna Jutrznia. Jeśli dodać do tego całkiem żywe jeszcze w pamięci ostrowian imprezy tego kalibru co Jazz w Muzeum czy Chanterelle Festival, przyznać trzeba, że jak na niewielkie przecież miasto liczba jest zaiste imponująca. Na szczęście jednak, to nie ilość stanowi tu o wyjątkowości zjawiska (choć bezsprzecznie mu sprzyja).

KALISZ - OSTRÓW, CZYLI TEATRALNE ROZDWOJENIE WIDOWNI

Przywykliśmy już, że co roku w maju otrzymujemy uderzeniową dawkę teatralnych spektakli i to przeważnie w dwóch biegunowo różnych formułach. Pierwsze dni majówki należały zwykle do Kaliskich Spotkań Teatralnych (które w tym roku odbędą się już po raz 56.), a w połowie miesiąca ostrowska synagoga oraz sceny OCK gościły artystów w ramach Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Niezależnych. Zdarza się niestety i tak, że obie imprezy raczą się dublować, stawiając swych potencjalnych widzów przed koniecznością irytującego wyboru.

Tegoroczna odsłona obu festiwali wypada niestety w tym samym czasie, zatem spora grupa miłośników teatru stanie przed dylematem, który trudno rozstrzygnąć jednoznacznie, odgórnie i zbiorowo. Oba wydarzenia do tego stopnia różnią się co do idei i charakteru, że również wartościujące porównania zdecydowanie mijają się z celem. Każdy musi w takim momencie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: czego oczekuje od teatru, jakich poszukuje w nim treści, jakich konwencji i jakiego typu dialogu ze światem.

SZTUKA POWROTU - POWRÓT PRZEZ SZTUKĘ

(o najnowszej wystawie fotografii w ostrowskim MDK)

 

W Młodzieżowym Domu Kultury można obecnie oglądać wystawę fotografii, która nie tylko jest artystycznie udaną ekspozycją, ale ma też za sobą osobliwą historię, a nawet kilka.

Autorkami zdjęć są podopieczne Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego im. Św. Józefa w Kaliszu, a do naszego miasta zawitały już po raz drugi (wcześniej ich prace można było obejrzeć w Galerii 33). Ostatecznie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bowiem resocjalizacja poprzez różne formy działań artystycznych to praktyka znana od lat, tyle że zazwyczaj ogranicza się wyłącznie do twórczości o walorach osobistych, a nie obiektywnych. Innymi słowy, jest to przeważnie zabawa w sztukę, a nie sztuka sama w sobie z właściwym zapleczem technicznym, warsztatowym i intelektualnym.

OTN - TRWAŁE ŚLADY

Zwykło się twierdzić, że w przypadku stowarzyszeń o charakterze edukacyjnym niezwykle trudno jest wskazać bezpośrednio wymierne efekty ich działalności. Nikt wprawdzie nie twierdzi, że mamy tu do czynienia z aktywnością bezproduktywną, jednak, gdy mowa o popularyzacji nauki oraz płynącej stąd inspiracji dla jej przyszłych adeptów, coraz częściej pojawia się oczekiwanie namacalnych świadectw.

Przyznać trzeba, że czas sprzyja utrwalaniu działań dydaktycznych, stąd też wszystkie ważniejsze na tym obszarze zdarzenia, jak wykłady czy zajęcia laboratoryjne można zwyczajnie zarejestrować, zarchiwizować i odtwarzać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Mimo wszystko jednak będą to ciągle substytuty właściwego spotkania z nauką, a nie wartość autonomiczna. Stąd m. in. Ostrowskie Towarzystwo Naukowe niemal od samego początku swej działalności stawia na trwałe jej ślady, które stanowią dziś ważny i samodzielny element dziesięcioletniego dorobku stowarzyszenia.

Roczniki - trwały ślad wytrwałości

Członkowie OTNu to w większości ludzie czynni zawodowo i aktywni naukowo w swoich macierzystych placówkach, toteż łatwo byłoby stworzyć obszerny zbiór przedruków tekstów z książek, czasopism lub skryptów akademickich. Rzecz sama w sobie byłaby już pewną wartością, ale jednocześnie trudno byłoby nazwać ją wynikiem działalności samego Towarzystwa. Postanowiono zatem posłużyć się sprawdzonym w historii pomysłem wydawania roczników, w których teksty skupiałyby się wokół nadrzędnego tematu lub zaproponowanej wcześniej problematyki.

NIEMIECKA KLAMRA

Kończąc nasz cykl artykułów o miastach związanych z Ostrowem umowami partnerskimi, zawitamy dziś do Delitzsch. I choć wg chronologii zdarzeń to nasz drugi "bliźniak" pojawia się symbolicznie jako ostatni, gdyż jak wiemy, współpraca z włoskim Lecce i kanadyjskim Brantford to tylko historia martwych zapisów. Miasta niemieckie wykazują zdecydowanie większą skłonność do podtrzymywania wzajemnych relacji, i mimo że nie są to zawsze działania w pełni zgodne z zapowiedziami i oczekiwaniami, to jednak trudno zaprzeczyć, że w ogóle mają miejsce.

OTN - RÓWNOLEGŁE KANAŁY EDUKACYJNE

Bez względu na to, w jakim momencie historycznym przychodzi nam żyć i działać, usłyszymy wielokrotnie o permanentnym kryzysie edukacji, zapaści szkolnictwa i konieczności programowych reform. Doszliśmy już na tym polu do takiego poziomu absurdu, że nieustanie reformujemy kolejne reformy zreformowanego systemu. Obserwując podobną sytuację, można by dojść do mylnego wniosku, że stan rodzimej nauki jest równie opłakany jak systemowe sposoby przekazywania jej dokonań.

Kształcenie potrzeb

Ponieważ w wielu placówkach oświatowych panuje ciągle jeszcze świat rodem z Ferdydurke Gombrowicza, młodzież traktuje szkołę jak skansen, a niektórych nauczycieli i ich metody niczym cykl poglądowych zajęć o naturze groteski. W przypadkach skrajnych (ale niestety nie aż tak znowu odosobnionych) trafić można jeszcze na pedagoga czy nawet dyrektora szkoły, którego dałoby się opisać słowami bohatera najsłynniejszej powieści Johna Fowelsa: Tak jak wszyscy ludzie, którzy nie całkiem dorastają do swego stanowiska, czepiał się pozorów i drobiazgów i zamiast posługiwać się intelektem sprawił sobie pancerz z wielkich słów, a wymawiał je tak, jakby zaczynały się wielką literą: Dyscyplina, Tradycja, Poczucie Odpowiedzialności.

ZWIETRZAŁY ZAPACH ŻYWICY

(czyli o niedolach odległego partnerstwa)

Kiedy w poprzednim numerze wspominaliśmy o dość niezwykłej i efemerycznej historii partnerstwa z włoskim Lecce, karmiliśmy się wątłą nadzieją, że równie nagłe i niespodziewane jak podpisanie umowy będzie przerwanie upartego milczenia Italii. Zupełnie inaczej rzecz wygląda w przypadku kanadyjskiego Brantford, które stało się naszym bliźniaczym miastem w 2009 roku.

Obiecujące początki

Podpisanie umowy z Kanadyjczykami nie miało nic wspólnego ze spontanicznym gestem i pospieszną decyzją. Przeciwnie, wszystko zdawało się przebiegać jak najbardziej prawidłowo, zgodnie z regułami dyplomacji na szczeblu samorządowym. Oprócz zwyczajowych uprzejmości i entuzjastycznych komunikatów dla lokalnych mediów, można było dostrzec autentyczne zainteresowanie obu stron wielopłaszczyznową współpracą. Swoistym gwarantem rzetelności i trwałości wzajemnych kontaktów miał być dodatkowo Jerzy Mazurek, człowiek o niekwestionowanym autorytecie zarówno w Brantford, jak i w Ostrowie. To on stał również za wcześniejszym występem w Kanadzie grupy tanecznej "Gwiazda" oraz ideą Polsko-Kanadyjskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Aleksandra Bella, które powołał do życia dzięki osobistym staraniom i kontaktom. Okazało się ponadto, że populacja nowego miasta partnerskiego to w dziesięciu procentach Polonia, na dodatek wyjątkowo życzliwie nastawiona do idei współpracy z rodzinnym krajem. A jeśli przywołać do tego oficjalną deklarację Konsula Generalnego i Konsula Rzeczypospolitej w Toronto o pomocy przy weryfikacji i ocenie wiarygodności potencjalnych partnerów biznesowych, to pozostaje nam jedynie zapytać: dlaczego się nie udało?

PSYCHOLOG W SZKOLE

Obecnie na terenach placówek edukacyjnych stałe zatrudnienie uzyskują pedagodzy, często w niewystarczającym wymiarze czasu pracy. Liczba godzin pedagoga i ewentualnie psychologa w przeciętnej szkole nie tylko nie wystarcza na realizację zadań określonych w stosownych rozporządzeniach MEN, ale jest również znikoma z punktu widzenia liczby uczniów przypadających na jednego specjalistę. Biorąc pod uwagę szeroki zakres obowiązków jakie są powierzane pedagogom mają oni (częściej one) zwykle zbyt mało czasu na dopełnienie ich wszystkich w należyty sposób, a rodzaj problemów z którymi borykają się dzieci i młodzież powoduje że udzielenie stosownej pomocy przekracza również nierzadko ich kwalifikacje i kompetencje.

OTN - CDN (czyli Ostrowskie Towarzystwo Naukowe u progu nowej dekady)

Pod koniec ubiegłego roku minęło 10 lat od powołania Ostrowskiego Towarzystwa Naukowego. To z jednej strony okres wystarczający, by móc pochwalić się konkretnymi efektami dotychczasowej działalności, ale jednocześnie na tyle krótki, aby ciągle funkcjonować w lokalnej świadomości jako stowarzyszenie młode, niezmiennie dynamiczne i dalekie od skostnienia w archaicznych strukturach organizacyjnych. I chociaż zawsze wydarzenia firmowane przez OTN będą przegrywały frekwencyjnie z masowymi imprezami rozrywkowymi, to jednak jakość i przystępność naukowej oferty sprawiają, że odbiorców oraz sympatyków sukcesywnie przybywa.

 O ile nauka mimo tak głębokiej dziś specjalizacji i mnogości dziedzin jest ciągle najlepszą drogą do poznania, opisania i zrozumienia rzeczywistości, o tyle sami naukowcy z trudem godzą się na uproszczenia obecne w powszechnej komunikacji. Stąd tak mozolnym wydaje się wciąż popularyzowanie tych dokonań, które nie wypadają spektakularnie w mediach i nie mogą konkurować z wielkonakładowymi projektami, jak choćby warszawskie Centrum Nauki Kopernik. Na szczęście jednak realnej wartości nie mierzy się w tym wypadku ilością rozentuzjazmowanych odbiorców czy łączną liczbą polubieni na portalach społecznościowych.

CO SIĘ odwLECCE........ ?

Kontynuując zainicjowany na początku lutego cykl, w którym prezentujemy europejskie miasta związane z Ostrowem umową o partnerstwie, trafiamy dziś do włoskiego Lecce. I choć to gorąca, południowa Italia, nasze wzajemne relacje uległy niemal natychmiastowemu zamrożeniu, zanim w ogóle uzyskały właściwą temperaturę.

Od fascynacji do hibernacji

Geneza tej wyjątkowej w historii miasta umowy partnerskiej wyraźnie wskazuje, że zarówno delegacja włoska, jak i nasi włodarze pod wpływem impulsu i wzajemnej fascynacji zdobyli się na spontaniczny gest, który natychmiast przerodził się w oficjalny międzynarodowy dokument. Jak się okazuje, wspomniana delegacja przebywała w Ostrowie zaledwie cztery dni (od 11. do 14. września 2006 roku) w ramach konferencji Kobieta w realiach współczesności.  Do dziś urzędnicy magistratu wspominają urodę Franceski Mariano, członkini Zarządu Miasta Lecce parafującej umowę w imieniu strony włoskiej. Okazało się jednak, że kobieca zmienność wzięła górę nad uroczystą oprawą tego pamiętnego spotkania. Bo choć Ostrów reprezentował ówczesny prezydent, Jerzy Świątek oraz Przewodniczący Rady Miejskiej, Lech Topolan, a w Sali Kolumnowej Ratusza obecni byli również przedstawiciele naszych niemieckich miast partnerskich, Nordhausen i Delitzsch, to urodziwe Włoszki szybko zapomniały o świeżo usankcjonowanym związku. Do dziś, mimo pozostawania w mocy ustaleń umowy, Lecce nie podjęło współpracy, a oficjalne pisma wysyłane do Włoch na przestrzeni lat również pozostały bez odpowiedzi.

MAŁE MIASTO Z BOGATĄ HISTORIĄ

W ubiegłym roku minęło dwadzieścia lat odkąd niemieckie Nordhausen stało się partnerem Ostrowa Wielkopolskiego. W kolejnych latach przybyło nam jeszcze trzech "bliźniaków", ale z miejscowością z Turyngii wiąże nas dziś zdecydowanie najwięcej, nie tylko ze względu na to, że ów związek trwa po prostu najdłużej.

Wydarzenie na miarę końca tysiąclecia

Kiedy w 1995 roku nasze miasto podpisywało swoją pierwszą umowę twinningową, odbiła się ona lokalnie dość szerokim echem. Brak dostępu do internetu oraz rodząca się dopiero telefonia mobilna sprawiały, że wiadomości docierały do nas głównie z przekazów prasowych. Nie dziwi więc fakt, że podobnym wydarzeniom towarzyszyła nieco przesadna oprawa, ale też przyznać należy, że w dziejach Ostrowa wydarzenie to na pewno było wówczas jednym z najbardziej znaczących. Dzisiaj każdy z nas może sobie włączyć popularną przeglądarkę google, wpisać weń nazwę miasta i voilla - przenosimy się w czasie i przestrzeni dokładnie 600 kilometrów na zachód i to bez wychodzenia z domu.

KOMU POTRZEBNE DZIŚ ZWIĄZKI PARTNERSKIE

Co mówi dziś przeciętnemu obywatelowi dowolnego polskiego miasta termin twinning? Ta nieco enigmatyczna nazwa odnosi się do szeroko zakrojonej współpracy dwóch miast, najczęściej z różnych państw, choć nie jest to regułą. Pochodzi od angielskiego twin (bliźniak), co może sugerować, całkiem zresztą słusznie, że w pary łączą się miejscowości w jakimś stopniu do siebie podobne.

Kiedy narodził się twinning? Tę opowieść należałoby zacząć od znanego z dzieciństwa "dawno, dawno temu", bowiem idea współpracy poszczególnych ośrodków jest zapewne tak samo stara, jak stare są struktury społeczne, zorganizowane w ten właśnie sposób, sięgające być może nawet greckich polis. Można jednak przyjąć, że punktem zwrotnym w historii kontaktów międzymiastowych był okres zdecydowanie nam bliższy, czyli zakończenie II Wojny Światowej. Od roku 1945, po sześciu latach okrucieństwa, jakiego świat wcześniej nie zaznał, dążono usilnie do tego, aby kolejne pokolenia już nigdy nie były świadkami cierpienia i zniszczenia na tak ogromną skalę. Jednym z elementów, mających na celu umacnianie więzi pomiędzy mieszkańcami różnych miast i krajów, stał się właśnie twinning.

OSTROWIANIE - (NIE)ZIDENTYFIKOWANA TOŻSAMOŚĆ

Tylko takie miasta są coś warte, w których można się zgubić, pisał w jednym ze swych nieśmiertelnych esejów Zbigniew Herbert. Co jednak znaczy dziś możliwość zgubienia się w zurbanizowanej przestrzeni? Czy pozostało w niej jeszcze do odkrycia cokolwiek na tyle istotnego, by nierozerwalnie połączyć odkrywcę z miejscem? Czy jesteśmy jeszcze w stanie zbudować na gruncie eksploracji prywatną lub zbiorową identyfikację z miastem?

     Gdyby zadać ostrowianom banalne z pozoru pytanie: czy utożsamiasz się ze swoim miastem? - można, bez cienia zdolności profetycznych, spodziewać się przewagi odpowiedzi twierdzących. Gorzej, gdy zapytalibyśmy o to, co stanowi o tożsamości Ostrowa, z czym konkretnie identyfikujemy miasto i siebie jako jego mieszkańców. Jednak i tu po dłuższej chwili zastanowienia pojawi się kilka lub nawet kilkanaście propozycji. Niestety, wszystkie szczątkowe i przewidywalne.

WOŚP - WSPÓLNOTA STOSOWANA

 

To swoisty paradoks, że w naszym kraju ci, którzy w swych ideowych deklaracjach odwołują się do poczucia wspólnoty i jedności, z wyjątkową pasją opluwają tych, którzy rzeczoną wspólnotowość autentycznie i z powodzeniem praktykują. Jak można domniemywać, chodzi przy tym nie tyle o bezinteresowną rodzimą zawiść, co nade wszystko o poczucie bezradności wobec sukcesu, którego nie da się przejąć na wyłączność.

Wspólny cel to nie wspólny wróg

 Wspólnota organizuje się, by działać i zacieśnia się w działaniu. Warunek wszakże, iż jest to działanie ze wspólnym celem, dla wspólnego dobra, w imię powszechnie aprobowanych wartości i naturalnie odczuwanych potrzeb. Oczywiście, spełnienie tych warunków nie gwarantuje żadnej wspólnocie trwałości, ale przynajmniej może ją uwiarygodnić, a to z kolei warunek konieczny, by w ogóle wspomnianą trwałość brać pod uwagę.

METRYKA UCHWYCONA W SIEĆ

Znany pisarz i aforysta stwierdził kiedyś, że wartość telefonu zależy tak naprawdę wyłącznie od tego, co dwoje ludzi ma sobie do powiedzenia. Dziś zapewne odniósłby się podobnie do większości form komunikacji elektronicznej i może tylko uczyniłby to nieco bardziej dosadnie. O tym jednak, że nie należy w podobnych przypadkach ulegać skrajnym ocenom i zbędnym emocjom, przekonywała prof. Anna Brzezińska podczas ostatniego w tym roku wykładu firmowanego przez Ostrowskie Towarzystwo Naukowe.

WISIENKA NA KOSZERNYM TORCIE

 

Kilka uwag na marginesie festiwalu Mazel Tov

Kiedy we Wrocławiu narodowcy palą kukłę Żyda, w ostrowskiej synagodze rozbrzmiewa język jidysz, a kulturowe dziedzictwo narodu żydowskiego staje się przedmiotem badań naukowych, tematem edukacyjnych warsztatów i artystyczną inspiracją. Rzec by się chciało, że piękna ta nasza normalność.

Entuzjastyczna widownia, znakomite koncerty, atrakcyjna oprawa dydaktyczna i oto mamy gotowy przepis na przedsięwzięcie, które nie może się nie udać.  Jednak zakończony niedawno festiwal Mazel Tov to znacznie więcej niż tylko kolejny sukces artystyczny i organizacyjny na koncie Ostrowskiego Centrum Kultury. Rzadko dziś bowiem zdajemy sobie sprawę z faktu (szczęśliwie w naszym mieście dość oczywistego), że każda kolejna edycja tego wydarzenia to de facto ukoronowanie wielu lat pracy całej rzeszy osób i instytucji. To plon rozlicznych, niezależnych od siebie działań, które w jakiś przedziwny sposób uległy synchronizacji i zespoleniu ponad ideowymi i politycznymi podziałami.

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.