Fakty Ostrowskie TV

Reklama

LEDÓCHOWSKI INTERNATIONAL

Daje się ostatnio zauważyć w Ostrowie chlubną tendencję do demitologizowania lokalnej historii. Co przy tej okazji warto podkreślić, nie czynią tego pasjonaci-amatorzy, lecz kompetentni naukowcy z uznanym dorobkiem i ugruntowaną pozycją w świecie akademickim. Nadaje to ich wystąpieniom ten stopień wiarygodności, któremu na szczęście nie mogą już zaszkodzić prowincjonalne zapędy mitotwórcze.

Po spektakularnym obaleniu tzw. "Republiki Ostrowskiej" przez profesora Jerzego Pietrzaka przyszedł czas na oczyszczenie historii wokół postaci kardynała Mieczysława Ledóchowskiego, który - z racji osadzenia przez władze pruskie w ostrowskim więzieniu - stał się niemal automatycznie inspiracją dla lokalnych hiperboliczno-patriotycznych opowieści. Tym razem za arenę zmagań nauki z faktami i legendą posłużyło Muzeum Miasta Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie 03. lutego zaprezentowano wystawę pt. Prymas niezłomny, poprzedzoną okolicznościowym wykładem profesora Przemysława Matusika z Instytutu Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

 Na zaścianku bez zmian

Problemem, który pojawił się już na wstępie, jest sposób funkcjonowania bohatera wystawy w zbiorowej świadomości ostrowian. Dlaczego z bogatego życiorysu kardynała i jego międzynarodowej kariery eksponuje się dziś niemal wyłącznie wielkopolski epizod? Okazuje się, że działa tu przedziwny, choć w kontekście zjednoczonej obecnie Europy, raczej mało zrozumiały mechanizm mający za zadanie przywłaszczanie na lokalnym gruncie wydarzeń i postaci o znaczeniu uniwersalnym. Ruch, jak się zdaje, powinien być zgoła odwrotny - na zewnątrz, a nie do wewnątrz. Zawłaszczenie oznacza bowiem w najlepszym wypadku lokalny kult i małojczyźnianą celebrację, natomiast znacznie cenniejsze i nieporównanie bardziej racjonalne byłoby przecież podążanie za nowym idolem i przekroczenie wraz z nim granic zaścianka - wykorzystanie chwilowego rozgłosu dla promocji tego, co w mieście cenne, a niedostrzegane powszechnie.

Nieporozumienia i korekty

Wykład profesora Matusika pod znamiennym tytułem: Kłopotliwy hierarcha nabrał w sali Muzeum podwójnego znaczenia. Z jednej strony, co oczywiste, prelegent mówił o człowieku, którego wizja Europy była zgoła inna niż koncepcja kanclerza Bismarcka (ostatecznie to on zdecydował o uwięzieniu prymasa); z drugiej okazało się, że pewnym nadużyciem jest powszechne mniemanie, jakoby Ledóchowski znalazł się w celi przede wszystkim jako niezłomny obrońca polskości przed rozszalałą germanizacją. Niezłomnością - i owszem - wykazał się niemałą, lecz po pierwsze, nie od razu, a po drugie, występował wówczas głównie jako przedstawiciel Watykanu, któremu od lat służył jako dyplomata. Polskim patriotą uczyniono go niejako mimochodem.

Polska, czyli degradacja

Ledóchowski jako arystokrata i świetnie wykształcony emisariusz Państwa Kościelnego liczył niewątpliwie - jak wskazywał prof. Matusik - na systematyczny awans w watykańskiej hierarchii. Piastował już zresztą eksponowane funkcje w Portugalii, Belgii, a nawet w Ameryce Południowej. Przydział do archidiecezji poznańskiej i gnieźnieńskiej odczuł więc jako bolesną degradację i stąd już choćby trudno mówić o szczególnym poczuciu misji związanym z powrotem do ojczyzny.

Wykazując się kurtuazyjną powściągliwością, prelegent zaledwie nadmienił, że zetknięcie z poznańskim duchowieństwem było dla watykańskiego biskupa niemałym wstrząsem cywilizacyjnym. Ledóchowski postrzegał miejscowy kler jako wyraźnie zacofany, nieobyty i niedokształcony, mający nawet spore problemy z porozumiewaniem się po łacinie. Niechęć okazała się odwzajemniona i to również wśród diecezjan, którzy mieli hierarsze za złe ugodową politykę wobec władz pruskich. Sympatię tych ostatnich zjednał sobie zresztą dość szybko.

Więzienie, czyli awans

Nagły (przynajmniej z odległej perspektywy historycznej) zwrot akcji nastąpił dopiero w dobie kulturkampfu, kiedy to Kościołowi jako instytucji zaczęła na ziemiach pruskich grozić utrata suwerenności. Ledóchowski okazał się tym razem nieprzejednanym obrońcą status quo, mimo że opór wobec dekretów Żelaznego Kanclerza obarczony był sporym ryzykiem osobistym (a nawet materialnym). Odważna odmowa usunięcia języka polskiego z nauczania religii oraz przeciwstawienie się ingerencji państwa w proces kształcenia duchownych sprawiły, że społeczność wcześniej niechętna poczynaniom swego biskupa oraz sfery dotąd mu sprzyjające w praktyce zamieniły się miejscami. Efektem było uwięzienie prymasa, które paradoksalnie stało się momentem przełomowym jego karierze.

 Podobno, jak przekonywał prof. Matusik, był to również złoty okres dla miejscowych hotelarzy i restauratorów, gdyż nagle do Ostrowa zaczęli zjeżdżać goście z całej Europy, gdzie wiadomość o postawie Ledóchowskiego szybko się rozeszła. Wielu pragnęło zamanifestować swą obecnością jednoznaczne poparcie dla obrońcy Kościoła i sprzeciw wobec polityki Bismarcka.

Aura niezłomnego obrońcy wiary przyniosła wówczas prymasowi nie tylko ogólnoeuropejski rozgłos, ale również nadaną w 1875 roku godność kardynała i radykalnie przyspieszyła późniejszy awans w watykańskich strukturach, gdzie ostatecznie w 1892 roku objął stanowisko prefekta Kongregacji Rozkrzewiania Wiary. Wg prof. Matusika była to w tamtym czasie druga po papieżu funkcja w hierarchii kościelnej. Niejako przy okazji okrzyknięto go również polskim patriotą i, co zrozumiałe, właśnie taki wizerunek przez lata w Ostrowie pielęgnowano. Z czasem międzynarodowa kariera niezłomnego kardynała zaczęła funkcjonować zaledwie jako blade tło pozostające jedynie w sferze specjalistycznych zainteresowań historyków. Lud natomiast otrzymał swego męczennika za wiarę i ojczyznę.

Arystokracja, czyli constans

Czy można mieć za złe Ledóchowskiemu, że bardziej pociągał go świat europejskiej dyplomacji i międzynarodowa kariera niż skądinąd zaszczytna funkcja prymasa Polski? Z pewnością nie, bowiem pamiętać należy, że przy wszystkich swych przymiotach ducha i umysłu był także przedstawicielem europejskiej arystokracji, czyli wspólnoty ponadnarodowej, przypisującej sobie w tamtych latach ciągle jeszcze ważną misję cywilizacyjną. Nic więc dziwnego, że swoim działaniom i decyzjom pragnął nadać charakter uniwersalny, a ich ewentualne skutki analizował w kontekście relacji międzynarodowych. Będąc hierarchą watykańskim, jedynie umacniał się w poczuciu, że wpływa na losy całego chrześcijańskiego świata. I nawet jeśli nie był żarliwym orędownikiem polskości na europejskich salonach, to przecież walczył o wartości bliskie również Polakom, takie jak niezależność, ochrona przed wszechwładzą państwa czy dyktatorskimi zapędami przywódców pokroju Bismarcka.

 Oczywiście, dodać tu należy, że był Ledóchowski obrońcą Europy konserwatywnej, a nie była to jedyna rozważana wówczas propozycja ideologiczno-ustrojowa. Trudno byłoby wszakże spodziewać się pod tym względem innej postawy, wiedząc, jaką organizację reprezentował.

Ostrowski moment w dziejach

Na spotkaniu w Muzeum Miasta wielokrotnie podkreślano, że w latach uwięzienia kardynała Ostrów Wielkopolski był przez moment na ustach całej Europy. Oczywiście, wykorzystanie takiej szansy dla intensywnej promocji było wówczas niemożliwe z uwagi na sytuację polityczną. Pytanie jednak można postawić inaczej: czy na historii prymasa Ledóchowskiego da się dziś w jakimkolwiek stopniu promować miasto na arenie międzynarodowej?

By takowa szansa w ogóle zaistniała, należy w pierwszej kolejności ponownie uwolnić kardynała - tym razem z więzienia lokalnej świadomości ostrowian, która przejęła go na wyłączność i przypisała mu rolę radykalnie zawężoną w stosunku do rzeczywistego dorobku. Uparcie polonizowany Ledóchowski jest dziś przecież znacznie mniej przydatny niż Ledóchowski-Europejczyk wspierający ewentualną międzynarodową promocję miasta.

Uchwycenie się prymasowskiej sutanny ma sens tylko wówczas, gdy nie zamierzamy wciągać wybitnej postaci historycznej do tworzenia lokalnych iluzji wielkości, lecz podążamy za naszym bohaterem w te miejsca, które wyznaczyła mu historia i szukamy możliwości niezależnego w nich zaistnienia.

 Tomasz Gruchot

 

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.