Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Mitomania po ostrowsku

Medal "Republiki Ostrowskiej", Rondo "Republiki Ostrowskiej", bieg "Republiki Ostrowskiej", a nawet poświęcona jej pamiątkowa tablica - całkiem sporo jak na historyczną fikcję, której próżno szukać w poważnych materiałach źródłowych. Kto wie, czy wykład profesora Jerzego Pietrzaka obalający lokalny mit nie pojawił się w ostatniej chwili, by uratować nas przed popadnięciem w ostateczną śmieszność?

 Mitomani i ich fani

Lokalne społeczności mają to do siebie, że łatwo angażują się emocjonalnie we wszystko, co może je dowartościować, przenieść z marginesu historii na główne stronice dziejów i przekuć prowincjonalne kompleksy w dumę z tzw. małej ojczyzny. Często pragnienie tego rodzaju usypia czujność, sprawia, że stajemy się ofiarami czyjejś mitotwórczej pasji, która w połączeniu ze skłonnością do terytorialnej megalomanii prezentuje się dla zewnętrznego obserwatora cokolwiek groteskowo.

 Można przypuszczać, że niemal każda zbiorowość ma w swej historii taki wstydliwy mitomański epizod, ale zazwyczaj społeczna szkodliwość tego faktu bywa znikoma. Gorzej, gdy lokalny mit utrwala się w zbiorowej świadomości jako fakt historyczny i zostaje w tym kształcie przekazany kolejnym pokoleniom niczym rozdział świętej księgi. Obrasta wówczas dodatkowo w bezmyślny ceremoniał, który powtarza się bezrefleksyjnie, choć z honorami.

Nie trzeba nikomu dziś chyba wyjaśniać, że takowe sytuacje rodzą się zwykle na gruncie anachronicznie pojmowanego lokalnego patriotyzmu, który odrywa się od faktów, a skupia na upraszczającej symbolice, bo ta odwołuje się do emocji i daje większy poklask. Tym sposobem mitotwórcy zjednują sobie wyznawców, a nasz zaściankowy mit tężeje i pręży małoojczyźniane muskuły.

 

 Republika, której nie było

 Wykład profesora Jerzego Pietrzaka, zgromadził, jak na ostrowskie warunki, sporą publiczność; zapewne dlatego, że tytuł zapowiadanego wystąpienia "Republika Ostrowska - prawda czy mit?" najwyraźniej pachniał lokalnym fermentem. Oczekiwania zostały spełnione z nawiązką, a piątek trzynastego z pewnością nie był szczęśliwym dniem dla ortodoksyjnych miłośników ostrowskiej legendy.

prof. Jerzy PietrzakMetodycznie, krok po kroku prelegent oczyszczał historię miasta z fikcyjnego sztafażu, który niebezpiecznie zaczynał w ostatnich latach przysłaniać prawdę o ostrowskim listopadzie 1918 roku. Termin "Republika Ostrowska" to bowiem twór czysto literacki, którego spopularyzowanie prof. Pietrzak jednoznacznie przypisuje Kazimierzowi Radowiczowi, autorowi scenariusza tak właśnie zatytułowanego serialu. Niejasne przebąkiwania i plotki, jakoby rzeczoną republikę faktycznie proklamowano, przylgnęły do owego terminu, i zrosły się z nim na tyle silnie, że odzieranie z mitu mogło boleć niczym zdzieranie skóry, a każdy kolejny naukowy argument był dodatkową szczyptą soli na ranach miejscowych wyznawców mitu. I choć reakcje publiczności okazały się zewnętrznie dość powściągliwe, w kuluarach nietrudno było zaobserwować, rodzaj panicznego podenerwowania, a nawet narastającą tu i ówdzie potrzebę buntu przeciwko faktom i wolę heroicznej obrony prowincjonalnego sacrum.

 Piętra absurdu

Fakty w zderzeniu z mitem udającym fakt są zawsze bezpardonowo demaskatorskie. Niekiedy trzeba jednak naukowego autorytetu, aby przywrócić właściwe miejsce prawdzie historycznej i rozpowszechnionej pasji uwznioślania dziejów. Z chwilą gdy mitotwórcy i mitomani mieszają te pojęcia, lokalne absurdy zaczynają się piętrzyć do tego stopnia, że postrzegamy je jako oswojone i na pierwszy rzut oka wolne od skazy niedorzeczności. Tak stało się, niestety, również z "Republiką Ostrowską", która otrzymała już swoje rondo (udekorowane estetycznie dyskusyjnymi tabliczkami), tablicę pamiątkową "ku czci", a do tego użyczyła nazwy okolicznościowemu biegowi oraz jednemu z medali nadawanych przez władze miasta. To wszakże dopiero pierwsze piętro absurdu honorujące mit jako fakt. Na piętrze drugim pojawia się wtórna terminologia, której jednym z najbardziej groteskowych przykładów są - wg prof. Pietrzaka - "obywatele Republiki Ostrowskiej". Ale nie koniec na tym, bo miary groteskowości dopełnia fakt, że wspomnianym już tutaj medalem uhonorowano działaczy sportowych związanych z piłką ręczną. To zaiste wyzwanie intelektualne, aby w sposób przekonujący połączyć rzeczoną dyscyplinę z odzyskaniem niepodległości i rzekomym proklamowaniem niedoszłej republiki (dziwi to tym bardziej, że obaj działacze zapewne spełniali kryteria, by uhonorować ich Medalami Za Zasługi dla Miasta Ostrowa Wielkopolskiego - pisownia wg okolicznościowej broszury Urzędu Miasta).

Czy absurd mógłby powędrować wyżej? Bezsprzecznie tak. Moglibyśmy przecież zostać okrzyknięci spadkobiercami "Republiki Ostrowskiej", strażnikami jej dorobku i tradycji, a nawet potomkami jej bohaterów, którzy w wolnym kraju walczą już tylko na stadionach. Bronilibyśmy swego mitu jak niepodległości, a na sztandarach haftowano by narosłe wokół niego uduchowione frazesy.

Szczęśliwie jednak Ostrowskie Towarzystwo Naukowe zaproponowało mieszkańcom miasta ratunkowy wykład i naukową odsiecz, która - przynajmniej na jakiś czas - powinna uchronić nas przed inwazją absurdu.

 Śmieszność wielkości

 Juliusz Słowacki pisał kiedyś w jednym z rozrachunkowych wierszy: Wielcyśmy byli i śmieszniśmy byli. Warto pamiętać, że śmieszność okazuje się tym jaskrawsza, im wielkość bardziej wydumana. Balon lokalnego patriotyzmu nie może być rozdęty ponad miarę, bo nigdzie nas nie uniesie, a jedynie pęknie z hukiem na oczach zdezorientowanych gapiów.

                                                                                                                                    Tomasz Gruchot

 

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.