Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Ata Mi MY Z ZAUŁKA ŚCICHAPĘKA cz. 4

Kto na posterunku przy balii w sobotę

Akurat nadeszli Patryk ze Złośliwym Gówniarzem, kiedy ze statku wyskoczył rosły, ogorzały, ciemnowłosy i zarośnięty mężczyzna w czapce.

- Na Odyna!!! - krzyknął - Asgard czy Wanahaim?!

- Obraża nas? - spytał dziadek.

- Niech spróbuje! - zawołał gniewnie wujek z marsem na twarzy.

Niespiesznie wstał od stołu i wyszedł przybyłemu na przeciw. Towarzyszyła mu dwójka dzieci. Szacując po fizjonomii, powinny mieć na imię Strach i Lęk - pomyślał Patryk.

- Odważny jak zawsze... - wyrwało się pulchnej ciotce pod adresem wujka o surowym obliczu - choć zbyt brutalny... - uściśliła.

- Kim jesteś? - zagrzmiał wujek.

Na branży pościelowej imię i pochodzenie nieoczekiwanego gościa nie zrobiły najmniejszego wrażenia.

- Co? Jatki nie będzie? - nie omieszkała spytać uszczypliwie ciotka z sową na ramieniu, kiedy mężczyzna z pocztu powitalnego  wzruszył ramionami i wrócił na miejsce.

Na Patryku Łotersonie przeciwnie...

- Skoro jesteś tym, kim mówisz - spytał dosyć bezceremonialnie przybyłego - to czemu masz ciemne włosy i zwyczajną czapkę?

- A jaką miałbym mieć? - mężczyzna zdjął nakrycie z głowy i obejrzał.

- Skoro jesteś tym, kim mówisz, powinieneś - chłopiec przyglądał się z dezaprobatą -  powinieneś mieć na czapce rogi.

- A czy ja jestem krową? - roześmiał się przybysz.

- O wypraszam sobie -  krzyknął wujek z końca stołu. Siedział na taborecie, bo na krześle byłoby mu niewygodnie. Na jego plecach pyszniła się para rogów.

- Jaki jest dziś dzień? - spytał gość zakładając czapkę.

- Sobota.

- Sobota? - przybyły zaczął się nagle spieszyć - no to muszę go raz dwa załatwić, bo w sobotę robię pranie.

- A kogóż to chcesz załatwić? Kogo? - jak diabełki z pudełka wyskoczyła dwójka... klonów w prześcieradłach. Tylko nie wiadomo, który z nich klon - pomyślał Patryk.

- Potwora morskiego - odpowiedział od niechcenia gość - węża niezwyciężonego... postrach mórz, oceanów i wysp.

Narodziny handlu

Ciotka ze ściętą głową na tarczy zerwała się, gotowa zawsze i wszędzie wymierzać sprawiedliwość.

- Jak się nazywa? - spytała podekscytowana.

Siedząca na ramieniu ciotki sowa westchnęła bezbrzeżnie znudzona.

Gość dał znak, że woli nie wypowiadać na głos strasznego imienia. Ciotka przybliżyła ucho do jego ust. Złośliwy Gówniarz i Patryk też chcieli wiedzieć. Powstał czteroosobowy głuchy telefon, którego ostatni człon stanowił Patryk.

- Co?  - zdziwił się, kiedy dobiegła go informacja. Ależ tak nazywa się sklep na naszej ulic! Nie jest w ogóle groźny.

I nie zabija? Nie pożera? Nie sieje zniszczenia i pożogi? - upewnił się przybysz.

- Nie - chłopiec pokręcił głową.

- Co? Co mówisz? - zainteresował się nagle Złośliwy Gówniarz -  Co to jest  "sklep"?

Patryk zaczął tłumaczyć.

- Towary... pieniądze...  marża? Musisz mi o tym opowiedzieć!

Skrzydlaty wziął chłopca na bok.

Przymówki i dogryzki po raz pierwszy

- No jak tak... to idę prać - oświadczył gość kierując kroki ku statkowi - Słuchajcie! - zatrzymał się nagle - Nie macie tu jakiejś Złotej Rączki? Tarka mi się powyginała...  trzeba wyklepać.

- Mój syn ma młot!  - rzekła babcia z dumą - Mógłby ci pomóc.

Wstała, żeby wypatrzyć syna u końca stołu.

- Gdzież on jest? - pytała.

- Jak to gdzie? - wycedziła z pogardą pulchna ciotka z nad ciastka z kremem - w najbardziej światowym i rozrywkowym miejscu, jakie tylko może być... w kuźni.

Posłano do kuźni. Po chwili pojawił się - jak się zdawało Patrykowi - najbardziej zamknięty w sobie człowiek świata.

 - Dobra - rzucił -  niech babcia siada - to była cała uprzejmość na jaką się zdobył.

- Ani mi się śni! - oznajmiła staruszka z rezolutnością, której nikt nie spodziewałby się po niej - Już kiedyś usiadłam na krześle, które mi zaproponowałeś i potem długo nie mogłam wstać!

Po chwili z wnętrza statku dobiegły głuche uderzenia młota.

Wyglądało na to, że już nic nie stanie na drodze wypełnieniu się życzenia grubego wujka. Rozparł się wygodnie i zaklaskał w dłonie...

Potyczki po raz drugi

W tej chwili wychynęła spod stołu potargana dziewczynka.

- Nie czas! Na muzykę nie czas! - krzyczała, nic sobie nie robiąc z koso spoglądającego wujka.

- Wyprawa rusza! Rusza! Rusza już dziś! -  zawodziła.

- Wyprawa? Jaka wyprawa? - oniemieli co do jednego prześcieradłowi plenipotenci.

- Może?- Patryk Łoterson podrapał się w głowę... Wyprawa po Złote Runo?! - krzyknął, bo tak jakoś mu się skojarzyło...

Korzyści wypływające ze znajomości Starożytności

- Wyprawa po Złote Runo? argonauci? Kolchida? Smocze Zęby? Lemnos? Kirke ? rzucał chłopiec  coraz bardziej zdziwiony brakiem zainteresowania.

- Ty mnie słuchasz?!  - kudłata popatrzyła zdziwiona na Patryka - On mnie słucha!!! - krzyczała, zwracając twarz ku niebu - Nie może być! Ktoś mnie słucha!!!

- Wyprawa! Wyprawa! Złote Runo! Niebezpieczeństwo! Niebezpieczeństwo! - wróciła do tematu  - Krew! Krew!- powtarzała jak w transie - Krew i zwycięstwo! Zwycięstwo! Zwycięstwo! Złote runo! Zwycięstwo!

- A kto ma jechać czy tam płynąć? - zainteresował się wujek, daremnie czekający na kojące dźwięki muzyki. Choć wcale się nie niecierpliwił. Wrażenie, że bierze udział w nietuzinkowym przedstawieniu, nie opuszczało go ani na krok. Dramaty lubił jak nikt.

Z wnętrza statku wychynął mężczyzna w czapce, chciał wiedzieć, kto z nim popłynie.

- Pomyślmy, kto tam był? - zastanawiał się chłopiec.

- Gadasz jak stworzenie wyrosłe ze śliny - zwrócił się do Patryka - uważaj, żeby cię dwa złośliwe karły nie pozbawiły życia!

Kudłata spojrzała zdumiona na przybysza.

- Zawsze myślałam, że jestem najbardziej porąbaną osobą na świecie - rzekła  - teraz widzę, że jest nas dwoje - i bez zmrużenia oka przejęła pałeczkę  - Lecz wymieszawszy twą krew... twą krew z miodem - zawodziła w ekstatycznym uniesieniu  - cudowny napój powstanie. Kto... kto go wypije... wiersze układać będzie i mądrze gadać... wiersze układać będzie i mądrze gadać!!!

Patryk ukrył przepełniający go niesmak .

- Wy możecie jechać - zwrócił się do klonów - I ty - do mężczyzny z lirą - i ty - do kulturysty w byczej skórze - i może ty - do filigranowej dziewczyny, która siłowała się z kulturystą na rękę.

Przy końcu stołu powstał tumult. Osiłkowaty młodzieniec przepraszał i zaglądał pod krzesełka i cięższe przedmioty.

- Tatulo miał coś dla mnie zostawić... - mruczał pod nosem - tatulo...

Patrykowi zalśniły oczy.

- Ty też musisz jechać! - oświadczył.

- Wszyscy już? - niecierpliwił się właściciel statku - Wsiadajcie!

- Jeszcze... jeszcze... - myślał intensywnie chłopiec.

- Strzeż się! Strzeż! - zawyła kudłata złowieszczo - Mężczyzny w jednym sandale! Strzeż się mężczyzny w jednym sandale... strzeż!!!

Naturalne podejście do heroicznych czynów

- Oooo właśnie! - ucieszył się Patryk. Zajrzał pod stół. Były dwie nogi: jedna obuta a druga nie. Ich właściciel zajęty rozmową nie zamierzał podnieść pupy a co dopiero wyruszyć na niebezpieczną wyprawę. Na nic zdały się tłumaczenia, że nowy sandał  obtarł piętę. Raz dwa umieszczono mężczyznę na statku. Reszta wsiadła nawet dobrowolnie. Statek raz dwa odbił od brzegu. Ktoś mógłby się rozmyślić.

- Popatrz mężu - mówiła babcia - jaką nam nasze wnuki zgotowały niespodziankę. Jakżeż oni to zrobili?

Majaczący na horyzoncie czarny korpus statku rozświetlały pełgające na masztach i linach płomyki.

- Sztorm! Przeżyjemy? - spytała kudłata Patryka  

- Przeżyją. Tak było w książce. - chłopiec odprowadzał wzrokiem statek i  nie usłyszał dokładnie pytania.

Gruby wujek otarł łzy wzruszenia i zaklaskał po raz trzeci tej nocy.

Potyczki według św. Elma

Czy górę wzięło znudzenie, zmęczenie czy rozdokazywanie...  Jak często w rodzinach... niektórzy mieli z sobą na pieńku... inni przypomnieli o zapiekłych ranach i już awantura była gotowa. Każdy awanturuje się jak potrafi. Wśród latających krzeseł i zastawy stołowej rzęsiście padały klątwy, świstały strzały i szczękały gromowładne miecze. Rodzinna uczta w ułamku sekundy zmieniła się... w trąbę powietrzną.

- Uciekaj! Uciekaj!! Uciekaj!!! - krzyczała kudłata w stronę Patryka, sama wciągnięta w wir jątrzących się niesnasek - Bo cię zmiecie!

Łatwo mówić. Chłopiec stał jak sparaliżowany. Nie bardzo też wiedział dokąd mógłby uciec. Nagle na kłębiący się tłum padł cień. Patryk poczuł na karku ciepły oddech, z boku muśniecie włochatego ciała. Złapany za koszulę na karku krzyknął. Po chwili był w najbezpieczniejszym miejscu pod słońcem, we własnym łóżku. Dwoje brązowych oczu spoglądało wiernie.

- Jak dobrze, że jesteś - Patryk przytulił się do kudłatego ciała. Obudził się, kiedy w blasku wlewającego się przez okno słońca mama komunikowała, że na strychu jest kotek... dziwny kotek.

CDN

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.