Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Karol Walerowicz GWIAZDKA

Nieopodal drewnianego, ośnieżonego domku stał bałwan. Wydawało się, że jest to tradycyjny bałwan, jakich wiele. Ale czy na pewno? Otóż, nie!  Jednak o tym wiedziała tylko mała Zosia, która ulepiła go dzień wcześniej

Z samego rana, kiedy słońce dopiero co zdążyło się obudzić, utoczyła wraz z tatą, który dzielnie jej pomagał, najpierw dużą, śnieżną kulę, potem drugą, trochę mniejszą, a na końcu - najmniejszą. Kule te zostały następnie ułożone zgodnie z tradycyjną sztuką lepienia bałwanów. Należało jeszcze wcisnąć dwa węgielki jako oczy, aby mógł obserwować, co się dookoła dzieje i oczywiście długi marchewkowy nos, aby wróble, które będą miały ochotę spłatać mu figla, mogły w niego dziobnąć. Podsadzona przez tatę Zosia wcisnęła w głowę bałwana najbardziej bałwani nos ze wszystkich bałwanich nosów w okolicy.

 

Kiedy znalazła się z powrotem na ziemi a tata podszedł na chwilę do płotu, aby wziąć wiszący na nim dziurawy garnek, bałwan szybko mrugnął do Zosi węgielkowym oczkiem. Dziewczynka trochę się zdziwiła, ale szybko pomyślała, że przecież to niemożliwe i musiało jej się po prostu przewidzieć.

 Po nałożeniu na głowę bałwana garnka okazało się, że nie ma on jeszcze najważniejszego atrybutu, czyli czarnych, węgielkowych guzików. Zosia szybko to spostrzegła i odbiegła gdzieś na chwilę. Słychać było jedynie, jak roziskrzony śnieg wesoło zaskrzypiał pod jej butami. Te guziki to była bardzo ważna sprawa, toteż ucieszył się, kiedy zobaczył Zosię ostrożnie niosącą węgielki. W jakim jednak celu jej tato przyniósł miotłę, tego nie mógł już zrozumieć. Dostał pięknie czerniące się guziki i starą miotłę, z którą nie wiedział, co zrobić.

- Trudno, coś wykombinuję - pomyślał ipopatrzył na Zosię, która bardzo uważnie szukała czegoś w śniegu. Chodziła to w jedną, to w drugą stronę, trochę dookoła bałwana i trochę w pobliżu domu. Wróciła po chwili, trzymając w ręku długi patyk. Wspięła się na palce i wyciągając rękę, niechcący, zawadziła nim o marchewkowy nos.

- A psik- zakręcił nosem bałwan, kiedy tato nie patrzył.

- Przepraszam powiedziała odruchowo Zosia. Jednak po chwili namysłu stwierdziła, że przecież bałwan nie może kichać i po raz drugi wyciągnęła rękę, tym razem trafiając kijkiem w odpowiednie miejsce. Przeciągnęła patykiem pod marchewkowym nosem i wyrysowała najbardziej roześmiane usta, o jakich inne bałwany mogły tylko pomarzyć. Popatrzyła z dumą na gotowe dzieło i wróciła z tatą do domu. Po pewnym czasie, kiedy tato pojechał do pracy, przybiegła jeszcze raz do bałwana.  

- Teraz mogę się przywitać jak należy - powiedział bałwan do Zosi - Dzień dobry !

- Dzień dobry - odpowiedziała trochę wystraszona dziewczynka, która zaczynała powoli rozumieć, że wszystko, co działo się wcześniej, było jednak jak najbardziej prawdziwe - ty naprawdę mówisz?  

- Tak! Nie tylko mówię, ale też mrugam i kręcę nosem - o tak! - bałwan dumnie zaprezentował swoje umiejętności, dając taki pokaz kręcenia nosem i mrugania, jakiego mała dziewczynka wcześniej nie mogła sobie nawet wyobrazić

- Ale choć jestem zaczarowanym bałwanem. Brakuje mi jednej ważnej rzeczy...

- Garnek jest, oczka, nos, buzia guziki, mio? - Zosia uważnie zaczęła sprawdzać i wymieniać kolejno wszystko, co wydawało się jej ważne i kiedy chciała powiedzieć miotła, bałwan wtrącił szybko:

- Tego, czego mi brakuje, nie widać... - uśmiechnął się tajemniczo - nie mam imienia! A nie chciałbym, żeby mówili do mnie bałwan...

- Ja mam na imię Zosia - szybko przedstawiła się dziewczynka.

- Tak wiem. Podsłuchałem ....  Proszę, daj mi imię, abym mógł ładnie się przedstawiać - poprosił bałwan, jak tylko mógł najgrzeczniej

- Tak, to ważna sprawa - pomyślała Zosia, rozumiejąc powagę sytuacji - dobrze nadam ci imię - powiedziała już głośno i zaczęła myśleć, jakie imię można dać zaczarowanemu bałwanowi. Pomysłów miała wiele, jednak ani Mieciu, ani Kaziu, ani nawet Kubuś nie pasowały do tego niezwykłego bałwana.

- Śnieguś... tak! To będzie ładne imię dla ciebie - powiedziała cicho do siebie.

 - Coś mówiłaś? Co takiego? Możesz powtórzyć, bo nie dosłyszałem? Chyba dlatego, że nie mam uszu - zaśmiał się bałwan.

- Nazwę cię Śnieguś, podoba ci się?

- Bardzo! Jak tylko przybiegną wiewiórki, to zaraz się pochwalę! - powiedział dumnie bałwan i spojrzał w kierunku lasu.

- Dziękuje Zosiu - uśmiechnął się - pozwól, że i ja coś ci ofiaruję. Będzie to pewna historia. Musisz mi tylko obiecać, że nikomu o mnie nie powiesz, bo wtedy utracę swoją niezwykłą moc i stanę się zwykłym śniegowym bałwanem!

- Dobrze - pokiwała ochoczo Zosia. Stojąc naprzeciw bałwana, patrzyła na jego roześmiane, śniegowe usta, węgielkowe oczy i nie mogła pojąć, czy jej się to śni, czy to naprawdę są jakieś czary.

- To najprawdziwsze z prawdziwych czarów! - Powiedział bałwan, jakby czytał w jej myślach. Tak więc Zosia nie zastanawiała się dłużej nad dziwami, które właśnie się działy. Szybkimi ruchami zdjęła szalik, owinęła go wokół nieistniejącej szyi bałwana i powiedziała:

 - A to dla ciebie, aby nie było ci zimno - na co bałwan się uśmiechnął, zamrugał i odpowiedział:

- Nie jest mi zimno, jestem przecież bałwanem! Jednak ten szalik jest przepiękny, wszystkie wróble mi go pozazdroszczą. Dziękuje ci za kolejny piękny prezent!

- Nie ma za co - uśmiechnęła się Zosia, po czym szybko dodała:               

- A kiedy opowiesz mi bajkę?

- Jak tylko spadnie pierwszy tego dnia płatek śniegu.

- No i co? - zapytała Zosia

- No i nic - uśmiechnął się bałwan.

W tym momencie na nos Zosi spadł płatek śniegu. Potem drugi na prawe ucho, które wystawało spod wełnianej czapki, kolejny na lewe i znowu na nos. Zosia spojrzała najpierw w górę na padający śnieg, a później na uśmiechniętego od ucha do ucha bałwana, co nie było dla niego rzeczą prostą, bo - jak już wiemy  - bałwany nie mają uszu. Jednak Zosia nie zastanawiała się wcale nad tym problemem, ani nad tym jak może ją usłyszeć. Wpatrywała się tylko w jego czarne oczka i czekała na bajkę. Kiedy płatek śniegu spadł na marchewkowy nos zaczął swą opowieść.

  - Opowiem ci co wydarzyło się podczas Świąt Bożego Narodzenia, dokładnie rok temu.

- Teraz też mamy święta - radośnie zawołała Zosia

- Właśnie dlatego mówię "dokładnie" - wyjaśnił bałwan i kontynuował. - Przez okno małego drewnianego domku wyglądała choinka. Przepięknie wystrojona w najróżniejsze ozdoby. Jedne kupione w sklepiku na rogu Klonowej i Akacjowej, drugie własnoręcznie wykonane przez dzieci, Piotrka i Agatkę. Tak więc pomiędzy kolorowymi lampkami były tam papierowe starannie wycięte i sklejone łańcuchy, pokolorowane kredkami kartonowe aniołki, oklejone barwną wełną wydmuszki, zaś między nimi wisiały barwne postacie i zwierzęta ze szkła. A pośród nich ukryte smakołyki, które tylko wprawne oko mogło wypatrzyć. Jednak ciii .... to na razie jest tajemnica - wyszeptał bałwan, lekko nachylając się w stronę Zosi i rozglądając na boki.

-  Dlaczego tajemnica? - spytała zaciekawiona dziewczynka - przecież ja już zjadłam wszystkie czekoladki z choinki - wyjaśniła, na co bałwan zamrugał i odpowiedział z uśmiechem:

- Właśnie dlatego! Ale powróćmy do opowieści. 

Dzieci co roku  - oprócz klejenia i kolorowania wraz z mamą ozdób choinkowych - dzielnie pomagały w świątecznych porządkach i przygotowaniu dwunastu wigilijnych potraw. Tradycją stało się również to, że każdego roku wszyscy, którzy przyjeżdżali na święta, przywozili po jednej bombce, tak więc na choince wisiały ozdoby zbierane od wielu lat, z różnych zakątków świata. W tym roku wokół choinki jeździł specjalny czerwony pociąg. Tato, który ochoczo z dziećmi, dzień wcześniej rozkładał tory, twierdził, że to wierna kopia ekspresu samego Świętego Mikołaja. 

Na trzeciej gałązce od dołu, z prawej strony choinki, jeżeli spojrzeć w kierunku okna, mieszkał drewniany pajacyk. Ubrany był w kraciastą niebiesko-żółtą kamizelkę i czerwoną spiczastą czapkę. Przybył wiele lat temu, zaraz po urodzinach młodszego z dzieci, czyli chłopca. Warto wspomnieć, iż był on pierwszą ozdobą podarowaną przez Emilię, Bacię Piotrka i Agatki, która zapoczątkowała tę bombkową tradycję po tym, jak rodzina przeprowadziła się do nowego domu. Po drugiej stronie choinki, dwie gałązki wyżej mieszkała piękna pani. Tu zdradzę kolejną tajemnicę - wyszeptał ponownie Śnieguś - że Pajacyk.... - ale obiecaj że nikomu nie powiesz... -  że pajacyk podkochiwał się w niej od zeszłego roku. Była to przepięknie pomalowana bombka, w jaskrawoczerwonej sukni. Rok temu tato, wracając z popołudniowego spaceru z dziećmi, kupił ja okazyjnie w sklepiku. Wisiał tak sobie Pajacyk na sznureczku i cicho wzdychał, kiedy wyglądała zza gałązki.

- Ach jakbym chciał poznać twoje imię, piękna pani. Móc pójść do ciebie, porozmawiać. Byłoby cudownie gdybyśmy mogli wisieć na jednej gałązce... Co zrobić, żeby urwać się z tego sznurka? - pomyślał i zaczął wymachiwać rękami, próbując dosięgnąć gałązki na której wisiał. Niestety bezskutecznie.

- Cześć! - usłyszał nagle, kiedy zaczął dodatkowo przebierać w powietrzu nogami

- Kto to?

- Ja!

- Co za ja? - oburzył się.

- To spójrz w górę, ty pajacu!

- Ja ci dam pajacu! Ja ci dam..... O, myszka!

Na gałązce powyżej, wpatrzona w nieudolne akrobatyczne próby drewnianego pajacyka siedziała szara mysz

- Cześć mam na imię Amelka, wiesz? - przedstawiła się, kiedy w końcu ją zauważył.

- Teraz już tak. A ja jestem Jacuś! - odpowiedział, przerywając wygibasy.

- Wacuś? - zaśmiała się mysz.

- Nie żaden Wacuś tylko Jacuś! - oburzył się ponownie pajacyk.

- Miło cię poznać. Jak to było?  Bacuś? - żartowała nadal mysz. - No już nie gniewaj się. A co ty właściwie robisz?

- Nic ci do tego - powiedział markotnie pod nosem.

- Nie bądź taki niegrzeczny, bo sobie pójdę!

- Dobrze, przepraszam, ale to ty zaczęłaś!

- Niech ci będzie. Słuchaj, mieszkam w tym domu już od dawna i znam wiele jego zakamarków - zaczęła tajemniczo mysz - Dużo widzę, dużo słyszę. Wypatruję tajemnic kryjących się niekiedy w kącie, innym razem za szafą a czasami na strychu. Wiem na przykład, gdzie jest ser i kiedy najlepiej go skubnąć. Służę Ci wszelaką pomocą.

- Nie chcę sera - posmutniał Jacuś - ale wiesz?.. to ciekawe, że nigdy przedtem cię nie widziałem

- To taka nasza mysia tajemnica. Potrafimy się dobrze ukrywać... a ja - zaśmiała się mysz - jestem myszką do zadań specjalnych. No to mów czemu tak posmutniałeś i czemu o mało nie urwałeś swoimi wygłupami gałązki.

- No dobrze, powiem ci, ale obiecaj, że zachowasz wszystko w sekrecie - myszka przytaknęła, a pajacyk z rumieńcami opowiedział o swojej miłości do błyszczącej pani. Amelka usiadła sobie wygodnie na gałązce, wsparła główkę na łapkach i zaczęła słuchać miłosnej opowieści. Pajacyk opowiedział o tym, jak pierwszy raz ujrzał piękną panią o nieznanym imieniu, która niczym anioł wleciała na drzewko prowadzona ręką Agatki i zawisła na dolnej gałązce. Wisiał wtedy na sąsiedniej i próbował się przymilnie uśmiechać, chciał coś powiedzieć, ale nie potrafił wydobyć z siebie głosu. Wtedy nie zwracała na niego zbytniej uwagi zapatrzona w księcia na górnej gałązce, który teraz akurat wisiał na tyle daleko, że pajacyk chciał po raz kolejny spróbować swoich szans w podbiciu jej szklanego serca. Tym bardziej, że wydawało mu się, jakby tego roku piękna pani zerkała na niego ukradkiem z górnej gałązki.

- Może tylko mi tak się wydaje, a ona po prostu buja się na sznureczku - westchnął smutno.

- Pomogę ci - przerwała wzdychanie mysz, która właśnie wpadła na doskonały pomysł. Od tej chwili akcja potoczyła się szybko. Amelka zeskoczyła na gałązkę poniżej i wychyliła się w stronę Jacusia. Chwyciła go łapką za drewnianą rękę i przegryzła sznureczek na którym wisiał. Gałązka się zatrzęsła, pajacyk zawisł w powietrzu trzymany przez Amelkę. Pozostało tylko rozbujać Jacusia, który następnie wykonał cyrkowe salto i znalazł się obok myszki na gałązce.

- Dzięki myszo! - powiedział zdyszany

- Nie ma za co - poruszyła wąsikami mysz - Zostaniesz moim przyjacielem?

- Tak! Tylko nie mów do mnie pajacu, dobra !

- Dobra, dobra ... a ty nie mów do mnie myszo, zgoda ?

- Zgoda - powiedział pajacyk i uścisnął jej łapkę. - Jeszcze raz ci bardzo dziękuje - wyszeptał do mysiego ucha.

- Nie ma co marudzić - z werwą orzekła mysz - trzeba poznać cię z ukochaną! Przybij piątkę !

Tak Amelka i Jacuś wyruszyli ramię w ramię po gałązce choinkowej aby dotrzeć do pięknej bombkowej pani w czerwonej sukni. Myszka na czterech łapkach, pajacyk na dwóch drewnianych nogach. Po drodze mijali inne ozdoby, które zdziwione tym niecodziennym widokiem myszopajacowej wyprawy z ciekawości zadawały najróżniejsze pytania. Przyjaciele wesoło gawędzili z napotkanymi bombkami, jednak nigdy nie zdradzili celu swej podróży. Minęli Trzech Króli niosących dary ,wspięli się po pniu drzewa, aż wreszcie po paru ciekawych rozmowach i wspinaczkowych przygodach dotarli do gałązki, nad którą wisiała piękna pani. Kiedy podsadzany przez mysz pajacyk wspiął się nieudolnie po pniu, piękna pani odwrócona była tyłem. Oparł się  więc o pień drzewa, a mysz szybkimi ruchami znalazła się obok niego

- Ach... jaka piękna figura - westchnął - jakie kolory i jak błyszczą- a ja taki drewniany i odarty gdzieniegdzie... o tu na przykład - pokazał Amelce rysy na ramieniu. Zamyślił się przez chwilę i westchnął ponownie - ciekawe jak ma na imię? to ważne...

- Nie gadaj tyle, tylko podejdź i się przywitaj!

- A jeżeli nie będzie chciała ze mną mówić?

- To ja jej wtedy coś powiem!  - tupnęła Amelka - a z resztą... ja to załatwię! - I nie namyślając się długo, podbiegła w stronę szklanej pani.

 - Dzień dobry... przepraszam, że przeszkodzę - powiedziała nieśmiało do pięknych pleców - mogę zamienić z panią słówko? Na imię mam....- Amelka już chciała się przedstawić, ale przerwała nagle, bo w tym momencie piękna pani odwróciła się w jej kierunku, a lśniący blask połaskotał ją swoimi promieniami. Pajacyk szeroko otworzył malowane czarne oczy. Pani okazała się z bliska jeszcze piękniejsza.

- Słucham - powiedziała spokojnym tonem piękność, patrząc na mysz.

- Tak więc - odpowiedziała nieśmiało - na imię mam Amelka.

- I co z tego? Czego potrzebujesz ode mnie?

- Mój przyjaciel, Jacuś chciałby.. no chciałby poznać pani imię... - powiedziała po cichu.

- Po co mu moje imię?

- Bo pani mu się bardzo podoba i przeszedł długą drogę, aby się z panią zobaczyć.

- Dobrze więc.... niech podejdzie.

Amelka szybko odwróciła się do Jacusia i przywołała go machnięciem łapki. Pajacyk wstał i powoli ruszył w jej kierunku. Drewniane nogi nie były jednak posłuszne. Nie chciały wcale iść do przodu wolały zawrócić. Stały się miękkie niczym z waty, jak u pluszowych misiów a nie drewnianych pajacyków. Udało mu się na szczęście przywołać je do porządku.

- Dzień dobry - powiedział łamiącym się głosem, - mam na imię

- Wiem. Jacek.  Mysz mi mówiła - przerwała pani.

- Czy mogę poznać Twoje imię, piękna pani? - zapytał nieśmiało.

- Możesz, ale moje imię jest bardzo cenne i musisz mi coś za nie dać!

- Tylko co? Jestem jedynie drewnianym pajacykiem.

- Chcę ... - zamyśliła się przez chwilę....  chcę gwiazdkę! Niech to będzie gwiazdka z nieba, abym mogła nią przyozdobić suknię!

- Gdzie jest to niebo? - zapytał nieśmiało.

- Wysoko w górze - wtrąciła się mysz, której nie podobało się życzenie pięknej pani - musiałbyś mieć rakietę.

- Nie mam rakiety - posmutniał Jacuś - nie wiem nawet co to jest.... co teraz będzie?

- Cóż mój drogi Pajacyku... nic - odpowiedziała pani, a Jacuś spojrzał smutno na Amelkę. Myszka przytuliła go do siebie.

- Myślę, że najlepiej byłoby, abyśmy wrócili na twoją gałązkę - powiedziała po cichu.

- Ale ja chcę spróbować.

 Amelka już chciała powiedzieć, że ta pani nie jest wcale taka śliczna, kiedy nagle spostrzegła łezkę w oku pajacyka.

- Bardzo bym chciał - powtórzył przecierając oko - chcę spróbować zdobyć tę rakietę, cokolwiek to jest!

 Amelce zrobiło się żal przyjaciela i postanowiła go jakoś pocieszyć. Nie pomogły jednak ani żarty o głupich kotach, ani śmieszne miny. Pomyślała, że jedyne, co może teraz zrobić, to pomóc jakoś rozwiązać ten gwiazdkowy problem. 

- Coś wymyślimy - powiedziała. Próbując zebrać myśli, spojrzała w górę - O tak! Już wiem -  szturchnęła smutnego przyjaciela i pokazał łapką na czubek choinki - Wiem! Zaproponuj jej gwiazdkę z czubka choinki !

- Biedny ten pajacyk - powiedziała Zosia wpatrzona w śnieg pod nogami. Nagle podniosła głowę i spojrzała prosto w węgielkowe oczy bałwana - a powiedz kto porozrzucał te myśli, że trzeba było je pozbierać?

- Tak się tylko mówi - uśmiechnął się bałwan - to po prostu znaczy, że Amelka starała się coś wymyślić - zaśmiał się i kontynuował.

Pomysł uradował pajacyka. Pojawiła się ponownie nutka nadziei. Szybko przedstawił propozycję pięknej pani.

- Dobrze, niech będzie - powiedziała lekko rozczarowana - ale masz czas do wieczora, potem idę spać !

- Dobrze piękna pani,  tak się stanie.

W ten sposób rozpoczęła się kolejna wyprawa dwojga przyjaciół. Podobnie jak wcześniej spotykali nowych znajomych i wspinali się po pniu choinki aż pod sam jej czubek. Było już dosyć późno, kiedy myszka z pajacykiem znaleźli się na ostatniej gałązce.

- Jestem już bardzo zmęczony - westchnął Jacuś

- Ja też - zasapała Amelka - w dodatku łapki mnie bolą, ale zobacz tam jest już twoja gwiazdka!

Spojrzeli w górę. Na czubku choinki widać było przepiękną złocistą gwiazdę. Była jednak bardzo wysoko, a czasu zostało niewiele.

- Która może być godzina? - zamyślił się pajacyk - zapomniałem zapytać, o której piękna pani chodzi spać!

- Na pewno jeszcze nie śpi - pocieszała go Amelka - chodź, ruszamy!

Chwyciła łapkami gałązkę i spróbowała wejść wyżej. Zaraz za nią gramolił się pajacyk, któremu nadal wychodziło to dosyć niezgrabnie. Wreszcie dostali się na szczyt, tuż pod gwiazdę.

- Teraz trzymamy się nogami gałązki! - zarządziła Amelka - ręce do góry! Na trzy próbujemy podnieść gwiazdę tak, żeby wysunęła się z gałązki - raz, dwa - - już miała powiedzieć trzy, kiedy małe tylne łapki nie utrzymały mysiego ciałka i zsunęła się z powrotem na gałązkę, a pajacyk wylądował obok niej.

- Nigdy nam się nie uda! - powiedział zrezygnowany.

- Poczekaj chwilę, zaraz wracam! - zawołała myszka i gdzieś szybko pobiegła między lampkami. Pajacyk tymczasem usiadł, opierając się o czubek choinki i niecierpliwie odliczał w myślach upływające minuty.

- Jakim stylem pływały minuty? - zaśmiała się Zosia

- Po prostu odliczał czas - wyjaśnił bałwan

- Wiem ! Żartowałam - zaśmiała się - a dokąd pobiegła Amelka ?

- Zaraz się dowiesz, cierpliwości.

Tak więc Jacuś czekał na swoją przyjaciółkę, a że był bardzo zmęczony, oczy same mu się zamknęły i zasnął. Obudził go przeciągły głośny gwizd. Kiedy otworzył oczy, zobaczył tuż przed sobą mysz w czerwonej lokomotywie siedzącą tuż obok pana maszynisty w dużej czapie. Przetarł oczy i zaczął się zastanawiać, czy naprawdę się obudził.

- Dzień dobry! Jestem maszynistą tego świątecznego pociągu! Na imię mam Jan i słyszałem od mojej przyjaciółki Amelki, że ktoś tu ma kłopoty!

- Tak... to ja - powiedział jeszcze trochę zaspany Jacuś. - A ty jesteś prawdziwy? Pierwszy raz widzę żeby pociąg jeździł po choince!

- To jest Boże Narodzenie! Święta pełne cudów. Co Cię gnębi kochany?

- Jacuś, mam na imię Jacuś

- Więc co cię trapi, Jacusiu?

Pajacyk postarał się w skrócie opowiedzieć o swojej niespełnionej miłości, o poznanej przyjaciółce myszce i o gwiazdce, którą pragnął ofiarować pięknej pani. Maszynista zmarszczył brwi, podkręcił wąsa i zadumał się.

- Czy wy wiecie, moi drodzy - popatrzył najpierw na Jacusia potem na Amelkę - co to jest za gwiazda?

Myszka z pajacykiem spojrzeli na siebie i równocześnie pokręcili głowami.

- To jest ta sama gwiazda, która prowadziła Trzech Króli do Betlejem. To bardzo ważna ozdoba. Nie należy bez pytania zabierać niczego, co nie należy do nas, nawet jeżeli chce się to coś ofiarować pięknej pani. Mogę wam pomóc ściągnąć tę ozdobę i zawieźć, gdzie tylko zechcecie, ale zastanówcie się, czy to dobry pomysł.

Nastało milczenie. Było już późno. Lampki choinkowe rozbłysły kolorami. Myszka przytulona do Pajacyka siedziała oparta o czubek choinki. Maszynista w czerwonym pociągu zdjął czapkę i granatowym grzebieniem zaczął poprawiać bujną fryzurę.

- Masz rację - powiedział po chwili pajacyk.

- Mądry Jacuś - pochwaliła go Amelka. - Zresztą i tak już chyba jest za późno - dodała na pocieszenie.

Kiedy maszynista zasnął, a Amelka jeszcze bardziej wtuliła się w pajacyka, Jacuś zaczął rozmyślać.

- Ach moja śliczna pani. Nie mogę dać ci gwiazdki z nieba, nie mogę dać ci nawet gwiazdki z czubka choinki. Jedyne, co mogę Ci ofiarować, to gwiazdkę ukrytą w moim sercu...  Jakbym chciał mieć rakietę...

- Pięknie powiedziałeś o tym sercu - westchnęła rozmarzona Amelka

- Tak.. bardzo pięknie - usłyszeli cichy głosik dobiegający gdzieś z dołu.

- Kto to?! - zerwała się mysz. 

- No kto? - wtórował pajacyk.

 - Przepraszam. To ja, Alicja, pokolorowana wczoraj świecowymi kredkami przez Agatkę.

- A gdzie jesteś? - myszka poruszyła noskiem i wąsikami.

- Właśnie gdzie? - rozglądał się Jacuś, podczas gdy maszynista zaczął głośno chrapać.

- Tu, na gałązce pod wami.

- Już do ciebie idziemy - zawołała Amelka, tylko obudzimy maszynistę, bo musi wrócić na tory.

- Panie Janie, panie Janie, niech pan wstanie! - wołał głośno Jacuś.

- Dziwnie znajomo brzmi - pomyślała Amelka i spojrzała na dół, starając się wypatrzyć Alicję.

- Co? co się stało - przebudził się nagle pan Jan - gdzie ja jestem?

- Na choince, nie pamięta pan? - wyjaśnił Jacuś - dziękujemy za pomoc, ale już nie chcemy ściągać gwiazdy.

- Nie ma za co, nic przecież nie zrobiłem.

- Zrobił pan, zrobił - zaśmiała się Amelka, spoglądając na maszynistę. - Do zobaczenia - zawołała, machając na pożegnanie, kiedy pociąg zaczął zjeżdżać z choinki. Jacuś również pokiwał maszyniście i dołączył do Amelki, która ponownie patrzyła w dół. 

- Jacusiu spójrz, tam jest Alicja !

Oczka papierowej bombki spotkały się z oczkami drewnianego pajacyka.

- Jak ty masz pięknie namalowane oczy!

- Ty też... no te czarne kółeczka.... masz ładne....

- Szybko Amelko, schodzimy, raz dwa!

- Uważaj Jacuś, ty pajacu, żebyś się nie połamał!

- Tylko nie pajacu, myszo!

- Ale wy jesteście śmieszni - radośnie powiedziała Alicja. - Ale ty jesteś kolorowy! Zupełnie jak ja! - zaśmiała się, patrząc na Jacusia. Masz naprawdę piękne te czarne oczka... A wiesz, że ja już od dawna zerkam na ciebie - powiedziała nieśmiało Alicja, a Amelka zauważyła lekki rumieniec na jej policzku.

-  No Jacuś, Wacuś czy jak ci tam druhu, ja ci nic nie chce mówić ale... -  radośnie żartowała Amelka i nie musiała już nic dodawać. Wszystko potoczyło się samo. Pajacyk Jacuś odnalazł swoją prawdziwą miłość. Pięknie pokolorowaną tekturową panią w błękitnej sukni, o dużych zielonych oczach, ale przede wszystkim o sercu, na dnie którego ukryta była również mała gwiazdka. Myszka przegryzła sznureczek Alicji. Pożegnała się i pobiegła skubnąć trochę sera na kolację. Jacuś wraz z panią swojego serca siedzieli przytuleni i wpatrywali się w kolorowe lampki. W pokoju zgasło światło i tylko ich blask oświetlał zakochaną parę.

- To bardzo piękna historia - rozmarzyła się Zosia.

- Tak, to prawda - przytaknął bałwan - ale ten czas szybko ucieka, już pora obiadu!

W tym momencie, jakby na zawołanie Śniegusia pojawiła się mama.

- Chodź już Zosiu, bo obiad stygnie - powiedziała. Zdjęła szalik z bałwana i złożyła go córeczce.

- Ale to .....  - zaczęła dziewczynka, jednak nie zdążyła dokończyć, kiedy bałwan mrugnął porozumiewawczo. Mama ruszyła w kierunku domu.

- Pamiętaj o naszej umowie - wyszeptał bałwan. - Przyjdź jutro a znów coś ci opowiem.

- Zgoda - przytaknęła Zosia. - Do widzenia Śniegusiu -pożegnała się i pobiegła za mamą ciekawa, co też będzie na obiad.

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.