Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Ata Mi NIEUJARZMIONA CHOINKA

Babcia na rubieżach

Tylko skończyły się zajęcia w szkole, spakowaliśmy z mamą walizki. Do babci Irenki przyjechaliśmy na obiad. Co roku na święta Bożego Narodzenia zjeżdżają wszystkie dzieci. Robi się wtedy gwarno w odciętym od świata domku. Na co dzień babcia dużo czyta, koresponduje e-mailowo, siedzi po różnych forach, uprawia gimnastykę, wymyśla, czego to jeszcze nie zrobi i pokątnie lulki pali. U babci nie trzeba ściągać ciągle butów,  można czytać zawsze przy jedzeniu, siedzieć na stole i machać nogami, kiedy się z nią rozmawia, jeść śniadania w łóżku i nie mieć obowiązków. Lubimy jeździć do szarego domku. Zawsze to inny świat, zwłaszcza w zimowej scenerii. Schodziliśmy z głównej drogi, kiedy wybiegły z zagrody babci Amelia i Słodyczka. Jedna z radosnym piskiem druga miękkimi susami pokonująca zaspy.

 

Rodzinne osob(li=o)wości

Amelia ? pseudojamnik zakochany w mamie po kłapciate uszy. Mama wyciągnęła ją z pyska spienionej bestii. Innym razem przyniosła potrąconą przez samochód. Od tego czasu Amelia jest już jej dzieckiem. I to pierwszym. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby zeszła mi z drogi, kiedy biegnę.  Babcia mówi, że ledwie umiałem chodzić? z wyciągniętymi rączkami i łobuzerskim uśmiechem biegłem do śpiącej Amelii. Skowyt? warczenie? Babcia wygląda z kuchni. Pies śpi z ogonem na nosie. A wnuczek?  Niewzruszony ogląda ślady kłów na rączce i bierze zamach nogą.

 

Kotka Słodyczka pasjami łapie muchy. Macha nieporadnie łapami pod sufitem i z głuchym łoskotem sfruwa na podłogę. Też uwielbia mamę. Śpi na jej twarzy. Obie lekceważą prawa fizyki.

Ciocia Ewa. Jest najstarszą siostrą mamy. Lubi dawać prezenty. Kocha nas, ale za bardzo wychowuje.

Wujek Remi. Dużo ze mną żartuje. Tylko? zupełnie nie rozumiem, po co kupuje te wszystkie książki. W ogóle nie czyta i nie pozwala.

Wujek Leszek. Mama mówi, że rozmawiałem z nim, kiedy jeszcze nie umiałem mówić. Nie pamiętam. Wujek jest bardzo zajęty.

Ciocia Ilona. Mówi, że z mamą jesteśmy najpiękniejszą częścią rodziny. - najpiękniejszą pod każdym względem. Szkoda, że kiedy podczas rozmowy ciocia wypowiada tajemnicze słowo "symbol" (a robi to zawsze), staje się zupełnie dla nas niezrozumiała.

Mama. Gdy byłem mały i ktoś mnie pytał, jaką mam ulubioną maskotkę, mówiłem, że mamę.

Babcia. Urodziła się przed wojną. Mama przed stanem wojennym. Są do siebie podobne nie tylko z tego powodu.  Chętnie słucham ich opowieści z dzieciństwa.

 

Preekspedycja

Babcia miała sześć lat, kiedy skończyła się wojna. Rodzice zapisali o rok starszego brata do pierwszej klasy. Babcia też chciała iść do szkoły.  -Za rok - powiedzieli rodzice. Babcia ubrała najładniejszą sukienkę i kiedy nikt nie widział, wyprawiła się przez pola i łąki do szkoły. Chcę zapisać się do pierwszej klasy, powiedziała do pana za biurkiem.

 

Ja i ty jesteśmy jednej krwi

Jak wieść gminna niesie, babcia albo gubiła krowy, albo nie przyprowadzała ich na czas. Recytacja Inwokacji  przed - jak się okazywało - mało wdzięczną publicznością, pochłaniała ją bez reszty. Książki czytała nawet podczas zamiatania.

Mama furknęła o ścianę, nad głową rozbawionej cioci Ilony, trzecią częścią Dziadów.

- Nie będę tego czytać!- oświadczyła z właściwą sobie impulsywnością.

O mało nie wyleciała ze szkoły. Kiedy czytała pod ławką Tolkiena zamiast Mickiewicza.

 

Mylne szyldy

- Czemu ty masz zawsze inne zdanie od mojego?- pyta babcia mamę.

- To mama ma inne od mojego- stwierdza po namyśle córka.

Zgadzam się z babcią, mama ma zawsze inne zdanie od mojego.

- Wszystkiego się boję- wyznaje mama. Siedzi na stole i macha nogami.

- Też się wszystkiego bałam- mówi babcia znad książki.

- Mama?- córka nie może uwierzyć.

Ja też nie mogę. Mama jest? nieustraszona! Widocznie w obliczu niebezpieczeństw i przeszkód, uczucia strachu i bezradności zmieniają się w swe przeciwieństwo.

 

Tymczasem święta za pasem

Kiedyś mama przeczytała w horoskopie z brukowej astrologii, że babcia jest w domu tyranem a w pracy despotą.

A u nas Wigilia tuż tuż. Lada dzień zwalą się dzieci. Nic nie gotowe! Jak zawsze o tej porze roku, babcia zamienia się w generała.

 

Upieczcie pierniki!

Wyobraźcie sobie ogromną kulę ciasta, która śni wam się po nocach. Taką właśnie brązową i słodko pachnącą położyła przed nami babcia pewnego ranka.

- Może zjedlibyśmy ile się da surowego ciasta? Będziemy mieć mniej do wycinania.- zaproponowała mama.

 Na unicestwianiu brązowej masy zszedł nam czas do popołudnia.

- Już nigdy nie zjem ani odrobinki surowego ciasta.- oznajmiłem i poszedłem  na zasłużony spacer.

 

Mroczek Kamil

Najwyraźniej ktoś na dworze cykał i to jak? chyba dwadzieścia razy głośniej niż świerszcz. Świerszcz zimą? Rozejrzałem się. Z oparcia ławki zwisał i cykał sobie w najlepsze posypany mąką nietoperz. Na mój widok zamilkł.
- Nic się nie bój.- chciałem go uspokoić.
- Ja się nie boję- odparł- A ktoś ty?
Uszczypnąłem się.
- Umiesz mówić po ludzku?- spytałem.
- Nie - odparł.
- A kto cię posypał mąką?
- Nikt.
- No, dobra - pomyślałem. Przedstawiłem się. Odpłacił mi tym samym.
Miał na imię Kamil i był mroczkiem, czyli nietoperzem wyjątkowym. I wcale nie posypanym mąką tylko posrebrzanym. Powiedział, że mieszka z mamą, która śpi. Razem z milionem innych nietoperzy mieszkają na strychu domu babci. 
- A czemu cykasz?- spytałem.
- Nie cykam.- obruszył się.
- A co robiłeś zanim przyszedłem?- spytałem podstępnie.
- Śpiewałem. Tam mi nie pozwalają.- spojrzał smutno w górę na przysypany czapą śniegu dach. Uśmiechnął się szczerząc wcale ostre ząbki- to tutaj sobie śpiewam.
- To zaśpiewaj!- zachęciłem go.
Rozcykał się na całego. Próbowałem mu wtórować.
- Nie tak, krzyknął.- Tak! Język musis tsymać w spaze między kłami. Pats!
Łatwo powiedzieć! . 
Potężny okrzyk:? Kamil do domu!? rozdarł powietrze. Po mroczku ani śladu.

 

Przynieście choinkę!

Mama wzięła siekierę i poszliśmy do lasu.

- Mamo, mówiłaś, że las i drzewa są twoją najpierwszą rodziną- przypomniałem.

- Bo są- mruknęła mama.

Przytuliła się do sosny.

- Mówi coś?- spytałem.

Mama przytuliła policzek do chropowatego pnia.
- Milczy- powiedziała- czule milczy? spokojem odwiecznego trwania.

- W takim razie, co robimy?- chciałem wiedzieć.

Zielonopalczaste choinki, chociaż zunifikowane pod śnieżnymi czapami, nie stały jak na ścięcie.

- Weźmiemy to- mama podniosła z ziemi? wspomnienie po jodełce.

- Chyba się nie podobała- zauważyłem, patrząc na rachityczne drzewko.

- Ale nam się podoba!- oświadczyła mama tonem, od którego talerze same rozstawiają się po stole.

 

A teraz oprawcie!

Przy pomocy  siekiery udało nam się wbić choinkę w stojak. Stać samodzielnie w stojaku nie chciała za nic! Trzy razy każde z nas obracało po naręcza słowników- bo największe i najcięższe- do babcinej biblioteczki. Choinka podparta ze wszystkich stron trzymała się prawie prosto. Czułem się w obowiązku pójść na spacer.

 

Ni to ryba ni?

Szedłem białą drogą. A tu jakieś ruchy po jednej i drugiej stronie leśnego traktu.  Najwyraźniej ktoś mnie śledził. Niewidoczny.. szybki jak wiatr? przebiegał przez drogę. Przyspieszyłem kroku i schowałem się w tarninie. Coś szurnęło... Rzuciłem się do przodu. Miałem go!

-Złaź ze mnie!- zapiszczało.

- Bo co?- spytałem. Nie dość, że mnie śledzi, to jeszcze rozkazuje.

- Ciężki jesteś!- zapiszczało znowu.

-Wiktoooor!- wołał chropawy głos- Nieświeeeeeża marcheeeewka!!!

- Złaź ze mnie!- zabrzmiało jeszcze bardziej złowrogo- Mama mnie woła na obiad.

Wyprostowałem się. Naprzeciwko mnie stał zając bielak. Jeśli liczyć długie uszy sięgał mi do pasa.

- Nieświeża?- spytałem zdziwiony.

- A widziałeś w środku zimy świeżą?- otrzepywał sobie futro- Skąd umiesz mówić po zwierzęcku?- zagadnął.

- Nie umiem.- powiedziałem.

- Acha?- zając wyciągnął łapę.- Jestem Wiktor. Wiktor bielak.

- A ja Patryk. Patryk chłopiec.

- Choć ze mną na marchewkę- uśmiechnął się zachęcająco- pokażę mamie, co znalazłem.

Przyjąłem zaproszenie.

- A co znalazłeś?- byłem ciekaw.

- Ciebie.

 

Na humorki - ryś

Wracałem od Wiktora. Drogę przeciął mi średniej wielkości kot o czarno nakrapianym żółto- pomarańczowym futrze.

- Fajne masz uszy- powiedziałem z podziwem- Takie pędzelki.

- Hej!- powiedział- Jestem ryś Franek.- przedstawił się - A ty?

- Jestem chłopiec Patryk.

- Acha!- powiedział siadając na ścieżce- Chłopiec...- powiedział niepewnie - A co to za zwierz?

Zacząłem tłumaczyć. Zrozumiał, bo podskoczył z radości.

-No dobra. Teraz kiedy wiem, kim jesteś, włazimy na drzewo?!- spytał  zachęcająco.

- Tak.- ucieszyłem się- Na które?

Będę mógł się pochwalić mamie, że nie tylko ona spędziła dzieciństwo na wierzchołkach dębów.

Wróciłem zmęczony, brudny, głodny, podrapany i w bardzo dobrym humorze.

 

Zmielcie mak!

Mieliliśmy z mamą mak maszynką do mięsa. Babcia ma dwie maszynki. Pierwsza, pęknięta na pół stoi w spiżarni. Stanowi niezbity dowód niespożytej siły mamy. Kiedy przemieliliśmy wszystek mak drugą maszynką, mama potrąciła miskę i cała jej zawartość znalazła się na podłodze.  Zamarliśmy z przerażenia. Od dwóch dni nie zamiataliśmy kuchni. Przynosząc drewno, czy wracając z lasu rozkoszowaliśmy się możliwością niezdejmowania butów.

- Babcia się zdenerwuje?- zauważyłem.

- A może nie - powiedziała mama. Podrapała się w głowę- Przynieś szufelkę i zmiotkę synek!- zakomenderowała.

Zmieciony mak wsypała do miski. Miskę postawiła na stole.

- Mak mieli się dwa razy- powiedziała napełniając maszynkę.

Zmieliliśmy do ostatniego ziarenka i poszedłem na dwór.

Powinienem się był przyzwyczaić, że w tym lesie nie chodzi się z pochyloną głową. Krzyknąłem, kiedy nagle wyrósł przede mną  posągopodobny stwór.

- Ho! To ty jesteś Patryk!!! Nieprawdaż!?- huknął dźwięcznym basem zarośnięty po pas żubr.

Nie czekał na odpowiedź.

- Mów mi Bronek!

- Bronek?- zdziwiłem się. Nie wiem, czym bardziej, pospolitością imienia czy żubrzą bezpośredniością.

- Tak, Bronek. Jestem Bronisław. Dla rodziny i przyjaciół Bronek. Czy chciałbyś poznać moją rodzinę?- widać miał już związane ze mną plany.

- Z największą chęcią!- krzyknąłem.

Żubr klęknął  i krzyknął zachęcająco:

- Dosiądź mnie... to jest tfu.... wsiadaj na grzbiet.

Złapałem się brązowej grzywy. Pogalopowaliśmy przez ostępy i dukty leśne. Jazda na żubrze przypomina konną. Tylko jest dziesięć razy szybsza.

Mama, kiedy wróciłem o zmroku, przyjrzała mi się uważnie.

- Co dzień jesteś szczęśliwszy?- powiedziała.

Do pójścia spać nie mogłem przestać się chichotać.

 

 A teraz ubierzcie choinkę!

Spojrzeliśmy po sobie z mamą. Sięgnąłem po kolorowy papier. U babci choinkę ubiera się tylko w to, co można zjeść lub samemu zrobić. Jakoś szybko znalazłem się tego dnia na dworze.

Szedłem właśnie do Wiktora, kiedy usłyszałem skomlenie. W zagajniku szamotał się mały wilk. Próbował wyjąć z wnyków zakrwawioną łapkę. Kolczasty drut trzymał mocno. Na szczęście jestem silny jak moja mama. Poluzowałem  pętlę. Mimo to wilczek nie mógł iść.

- Gdzie masz mamę?- spytałem.

-  Gdybym stał w przesiece, znalazłaby mnie.

 Dużo ważył. Nie było wyjścia. Zaniosłem go i położyłem w przesiece. Miał rację, nim minęły trzy minuty, znaleźliśmy się w cieniu ogromnej wilczycy.  Mama mówi, że ludzie boją się wilków, ale wilki boją się ludzi jeszcze bardziej. Ciepły język wilczej mamy otarł mi pot z czoła. Po chwili byłem sam. Na wzgórku za zagajnikiem zobaczyłem w gęstniejącej szarówce czarną wilczą postać. Trzymała coś sporego w pysku. Przez chwilę oczy błyszczały jej jak gwiazdy. Patrzyła na mnie.

 

Masz babo starego piernika

W dzień przed Wigilią rozdzwoniły się telefony. Żadne z dzieci się nie zjawi. Remiego nie bawią święta, Ilona chce uniknąć kłótni, Leszek jest zbyt zmęczony, a Ewa za daleko.

Mama zaklęła.

- Babci będzie przykro - powiedziałem.

- Nawet mi nie mów!- mama miała łzy w oczach.

- A gdyby tak? - wpadłem na genialną myśl- Poczekajcie! - krzyknąłem - zaraz wrócę!

 

Różnić się pięknie i mocno

Przyszli wszyscy. Wraz z pierwszą gwiazdką siedzieliśmy przy stole: babcia, żubr Bronek zajęczyca  Mamał i  Wiktor, ja, wilczek Kostek i wilczyca Raksa oraz mama, ryś Franek  i znowu babcia itd.. Z lampy nad stołem zwisali Kamil i jego mama. Babcia rozejrzała się i powiedziała, że jeszcze nigdy nie siedziała w tak doborowym towarzystwie.  Miały z mamą problem, co postawić na stole. Gusta wraz z gośćmi zmieniły się diametralnie. Ostatecznie zjawiły się kluski z makiem, fasola z kapustą, frytki (moje ulubione) i kluski na parze z koktajlem jagodowym.

Wiktor kręcił nosem.

- A ja bym chciał pochmora?

- Muchomory chcesz wtenżralać synku!- oburzyła się Mamał

Zajączek pokręcił głową.

- Nie, pochmorna!

- Mnie się zdaje- powiedziała babcia- że chodzi  mu o popcorn. Popcorn? popkorna chciałbyś, kochanie?- zwróciła się do zajączka i było widać, że sprawiło jej to szczególną przyjemność.

Bielak delektował się kakurydzofonią do ostatniego pękającego z trzaskiem ziarenka. Zrobiliśmy zawody, kto wrzuci więcej Kamilowi do pyszczka.

- A kiedy będzie mniej wegetariańsko?- spytała Raksa.  Kostek wiercił się i marudził. Był głodny.

- Och, przepraszam! Sądziłam, że was, moi drodzy,  obrażę, stawiając na stole mięsne potrawy.

- Ależ skąd, droga pani!- Raksa aż oblizała się na widok półmiska kotletów schabowych, które wniosła mama.

- Mnie smakuje wszystko- mruknął ryś z pełna gębą-  półmisek kiełbas też?. mniam?

Nawet talerzy nie trzeba było myć. Franek, Kostek i ja wylizaliśmy.

Po kolacji babcia Irenka z Bronkiem przenieśli się do stoliczka karcianego.

- Jakże uroczo pani w tej cukience!- powiedział żubr a babcia zaczerwieniła się pod kolor sukienki-

Bronek, chodząca kronika świata, znalazł w babci wdzięczną słuchaczkę.

- Moja droga!- babci zaiskrzyły się oczy na żubrzą poufałość- My, żubry mamy dużo czasu na mydlenie? tfu? to jest na myślenie? roztrząsanie, odnajdowanie sensu i nadawanie właściwej kolejności? W mateczniku przędziemy tkankę życia? mądrość. Ale im nas mniej - zasmucił się - tym dymniej? tfu? to jest  tym robi się durniej.

- Oj, durniej! - westchnęła babcia- A może naleweczki? Wiśniowa. Sama robiłam!

- Z rąk szanownej pani wszystko smakuje wybornie! Nie spotkaliśmy się by marszczyć oblicza z frasunku.

- Mama, cemu nie zawse robis to, co chcę?!!-  krzyk, od którego pękają bębenki, przeciął powietrze..

Nietoperzątko od dłuższego czasu nie mogło doprosić się uwagi mamy.

- Rozmawiam kochane serduszko...- nietoperzyca pogłaskała zaperzonego synka po wichrowatym czubie.- A co?

- Teraz? nie pamiętam- synek naburmuszył się jeszcze bardziej.

- A może poszlibyście się pobawić, pograć, pooglądać telewizję?- zaoponowała mama i pozbyła nas się z salonu.

 

Ósme cudaki świata

Wiktor Kostek i Kamil chcieli obejrzeć film przyrodniczy z życia człowieka. Akurat leciała ?Opowieść wigilijna?. Koledzy turlali się po dywanie i bili łapami w podłogę ze śmiechu.

- Wspaniała hiperpercepja!- powiedzieli na koniec.

Kostka zainteresowała biblioteczka. Spytał, czy jak następnym razem przyjadę, przywiozę mu książkę ?Człowiek. Prawda czy mit? czy coś takiego. Słyszał, że jest świetna. Nie wiem, co myszy miały do Kamila, ale zaczęły strzelać w niego jagodami jemioły. Bardzo je to pochłonęło. Wiktor zaproponował, żeby zrobić nietoperzątku zbroję z gorącego wosku, ale się nie zgodziło. Pod durszlakiem- pomysł Kostka- nie chciało siedzieć. Poszedłem po mamę. Mama dała chudołapkim strzelcom piernik. Atak ustał. Wtedy Kostek wpadł na genialną myśl.

 

Kolędowycie

Ja grałem na pianinie. Zając, wilczek i nietoperz śpiewali. Już na początku pierwszej kolędy, drzwi do mojego pokoju otworzyły się z hukiem. Kto mógł, przepychał się, żeby nas zobaczyć. Odśpiewaliśmy pięć kolęd i stwierdziliśmy, że jesteśmy głodni. W salonie panowało? No właśnie, co panowało? Franek trząsł się z głową pod poduszką. Pozostali półleżeli  i łapali powietrze jak świąteczne karpie. Babcia otarła łzy.

- Może podamy kawę?- zapytała drżącym głosem.

Spojrzała na Edka i straciła resztki powagi. Za nią poszła reszta. Staliśmy po środku salonu otoczeni wijącymi się, wstrząsanymi parkosyzmami śmiechu, ciałami.

- Mama! Jestem głodny! Daj mi jeść!- żądanie Kamila wypowiedziane znanym tonem, otrzeźwiło wszystkie mamy.

Na stół wjechała kawa i ciasta.

 

Nieoswojenie

Mamy rozmawiały o nieusłuchanych, rozdokazywanych, pyskatych i jak mówiła Raksa, niewyszargniętych pociechach. Na koniec zgodziły się, że mają genialne dzieci.

- Jeszcze nigdy nie było mi tak odlotowo - westchnął ryś i rozciągnął się przed kominkiem.

Zaśmiał się,  bo wtulona w cętkowane ciało Słodyczka zamruczała mu do ucha.

- Ona mówi, żebyście lepiej mnie nie dotykali, bo wyglądam jak dachowiec, który zjadł dwa kilo wątroby.

Ogień trzaskał wesoło. Senne płatki śniegu opadały miękko. Babcia z Bronkiem ucięli sobie partyjkę bezika.

- Jak cię kochanie słucham- mówiła wilczyca do mamy- dowiaduję się zupełnie czegoś nowego. Nie sądziłam, że kobieta ma tyle z wilczycy.

- I  z zajęczycy- dodała Mamał.

- I z nietoperzycy- dobiegło z powały.

- Matka to jest matka- podsumował Bronek- obojętnie ile ma nóg, co je i skąd zwisa.

- A tata?- spytał Franek.

- W naszej historii naturalnej spełnia chyba inną rolę niż w waszej?- zagadnęła Raksa głaszcząc Amelię po brzuchu.

- Na tyle rozumu nie mam, żeby wiedzieć, jak to jest z rolam i- powiedziała mama- ale coś mi się zdaje, że chyba znalazłam swoje miejsce. Najbardziej jestem taka, jak wy leśne mamy.

- Witaj w domu maleńka!- dobiegło z powały i spotkało się z rzęsistą owacją.

Do świtu, bo ciągle nie mogliśmy nacieszyć się swym towarzystwem, puszczańskie opowieści przeplatały się z małoaglomeracyjnymi. Ciekawość zwierząt jest też nieposkromiona. O brzasku mama dołożyła polan do ognia, przykryła babcię grubym czerwonym kocem- sam go wybierałem.

- Niewyszargnięte - tfu! to jest....- zamruczała babcia i spała dalej.

Powoli opuszczaliśmy ciepłe wnętrze.

Odprowadziliśmy zwierzęta do zagajnika. Żegnaliśmy się długo i z żalem. Kiedy zostaliśmy sami zaintonowałem: Bóg się rodzi

- Noc truchleje... - podjęła mama-  lecimy świzdu gwizdu!

Złapaliśmy się za ręce i pobiegliśmy przesieką.

 

Była to ostatnia Wigilia z babcią.

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.