Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Karol Walerowicz PAN BAŁAGAN I ZAGINIONY SKARB

Część I

O przedziwnym pokoju i tajemnicy jeszcze bardziej tajemniczego stworka

Powiedzieć, że pokój Piotrka był niezwykły, to za mało? Należałoby raczej określić go jako zaklęty, tajemniczy czy zaczarowany, a na pewno zwykła niezwykłość w tym przypadku nie wystarczy. Działy się tam bowiem bardzo dziwne rzeczy. Niemal wszystkie przedmioty pozostawione w owym pokoju potrafiły same się poruszać. Naprawdę... Na przykład stojący na biurku samochód strażacki, nie wiedzieć czemu, na drugi dzień znajdował się na dywanie, a wszyscy wiemy, że zabawki same nie potrafią się przemieszczać. Podobnie sprawa się miała z żołnierzykami, które zamiast grzecznie siedzieć w kolorowym kartonie, wędrowały po całym pokoju. Mama uparcie twierdziła, że odpowiedzialny jest za to jakiś bałagan, ale Piotrek nigdy żadnego "bałagana" nie widział. Co gorsze, kiedy pewnego dnia wychodząc rano do szkoły zostawił na krześle przy biurku parę pasiastych skarpetek, po powrocie już ich tam nie było. Dwa dni zajęło właścicielowi znalezienie zguby, która ostatecznie znalazła się w zakamarkach szuflady. W tajemniczym pokoju znajdowały się również najróżniejsze kolorowe pudełka, zarówno te okrągłych kształtów, jak i prostokątne; małe i duże, posiadające niezwykłą właściwość układania się codziennie w inne figury. Raz były wieżą z okrągłym, niebieskim, dużym pudłem na spodzie, innym razem znowu piramidą, gdzie owe pudło stanowiło wierzchołek.

- Może to ten bałagan, a może ukryte w środku zabawki poruszają tymi pudłami - tłumaczył Piotrek, który zapytany przez mamę był pewien, że nie ma z tym nic wspólnego.

Kiedy pewnego dnia, chłopiec wrócił do domu i odłożył tornister w kąt, coś w kartonach stojących nieopodal okna zastukało. Szybko porozrzucał pudła, jednak nic tam nie znalazł. Chwilę pomyślał i wyciągnął z tornistra plastikowy, laserowy pistolet zabawkę. Kto go tam włożył zamiast zeszytu do matematyki - nie wiedział.

- Bardzo tajemniczy ten dzień - pomyślał i zaczął się rozglądać. Teraz zaszurało gdzieś z prawej strony. Nic tam jednak nie było, oprócz wiszącego na ścianie kolorowego obrazka przedstawiającego drzewo z dużym dzięciołem siedzącym na pniu. Spojrzał w stronę dziwnego dźwięku, tym razem dudniącego w szafie po przeciwnej stronie.

- Ha! Mysz! - krzyknął przekonany, że próbował go nastraszyć szary gryzoń. - Wychodź zaraz, bo... - i tu się zawahał. Nie wiedział ani co ma zrobić jak owa mysz nie wyjdzie, ani jak co gorsza wyjdzie.

- A siedź tam sobie! - machnął wolną ręka i usiadł na krześle za biurkiem. Odłożył pistolet na blat i wysunął małą szufladę. Z pomiędzy kredek, długopisów, samochodzików, gumek recepturek, trzech małych kamieni i kilku bliżej nieokreślonych znalezisk wyszperał zeszyt, na okładce którego z drukowanych liter można było odczytać napis: "MATEMATYKA".

- A Tu ktoś cię schował! - powiedział sam do siebie i otworzył pierwszą stronę. Ze zdziwieniem obejrzał obrazek, którego wcześniej nie było. Przedstawiał koślawie nabazgranego kredką ludzika. - Czyżby ta mysz?! - przewrócił parę kartek. Tajemnicza postać, kimkolwiek by nie była, wymazała również bardzo ważną prace domową, zadaną właśnie na dziś. Tego było już za wiele.  Postanowił więc odszukać złośliwego ktosia. Odsunął krzesło i wszedł pod biurko - nic nie znalazł. Usiadł ponownie i omal nie podskoczył, kiedy zobaczył, że zeszyt ustawiony jest grzbietem do góry w formie namiotu. Pomiędzy jego kartkami, niczym pod dachem, coś siedziało. Nie była to jednak żadna mysz, tylko... mały ludzik.

- Kim jesteś?! Wychodź spod mojego zeszytu!

- Już dobra, wychodzę - odezwał się dziwny gość. Podniósł się zawadzając bujną czupryną o zeszyt, który przez to rozpłaszczył się i go przygniótł. Wyczołgał się spomiędzy kartek, wyprostował, poprawił strój i spojrzał na Piotrka. Ubrany był w krótkie spodenki i gustownie dobraną do tego marynarkę. Wszystko idealnie niewyprasowane. Jedną skarpetę miał czerwoną, drugą zieloną, ale za to jednakowe, eleganckie buty. To znaczy prawie jednakowe, bo jeden był oczywiście prawy, a drugi lewy. Dobrze dobraną koszulę dopełniał krawat w delikatne prążki, przypięty złotą spinką. 

- Ktoś ty?!

Dziwny gość poluzował spinkę, naprostował pod szyją przekrzywiony podczas czołgania krawat i dumnie odpowiedział:

- Bałagan! Pan Bałagan!

- Pan Bałagan? To ty istniejesz?

- A jak?! Bałagan oczywiście istnieje! - oburzył się.  - A ty ktoś taki?

- Ja? Piotrek. Chłopiec Piotrek.

- A to dziwne, bo myślałem, że chłopcy nie istnieją ? droczył się Pan Bałagan ? a tu proszę! Rozbijam obóz po dwóch dniach wyczerpującej wędrówki, szykuję posłanie, wyciągam rondle, jeden duży drugi mały i już mam ugotować zupę, aż tu nagle słyszę jakieś krzyki! Patrzę, a tu stoi przede mną prawdziwy chłopiec!

- Nieprawda! - zbuntował się tym razem Piotrek. - Nie masz żadnych robli, bobli? czy czegoś tam! Nic nie masz! Tylko siedziałeś pod moim zeszytem i nic nie robiłeś! Nawet nie wierciłeś palcem w uchu!

- Ale wierciłbym, gdybyś mi nie przeszkodził. O proszę, tak!

Tu niespodziewany gość pokazał jak miałoby to wyglądać. Wyprostował się naglę, założył ręce, zmarszczył brwi i z lekko obrażoną miną dodał:

- To nieprawda, że nic nie mam! Coś mam i to coś jest czymś bardzo ważnym! Ha!

- Co to jest? - zaciekawił się Piotrek.

- To jest tajemnica...

- To pokaż tę swoją tajemnicę.

- Nie mogę. Tajemnicy się nie pokazuje.

- Akurat! - wzruszył ramionami chłopiec. - Po prostu się przechwalasz i tyle!

- Nieprawda! - zatupał Pan Bałagan - Mam tajemnicę!

- Ja też! ? zaśmiał się Piotrek - Nie umyłem dzisiaj zębów!

- To nie jest żadna tajemnica, tylko oszustwo! A ja mam prawdziwą, tajemniczą tajemnicę? Bo ja coś znalazłem! Cha, cha - zaśmiał się. - Coś bardzo tajemniczego. Tak tajemniczego, a zarazem tajemniczo-dziwno-niespodziankowego, że przypomina mi mojego brata, Pana Porządka. Oj, co to za łobuziak! Nigdy nie wiadomo, co wymyśli i zawsze mi się sprzeciwia - uśmiechnął się pod dużym nosem Pan Bałagan. - Tak właściwie to już dawno go nie widziałem... Zresztą - zamyślił się na chwilę - my się tak naprawdę ostatnio nie widujemy. Jak się pojawiam to on po prostu znika. Dziwne. Co to były za czasy - zmrużył oczy i rozmarzył się przez chwilę - kiedy byliśmy mali i potrafiliśmy się razem bawić. Cóż... takie życie. Kiedy urosłem, Pan Porządek zniknął... Dziwny ten świat... A właściwie, to co ja chciałem powiedzieć?

- Chciałeś powiedzieć, że kłamiesz i nic nie masz! - wtrącił szybko Piotrek, wykorzystując zawahanie rozmówcy.

- Nieprawda! Pan Bałagan nigdy nie kłamie! - odburknął, lecz po chwili rozplątał ręce i z uśmiechem kontynuował. - No już dobrze, dobrze. Zaraz Ci coś pokażę.

Następnie mrugnął znacząco i podszedł do skraju biurka. Machnął prosząc tym samym, aby Piotrek się pochylił i wyszeptał:

 -Tylko pamiętaj, że nikomu nie możesz powiedzieć o mojej tajemnicy!

Duży nos Piotrka znalazł się tym samym blisko małego nosa Pana Bałagana, który sięgnął ręką do kieszeni i wyciągnął mały, zmięty kawałek materiału. Duże oko, które to zauważyło, podążyło za ruchem małej ręki i wpatrywało się bardzo uważnie w trzymane przez nią coś.

 - Teraz to już jest nasza wspólna tajemnica! - powiedział z dumą w głosie Pan Bałagan, a zdziwione oko próbowało wymyślić co to jest i o co właściwie chodzi. Niestety, Piotrek nie mógł nic zrozumieć i czuł się coraz bardziej zawiedziony, że owa tajemnica, tak bardzo tajemnicza, okazała się być zwykłym kawałkiem szmatki.

- Tajemnicy należy dochować - zaczął z powagą Pan Bałagan, dla którego najwyraźniej ten ścinek materiału był jednak ważny.

- To dochowaj tę ściereczkę do kieszeni, czy gdzie tam tylko chcesz, choć ja bym ją po prostu gdzieś schował.

- Ja ci dam żartować z poważnych rzeczy!

- Nie żartuję - westchnął zawiedziony chłopiec i chciał coś dodać, ale Pan Bałagan nie zwracając na to najmniejszej uwagi, powiedział po cichu do dużego oka:

- To jest mapa skarbu!

Przez chwilę Piotrek nawet ucieszył się z tego, co usłyszał. Szybko jednak pomyślał, że co to może być za mapa, taka mała i w ogóle niemapowata.

- Znalazłem ją kiedyś daleko stąd... - kontynuował tymczasem Pan Bałagan. - Ale co tam! - podskoczył nagle radośnie, chowając uprzednio tajemniczą szmatkę do kieszeni. - Chcesz wyruszyć ze mną na poszukiwanie skarbu?

- Skarbu? Gdzie?

- Jak to gdzie? - zirytował się Pan Bałagan. - No tu!

- Ale tu przecież nigdzie nie ma żadnego skarbu!

- Właśnie że jest, tylko skarby są zawsze bardzo dobrze ukryte!

- Hm, może to i racja... - zamyślił się Piotrek przez chwilę.

- To jak będzie? Poszukasz ze mną tego skarbu, czy nie? - Pan Bałagan pokiwał i chwycił się za głowę.

- No dobra, niech Ci będzie, poszukam!

Nastała krótka chwila milczenia, którą przerwał chłopiec:

 - I co teraz?

Pan Bałagan wyjął ponownie kawałek materiału, rozprostował go i przez chwilę oglądał.

- Postaw mnie o tam, obok tego zielonego kartonu - poprosił nagle - a wszystkiego się zaraz dowiesz.

Piotrek spełnił prośbę Pana Bałagana, który gdy tylko znalazł się na podłodze, gwizdnął, wysypał na dużą stopę jakieś okruszki wyjęte z kieszonki marynarki, dwa razy tupnął lewą nogą, raz prawą i pstryknął palcami. W tym samym czasie zakręciło się Piotrkowi w głowie. Zamknął oczy, lecz nic to nie pomogło. Kiedy je otworzył, zobaczył, że stoi naprzeciwko Pana Bałagana. Nie byłoby to niczym dziwnym, gdyby nie to, że byli jednakowego wzrostu, a fakt, że nagle wszystko wkoło urosło, dodatkowo potęgował efekt tej dziwnej dziwności.

- Co to ma znaczyć?!

- Mam tu taki magiczny proszek.

- Te okruszki? - zaśmiał się Piotrek.

 - Cicho! To nie żadne okruszki, tylko abrakadabryczny, magiczny pył hokuspokusowy i nie przerywaj, bo niczego się nie dowiesz! To jest taki proszek, który potrafi wszystko zmniejszać lub zwiększać, w zależności od tego, którą nogą się najpierw tupnie. Nawet nieistniejącego chłopca - zaśmiał się stworek - może zmienić w istniejącego krasnoludka! Ale koniec żartów. Moja mapa nie była taka mała jak ją znalazłem, ale przyznaj, że taka wielkość ułatwia przechowywanie. Proszę, teraz możesz ją dokładnie zobaczyć!

Piotrek zaczął dokładnie oglądać kawałek materiału. Zobaczył teraz więcej szczegółów, jednak nadal nie przypominał on żadnej mapy, tylko kawałek kolorowego materiału z dziwnym wzorkiem, na rogu którego ktoś wyszył litery "SK".

- "SK", czyli Skarb - wyjaśnił szybko Pan Bałagan, widząc jak chłopiec im się przygląda.

- No nie wiem - zamyślił się Piotrek.

Po chwili wydało mu się to jednak całkiem możliwe. Zdążył już zauważyć, że świat Pana Bałagana rządzi się własnymi prawami i teraz im dłużej o tym myślał, tym fakt, że to może być mapa ukrytego skarbu wydał się być bardziej realny.

- To jak? ? przerwał te rozmyślania stworek. - Wyruszysz ze mną na przedziwną, pełną niebezpieczeństw przygodę?

- Niech będzie, wyruszę! - ochoczo przytaknął Piotrek. - Przybij piątkę!

- Zobacz! Tam pod łóżkiem - powiedział nagle Pan Bałagan - coś błysnęło! - Spojrzał na mapę, zamyślił się i dodał po chwili - a my właśnie w tamtym kierunku idziemy... Tak więc pora na przygodę druhu!

- Tak jest, duchu Bałaganie!

- Nie jestem żadnym duchem!

- A kto cię tam wie?

Tak oto obaj, przekomarzając się, wyruszyli w kierunku łóżka, żeby sprawdzić, co się pod nim kryje i odnaleźć tajemniczy skarb Pana Bałagana.

                                                                                                                                                        CDN

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.