Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Agnieszka Cieślak TARNEJ

Tarneja znali wszyscy. Był karczmarzem w jednej z dwóch gospód w miasteczku. Druga gospoda należała do Grubego Koo; nie warto o nim wspominać. Ni o jego karczmie. Za to pieczone gęsi i mamałyga u Tarneja - to było coś. Któregoś zimowego dnia miasteczko odwiedziło dwóch takich. Krzywe gęby, że aż niemiło. Co wrażliwsi bali się nawet przyglądać. Tarnej, jak to Tarnej - chłop niczym dąb, nikogo się nie boi, wszystkim śmiało w oczy patrzy, ale obcych nie lubi.

- Ta, może i są - odburknął grubym głosem, gdy tamci spytali o wolne pokoje, po czym odwrócił się i zabrał do faszerowania gęsi.

- Gospodarzu, mielibyście więcej szacunku do gości - powiedział wyższy z przybyłych.

 - Nie pożałujecie - dodał drugi i sięgnął za pazuchę. A widząc, że gospodarz nie reaguje potrząsnął brudną sakiewką. To jedynie rozdrażniło Tarneja.

- Czegośta chcieli?

- Noclegu jedynie. Płacimy...

- Mnie wasze wszawe gotle niepotrzebne. Dobrym ludziom noclegu darmo użyczam. A parszywców pod dach nie wezmę! Choćby za tysiąc srebraków.

- Problemów z nami nie będzie. Rano konie objuczymy i dalej w drogę - przekonywali tamci.

- A dokądże ta droga prowadzi? Nie do Traberduru czasem? Dużo tu takich się onegdaj kręciło. Traberdurdzkie szczury. Węszyli. Podgryzali. Ludziom spokojnym nie dali żyć. O tym swoim króliku (bo królem on nie jest!) gadali. A bo my to swojego monarchy nie mamy? No! Nie mamy? Gadaj no jeden z drugim? Czegośta gęby tera zawarli? Ja podejrzanych od razu...!

- Nie, nie do Traberduru. My właśnie w sprawie naszego Miłościwego. Ku jego sprawie wyruszyliśmy w drogę.

- Parszywce jesteście! Czy to król Gracjan swojej świty, a dostojników, nie ma, żeby takie szkarady posyłać?

- Nie każdą sprawę może dostojnik królewski załatwić... - odpowiedział wyższy - o szczegółach tu mówić nie możemy. Ale, że widzę, że w polityce gospodarzu, obeznanym jesteście - tu ściszył głos - to wyjawię, że o ożenek idzie.

- Co tam bełkoczesz? Jakże to ożenek?

- Ano...

Tarnej odstawił misę z mięsem, wytarł ręce, wziął stołek i usiadł naprzeciwko przybyszów.

Tamci zauważywszy, że gospodarz połknął haczyk, również usiedli. Pochylili się nad blatem, tak, by móc szeptać wprost do uszu słuchacza.

- Wybranka królewska piękna panienka. Lat siedemnaście będzie u niej teraz. Urody takiej nie znajdziesz łatwo. Buzia jaśniutka. Rączka delikatna. Kibić smukła - opowiadał niższy.

- Ale wybranka ma jedną skazę - wtrącił drugi.

- A jaką to skazę może mieć takie dziecko?

- Ma. I z powodu tej skazy król pojąć za żonę jej nie może.

- Przecie król władzę ma. Zarządy, zrządzenia czy zarządzenia (a kto tam pamięta jak to się zwie?) wydać może - zauważył Tarnej.

- Tak. Zarządzenia może wydawać różne. Ale panienki zarządzeniem za żonę nie chce brać - wyjaśnił niższy.

- Sercem panienka wybrać go musi, tak mówił  - dodał drugi.

- A wy macie pomóc rozbudzić w niej afekt?

- Widzę, że twego rozumu, gospodarzu, żeśmy nie przecenili! W istocie - na tym nasza misja polega - wykrzyknął niższy.

- Ale uczucie nie jest tu jedynym problemem. Pamiętacie? Panienka ma skazę.

- Tak, tak żeście gadali - skazę ma. A czy to, że żoną Miłościwego Gracjana być nie chce, skazą nie jest?

- A i owszem - jest! Jakżeby inaczej! Nie o tej jednak wadzie mówiliśmy. Rzecz w tym, że... - wyższy dał znak, by Tarnej nadstawił bliżej ucha.

- Jakże to!!! - wrzasnął gospodarz aż wszystkie oczy w gospodzie skierowały się w jego stronę.

- Słuszniem mówił, żeście parszywce! Wynocha z mojej gospody! Ażebym to tu więcej was moje oczy nie ujrzyły! Miłościwego obrażają! O schadzki z dziewką z pospólstwa oczerniają! Bredzą, że jeździć wierzchem i wojować mieczem woli, niźli w pałacach swą urodą jaśnieć.

I już Tarnej po swoją kuszę sięga, i już naciąga strzałę i w serce jednego z przybyszów celuje, aż tu nagle wyższy brodę i wąsy zdziera, chlusta się wodą co to mu w kubku została, przeciera twarz. Bez zarostu i po obmyciu okazuje się, że to sam młody król Gracjan przed nim stoi.

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.