Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Włodzimierz Wielgosz KOSMOGONIA

Na początku nie było nic, jedynie drzewo unosiło się w przestworzach. Nie wiadomo ile miało lat, ani jakie mogło posiadać rozmiary. Nie było wtedy jeszcze punktów odniesienia, według których można by to sprawdzić - żadnych kształtów, czasowych wartości czy wielkości. Istniało tylko to drzewo - prastare, ogromne, majestatyczne, mądre.

Drzewo to, jak i u ziemskich drzew bywa, posiadało liście bujnie rosnące na całej jego  koronie. Głupcem byłby ten, kto by doszukiwał się koloru żółtego, zielonego, pomarańczowego, brązów czy jakichkolwiek innych barw, których różnorodność tak często my, ludzie - proch tej ziemi, widujemy w różnych częściach globu, o różnych porach roku. Były to liście ze szczerego złota, z żywego srebra i z czułej jak ciało miedzi.

 

Drzewo to, tak samo jak i u ziemskich drzew, posiadało korzenie. Jednak nie były one zwyczajne. W ciągłym ruchu fantazyjnie przeplatały się, wijąc to w lewo to w prawo, wymyślnie skręcały, motając w nierozwiązywalne supełki, po to tylko, by znów się rozwiązać. Wystrzeliwały w nieistniejącą górę, by opaść ku umownemu dołowi.

A im bardziej drzewo poruszało korzeniami, tym większy bił od niego blask, a im większy bił od niego blask, tym bardziej kosmos stawał się spokojny i  uporządkowany.  

Było to bowiem drzewo życia, jedyny lśniący punkt wszechświata - żywe i ciepłe drewno obejmujące zimny kosmos, namiętny uścisk beznamiętnych przestworzy, życie przezwyciężające śmierć, ciepło pokonujące zimno.

I rzekło drzewo do kosmosu: Źle mi tu w tej pustce samemu. Zrzucę część złotych  liści i uczynię sobie z nich synów. Będę z nimi rozmawiać, troszczyć się o nie, a w zamian nie chcę nic, tylko by przy mnie byli.

W chwili, gdy tak pomyślało, a myśleć dla drzewa to dokładnie to samo, co czynić, zrzuciło niezliczoną ilość złotych liści. Tak powstały gwiazdy, szczerozłoci synowie drzewa.

W jednej chwili kosmos odmienił swoje oblicze. Miejsca, które nigdy nie słyszały  rozmów, wypełniły się głosami przyjaznego gaworzenia i dzikich okrzyków, puste przestworza napełnił cichy szept i salwy śmiechu.  

Radość drzewa była tak wielka, że nie potrafiło utrzymać korzeni w miejscu. Te stały się figlarne i ruchliwe. A im bardziej drzewo poruszało korzeniami, tym bardziej emanowało ciepłym blaskiem, a im większym emanowało blaskiem, tym bardziej kosmos stawał się szczęśliwy i uporządkowany.

Liści była niezliczona ilość, tyle, ile gwiazd na niebie. Wszystkie dumnie błyszczały w odbiciu ojca, jednak pośród nich jeden przewyższał pozostałe pięknem i wielkością.

Liść ten wyrósł na samym czubku drzewa, a teraz myślał: Czyż to nie ja rosłem wyżej niż wszyscy pozostali, wyżej niż drzewo samo? Czyż to nie ja patrzyłem dalej, widziałem więcej? I tak zaczął zachwycać się swoim blaskiem, że odwrócił się od ojca.

Pod jego namową również pozostałe liście, jeden po drugim, wpatrywały się w swoje piękno i odwracały się od tego, który dał im początek. Ostatecznie opuściły ojca i ruszyły własnymi kosmicznymi ścieżkami.

Ogromny był to cios dla drzewa. Po odejściu synów powróciła pustka i nieznośna cisza, niestety tym razem większa, bo znało już radość wynikającą z bliskości dzieci. Czas upływał, a ono wciąż nie potrafiło odnaleźć równowagi. Dusza mu zmętniała, poczucie humoru wyblakło, słowa więzły w gardle.

Najgorzej było z korzeniami. Te, znane z swojej ruchliwości, stały się ospałe i prawie nieruchome. A im bardziej korzenie zwalniały, tym bardziej poświata drzewa bladła, a im bardziej poświata drzewa bladła, tym bardziej kosmos stawał się smutny i chaotyczny. 

Drzewo wciąż wpatrywało się przed siebie, gdzieś w odległy horyzont, wyczekując utraconych synów. Dzień po dniu, godzina po godzinie, minuta po minucie. Ci jednak nie wracali.

W końcu ocknęło się w sobie, żwawiej poruszyło korzeniami, mocniej zajaśniało ciepłym blaskiem i tak pomyślało: Nie mogę tak dłużej się zamartwiać. Stworzę sobie jeszcze inne dzieci, tym razem mniej szlachetne - srebrne. Może nie zawróci im w głowach ich  piękno i nie uciekną. Nie chcę przecież od nich nic, tylko by przy mnie były ? tak drzewo myślało, a należy pamiętać, że myśleć dla drzewa to dokładnie to samo, co czynić, dlatego tak się stało.

Tym razem zrzuciło niezliczoną ilość srebrnych liści. Tak powstały planety i księżyce, srebrni synowie drzewa.

Ach, cóż to były za dzieci, co za radość, co za wesele. Znów roziskrzył się kosmos od niesamowitych synów, ich słodkich głosów i radości, jaką mu sprawiały. A im większa była radość, tym bardziej drzewo poruszało korzeniami, a im bardziej drzewo poruszało korzeniami, tym bardziej świeciło ciepłym światłem, a im bardziej świeciło ciepłym światłem, tym bardziej kosmos stawał się spokojny i uporządkowany.

Gdy się zdawało, że nic nie jest już w stanie zmącić tej harmonii, pojawił się wielki, złoty liść. Tak jak wcześniej zaczął chełpić się swoim pięknem i mądrością i jak wcześniej, skusił srebrne liście, tak że i te zachwycały się swoim blaskiem, zapominały, skąd pochodzą i bez słowa pożegnania opuściły prastare drzewo.

Po tych wydarzeniach w kosmosie nastała pustka i cisza. Minęły tysiąclecia, zanim drzewo znów zdołało odzyskać dawny spokój. Podwójnie zranione szukało w sobie siły, by ostatecznie pomyśleć: Zostały mi tylko liście miedziane. Niech zatem będzie. Zaryzykuję i z nich uczynię sobie dzieci. Może te mnie nie opuszczą.

Jak drzewo pomyślało, a pomyśleć dla drzewa to dokładnie to samo, co czynić, zrzuciło wielką ilość miedzianych liści. Tak powstały komety i wszystko to, co z wielką prędkością przemierza przestworza.

Cóż to była za radość, cóż za wesele. A im drzewo bardziej się cieszyło tym bardziej poruszało korzeniami, a im bardziej poruszało korzeniami, tym mocniej świeciło ciepłym blaskiem.

Pewne rzeczy nie powinny się powtarzać, tak i teraz, w chwili największej radości, znów pojawił się wielki złoty liść i znów, jak miał w zwyczaju, zaczął jątrzyć przeciw drzewu, przeciw jego mądrości, a miedziane liście, jak ich wcześniejsi bracia, skuszeni swoim pięknem i nieograniczoną wolnością, bez słowa pożegnania opuściły prastare drzewo.

Trudno opisać słowami, co się po tym wydarzeniu działo. Dość powiedzieć, że drzewo choć było bardzo stare, ze smutku jeszcze bardziej się postarzało, lecz tym razem starością  nieszlachetną. Wiecznie ruchome korzenie przestały się poruszać, żółty blask niemal zgasł, kora posiwiała, a złote, srebrne i miedziane liście, te które jeszcze zostały na gałęziach, wpierw pożółkły, potem pospolicie zszarzały, aż w końcu zaczęły opadać na nieruchome korzenie, które teraz przypominały nieporadne kikuty.

Liście opadały, zatrzymując się coraz to nowymi warstwami na korzeniach, aż w końcu całe je otuliły, niczym skorupą, z której drzewo nie chciało wyjść. A im więcej miało w sobie smutku, tym więcej opadało liści, a im więcej opadało liści, tym cieplej i bezpieczniej czuło się drzewo.

Ostatecznie przez tysiące lat, całkowicie odizolowywało się swoją rozpaczą od kosmosu. Z liści wystawał zaledwie jego czubek, który wyglądał teraz jak małe drzewko na wielkiej, liściastej, łysej planecie, a całe drzewo z korzeniami, skryło się samo w sobie, w swojej rozpaczy, szczelnie za swoim liściastym smutkiem.

I wtedy zdarzyło się coś dziwnego - z powierzchni liściastej planety zaczęły dochodzić dziwne głosy. Co to tam się dzieje na szczycie mojej rozpaczy? - zainteresowało się drzewo.  Rozejrzało się dookoła, co to by mogło być? Jego oczom odsłoniły się drzewa, kwiaty, ryby, zwierzęta no i ludzie. Jednak tylko ci ostatni przypominali mu jego obraz i podobieństwo, dlatego nazwał ich swoimi dziećmi, dziećmi smutku, bo powstały z jego samotności.

 Odruchowo chciało poruszyć korzeniami i zaświecić najjaśniej, jak tylko potrafiło, jednak się powstrzymało. Pomyślało tylko, a pomyśleć dla drzew to dokładnie to samo co czynić: Nie będę się już więcej ruszać, bo jeszcze i te dzieci mnie opuszczą. Będę tu tylko nieruchomo na nich patrzyć, a ich widok będzie mi wieczną radością.

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.