Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Włodzimierz Wielgosz CO Z USZU, TO Z SERCA

Teraz rozumiem co pan Andrzej miał na myśli, że niby ten zegar tak głośno tyka. Wtedy nie wiedziałam, o co mu się rozchodziło. Przecież wcale nie tykał tak głośno, nawet nie było go specjalnie słychać, a przecież słuch mam dobry, jak na moje lata to nawet bardzo dobry. Sama doktórka mi mówiła: słuch babciu masz jak u czterdziestolatki. To doktórka mówiła, a nie sama sobie wymyśliłam, to musi być prawda. 

A tu pan Andrzej przychodzi kran naprawić, wtedy co mi ta woda jak opętana leciała i nijak nie chciała przestać, i przychodzi i mi mówi o tym tykaniu, że głośno, że mechanizm wyregulować trzeba. To już dobry rok temu było, albo nawet i dalej. Ja tam nic nie słyszałam. Od tego czasu i ksiądz raz u mnie był i nic o zegarze nie mówił, że dokuczliwy i sąsiadka też raz była i tez nic nie mówiła. To uznałam, że pan Andrzej coś nawymyślał z tym zegarem, a potem zapomniałam.

        Ale dziś siedzę i słyszę, że tyka. Czyli wychodzi na to, że może miał rację. Jakiś czort w ten mechanizm wstąpił czy co. Nic nie robi tylko stuka i stuka.

 

         To już od rana tak się zaczęło. Pierwsze co to wstałam i się ślicznie wyrychtowałam. Tylko na nogach zostawiłam bambosze te co je z włóczki na szydełku zrobiłam, wiadomo, o ciepłe nogi trzeba dbać i o dywan trzeba dbać, bo po śmierci dla innych zostanie, a tak to wyciągnęłam najpiękniejszą sukienkę, tę zieloną, tę co na wesela zawsze była. Strasznie na mnie wisiała, to się zdziwiłam. Ale i kolczyki wyciągnęłam te najdroższe, te od Krysi i narzutę co ją na szydełku zrobiłam i co po mojej śmierci też dla innych zostanie. I do tego korale założyłam. Tak się ślicznie wyrychtowałam. Podchodzę do lustra i zerkam. Twarz jak zaorane pole. Ale to nic ? myślę. Uczesałam włosy. Kiedyś to bym sobie trwałą zrobiła, ale siwe i tak pięknie do niebieskich oczu wyglądają. Wymalowałam czerwoną szminką usta i zerkam w odbicie. Pięknie wyglądasz Broniu- powiedziałam do siebie i to właśnie wtedy usłyszałam to tykanie. Tylko powiedziałam i od razu usłyszałam, wyraźne i głośne: tyk, tyk tyk. Zdziwiłam się i popatrzyłam na zegar. Ten sam co zawsze- wielki, drewniany, na tle brązowej tapety, pomiędzy dużym kalendarzem, a obrazem z dziećmi co nad przepaścią przez kładkę przechodzą i co anioł ich pilnuje. Zegar ten sam co zwykle, ale jaki czort dziś w niego wstąpił, że tak stuka i stuka, a tak głośno jak pan Andrzej mówił. Czyli może, że jednak nie nawymyślał z tym mechanizmem.

Ale co się w nim zadziałało, że tak stuka? Tego to nie wiem. Może ten anioł z obrazu obok, co tak te dzieci pilnuje, może to on coś zmajstrował. Ale nie, on zajęty pilnowaniem biedulek by w przepaść nie pospadały. To raczej nie on. To może ten kalendarz? Może to ta zaznaczona czerwonym długopisem dzisiejsza data? Może i tak być, przecież nie takie rzeczy na świecie się dzieją.

A potem cały dzień mijał mi tylko na tym tykaniu i na patrzeniu na mechanizm. I tak w koło Wojtek. Na niczym nie mogłam się skupić. Zresztą nie było wiele do roboty. Porządek mam zawsze, to i sprzątać nie muszę. Poprawiałam tylko zrobiony na szydełku obrus, ten co po mojej śmierci dla innych zostanie, i dolewałam sobie do herbaty w szklance gorącej wody. Nie powinno się tak herbaty marnować, że tylko na raz. Można parę razy zalewać i stale jest dobra. Tylko woda musi być gorąca. No i jeszcze jak jedzenie sobie robiłam to by nic słonego nie było uważałam. Jak zjem coś słonego, to mnie zaraz tak nerki w krzyżu bolą. A tak poza tym to nic już nie robiłam tylko w ten zegar się wpatrywałam. A co on mi się na naprzykrzał, tylko stukał i stukał jak opętany, coraz głośniej i głośniej, aż do teraz, aż do samego wieczora.

O panienko najświętsza, przecież to już jest wieczór. Tabletki! Gdzie ja dzisiaj mam głowę. Gdzie ten mój worek z cukierkami? Na wieczór są dwie białe i jedna żółta. Nie pamiętam na co te białe były, ale ta żółta to na pewno na pamięć. Pamiętam o tym doskonale, żółta na pamięć i pamiętam też, że trzeba brać codziennie. To jest ważne. Pamięć to ważna sprawa. Czasami mi coś tam z głowy ucieka ale to co najważniejsze to zawsze pamiętam i do najważniejszych rzeczy tabletek na głowę mi nie trzeba.

Pamiętam jak dziś jak rozmawiałam ze Stachem. To było tutaj, przy tym stoliku, wtedy, gdy to zawezwanie na front dostał. A Staś to był oficer, a nie byle jakiś tam Jaś z młyna. Staś był galanty, nie pił gorzałki i nie lubił pogrywać w karty. A i fach miał w ręku. Był zegarmistrzem. I to jakim, najlepszym w miasteczku, a i w innych go chwalili. Przyjeżdżali do niego aż z Żelazkowa, taki był fachura. A jak pięknie tańczył, a jak grał na harmonijce. I jak on mówił. Dziś już nikt tak nie mówi. Już nie ma takich szarmanckich mężczyzn. Taki był przystojny w tym mundurze i w tych świecących oficerkach. I  pamiętam jak zawezwali go na ten front, a on w mundurze stanął tutaj, przy tym stole, i tak powiada: Broniu, przechowaj mi ten zegar. Dlaczego akurat ten Stasiu? ? pytam ? Przecież masz dużo zegarów? A on mi na to- Bo tylko on bije tak mocno, jak mocno bije moje serce dla ciebie. Tak powiedział. To wyraźnie pamiętam. I dalej mówi: Zanim wrócę niech to tykanie ci przypomina, że mnie kule omijają. Niech ci Broniu się zdaje, że to nie zegar tyka, a moje serce bije. Jak wrócę to go odbiorę, a zostawię ci serce. I będziemy wtedy razem, aż do starości. A jak nie wrócisz? ? zapytałam. ? Wrócę Broniu, wrócę. A jak nie, to możesz go sprzedać, ale nie szybciej niż po siedemdziesięciu latach. Nie wiem czemu wtedy tak powiedział, że po siedemdziesięciu latach, ale pamiętam, że właśnie tak powiedział. I pamiętam, że żeśmy się śmiali, że takie głupoty gadamy. Pamiętam, dokładnie tak było. Przecież tę żółtą tabletkę na pamięć biorę, ale i bez niej też bym dobrze pamiętała, bo do najważniejszych rzeczy żadnych tabletek nie trzeba.

I śmialiśmy się długo. Stasiu jak to Stasiu, zawsze był kawalarz i dużo żeśmy żartowali. A on tak ślicznie opowiadał. To nie to co to dzisiaj jakieś banialuki czy coś.

I pamiętam, że wtedy taka sama pogoda jak dziś była. I deszcz też jak dzisiaj padał, tak jakby ksiądz kropidłem kropił i że miałam tę samą zieloną sukienkę i te same kolczyki od Krysi i też pamiętam jak ten zegar tak samo głośno stukał, i pamiętam jak Staś się odwrócił, i uśmiechnął i powiedział: Broniu, niech ci to tykanie o mnie przypomina. I to ostatnie co powiedział.

Spojrzała na kalendarz. Zakreślona w czerwonym kółku data biła po oczach. Tak, to dziś mija siedemdziesiąt lat. Spojrzała na zegar. Oj Stasiu, Stasiu, wychodziłoby na to, że dziś muszę go wyrzucić. Łatwo ci powiedzieć wyrzucić. Ten Stasiek zawsze miał takie wymysły. Nie pomyślał, że za słaba będę, że zegar za ciężki. No i gdzie wyrzucić? Po co wyrzucić? Takie gadanie. Co on sobie myślał. Wyrzucić. Oczywiście, mogę poprosić pana Andrzeja, by go zabrał, ale i tak będzie mi w uszach tykał. Siedemdziesiąt lat tak stukał, a on myśli, że jak go wyrzucę, to słyszeć nie będę? A ja słuch mam dobry, jak u czterdziestolatki, sama doktórka mówiła, czyli nie wymyśliłam tego sobie. Tylko Stasiu mógł mieć takie wymysły. Bo on właśnie taki kawalarz był.

Z czułością popatrzyła na zegar, zamknęła oczy i wsłuchała się w jego miarowe bicie. Tyk, Tyk, Tyk.

Puk, puk, puk. Otworzyła oczy i zamarła. Co to? To nie zegar, to za głośno. Co to za hałas? To do drzwi przecież.

Puk, Puk, Puk. Tak, to ktoś do drzwi nacierał.

Tabletki spadły na ziemię, rozsypały się kolorami po brązowym dywanie. Czyżby... Czyżby to był? To przecież... To Stasiu! To na pewno Stasiu. Przecież obiecał. A on bardzo słowny był, to nie to co dzisiaj. Powiedział, że wróci i wrócił.

Wstała i szybciej niż by na to pozwalały opuchnięte nogi, w bamboszach zrobionych z włóczki na szydełku, poczłapała do drzwi wejściowych.

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.