Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Ata Mi OPOWIADANIE Z MOTYWEM REWOLWERU cz.5

Mężczyźni są wścibscy, kobiety wnikliwe

- Moje drogie panie! - komisarz podniósł się zza biurka - Proszę ciszej!! - starał się przekrzyczeć powstały  w gabinecie tumult  - Czy mogłyby panie nie mówić wszystkie naraz?

Westchnął i osunął się na fotel. Nikt go nie słyszał.

- To kto w końcu przywalił  mu laską?!- denerwowała się Lolly.

-  Jolly! - wyjaśniła Modry

- Kucharka! - krzyknęła w tym samym momencie Jolly.

-  Acha! - rzekła nic nierozumiejąc grubaska - Co on w ogóle od ciebie chciał, Modry?

- Otóż, z tego, co nam wiadomo? - komisarza podniósł na duchu i zza biurka fakt, że coś wie - Z tego co nam wiadomo, aptekarz widział w pani ucieleśnienie niezwykłości... boski pierwiastek w najczystszej postaci. Pierwotność doskonałego stworzenia czy coś takiego... coś nieśmiertelnego.

 

-  Pierwotność - zamruczała Modry - rozumiem.

-  Chciał cię chyba sproszkować - zauważyła przenikliwa Jolly.

-  O matko! - krzyknęła bezgranicznie przerażona Lolly.

Obróciła się w stronę cudem uratowanej przyjaciółki, która siedziała jak gdyby nigdy nic.

-  Spod jakiego pióra teraz wyszłyśmy? ? spytała.

-  Markiza de Sade - prychnęła Modry.

-  Co pozwala nam przypuszczać, że miał względem pani niecne zamiary? - ciągnął komisarz - czymś w stylu królika doświadczalnego? pani wybaczy, wie pani w tej branży człowiek gburowacieje? Podzielić królika doświadczalnego los? jednak nie było pani, moja droga - spojrzał ciepło w szare oczy - nie było dane, bo?

- Przyszłam po laskę - weszła w słowo zniecierpliwiona Jolly - wzięłam z piwnicy i poszłam na górę. On tam był i dusił kucharkę. Rzuciłam w niego laską, ale cholera - była sportsmenka nie mogła sobie wybaczyć - ale trafiłam w plecy.

- Poniżej pleców- skorygował komisarz zadowolony, że udało mu się dojść do słowa  - ale za to na tyle skutecznie, że puścił kucharkę.

- Ty to masz, Modry, oddaną służbę - ciągnęła z podziwem tyczkowata - w ułamku sekundy kucharka złapała laskę i zdzieliła raz a porządnie w... wypełniony nader plugawymi , jak się okazuje, myślami łeb.

- A to dlatego schroniła się u mecenasa - w głowie Modry wszystko zaczęło się układać- To ty zabrałaś laskę? - spytała.

- Nie - Jolly pokręciła głową - Modry przecież ci mówię, że...

- Ja ją zwędziłam - Lolly oderwała wzrok od okna - Coś mi mówiło, że jest przyczyną całego zła w twoim życiu. Teraz wiem, że to nie ona tylko ten twój rewolwer!

- Co? - spytała Modry - Ten maleńki, nic nikomu niewinny? - wyszarpnęła z torebki broń i zaczęła nią w wymachiwać, dla uzasadnienia własnych słów.

W głowie komisarza nic nie chciało się układać.

- A skąd ta laska, drogie panie? I o co w ogóle chodzi? Zdaje się grać główną rolę...

 

Sturękie trojaczki

- Wcale mnie nie dziwi, że jest komisarzem - pomyślała Lolly. Wymieniła szybkie spojrzenie z przyjaciółkami.

- Otóż to był siostrzeniec mojej kucharki, a nie twojej - rzekła zadowolona, że nie tylko udało jej się zmienić temat, ale i podzielić nowiną  - wiesz... ten z twojego snu.

- Zaraz sczeznę - mężczyzna zakrył twarz dłońmi.

- Kazałam mojej kucharce odnieść... bo wiesz... przepraszam, tak się o ciebie bałam, Modry - tłumaczyła grubaska - i zabrałam bez twojej wiedzy... tyle się nabiegałam... najpierw do domu, a zaraz potem trup wypadł z szafy... ale nie wiedziałam, co z nią zrobić i jak aptekarz zaatakował mnie pośmiertnie... kiedy sięgałam po ciastka, pomyślałam, że to jednak nie ona i... kazałam odnieść mojej kucharce - zakończyła zadowolona, że tak jej gładko poszło - a ona ma siostrzeńca? piegowatego.

Przedstawiciel władzy mętnym spojrzeniem wodził po gabinecie. Miał niejasne wrażenie, że oto... na jego oczach zostaje wyjawiona tajemnica, której on, szczwany lis przesłuchań, za nic nie rozumie. I co gorsza, nie mylił się.

- Ale tak  mi się zdaje - ciągnęła Lolly - że rewolwer jest głównym podejrzanym.

- Przecież on nawet nie jest nabity! - prychnęła  Jolly i zwróciła się do Modry- Nie pozwoliłabym ci chodzić z nabitym. Ona ma wadę wzroku- tłumaczyła temu, co zostało z komisarza.

- Naprawdę? - Modry zajrzała w lufę.

- Sprawdź - tyczkowata jednym ruchem dłoni zmieniła kierunek strzału. Pewne widoki choć niemożliwe i tak są niemiłe kochającemu sercu.

Modry strzeliła.

- Moje serce! - krzyknęła Lolly osuwając się na dywan.

Ciszę, której w zawrotnym tempie przybywało kilogramów, przerwał komisarz.

- Drogie Panie - wyprostował się - czuję się jak w przedszkolu. Ale to nie ja jestem przedszkolakiem -  rzekł dobitnie.

 - A to zabieram - srebrne cacko zniknęło w jego dłoni - Modry, ma pani zakaz posiadania broni!

 Przekroczył zwłoki Lolly i wyszedł.

- O matko! Jak mnie wystraszyłaś - Lolly podniosła się z nieoczekiwaną werwą.

- Przez ciebie zabrał mi rewolwer! - zezłościła się Modry.

- I bardzo dobrze? Modry?

- Co bardzo dobrze? Czuję się jakbym straciła cień!

- Właśnie!! Ten rewolwer był ważniejszy od nas! A ja głupia łudziłam się że laska - rzekła grubaska rozdzierająco.

- Dajmy spokój z laską - ostrzegła Jolly.

- Obie jesteście dobre - denerwowała się Modry - wszystkiemu winien rewolwer?! A kto robił te wszystkie hocki-klocki  z... tfu... A komu nie udało się gwizdnąć... tfu... i nie puścił farby przez tyle czasu? A kto nasłał na mnie siostrzeńca z mojego snu z... tfu...

-  A kto upozorował kidnaping kucharki? I wsadził fałszywy list w... tfu...  - odbiła piłeczkę Jolly.

-  A kto w ogóle w to nie uwierzył? - szarooka oddała rykoszetem i zamilkła.

 

Rozgrzeszając niewinne dusze z grzeszków

Drzwi otwarły się z trzaskiem. W progu stanął komisarz. Minę jakby wchodził do jaskini lwów.

- To jeszcze raz! - usadowił się za biurkiem - Tylko tym razem panie ograniczają się do odpowiadania na pytania. Moje pytania - zastrzegł.

- Wiem - ciągnął tonem nie znoszącym sprzeciwu - należą panie do kobiet, niepoddających się wymogom martwej czy nazbyt wybujałej cywilizacji. Ale na boga! - rzekł prosząco - Chciałbym coś z tego zrozumieć.

Damy kiwnęły głowami, przystając na warunki.

- Pani Modry! Jeszcze raz wczorajszy wieczór... Proszę! Jeszcze raz!

-  Masz ci los! - powiedziała Lolly, podnosząc się z kanapy, żeby zobaczyć, czy ma rację - No i kolejny trup... -  zaczęła skwapliwie zapytana.

 

Rajfurstwo myśli i czynów

Kotara odsunęła się. Ukazała się od stóp go głowy biała... nieskazitelnie biała postać. Stała... ale to była chwila, bo jak się zaniosła... Aż się mury trzęsły...  W każdym razie kryształy drżały. Potem siedziała i się pokładała. To było zaraźliwe. Też się rozchichotałyśmy. Zza drugiej kotary wyszła moja kucharka. Jakaś taka wystraszona... udawała, że mnie nie widzi, czy co? Podłożyła poduszkę pod głowę mecenasa. Nie byłam pewna, czy nie zastrzeliłam samej siebie i nie jestem w jakieś fazie przejściowej do zaświatów... Kucharka dokądś zadzwoniła. Odłożyła słuchawkę i przypadła do mych stóp, prosząc o wybaczenie. To było apogeum. Tajemniczości i niedorzeczności zarazem. Jolly po pewnym czasie wyśmiała się do końca. Wkradła się sekundę przede mną, żeby ostrzec kucharkę... a w nowej pelerynie wygląda jak uosobienie zimy. Kucharka zrobiła nam kawy a Jolly wytłumaczyła z czego się śmiała. Otóż... Lolly trochę za dużo dodała środka nasennego do szampana... mecenas ma pewne dolegliwości... i proszę jak się to skończyło. Mecenas ma do Lolly słabość a ona nie chciała opuszczać mnie czy raczej chciała wyjść mi naprzeciw, kiedy będę odbijać kucharkę. A może chciała mecenasa upić i mi ułatwić?  Dlaczego kucharka schroniła się u swego dalekiego krewnego, mecenasa Zborowskiego, szanowny pan już wie. W końcu nie codziennie zdarza się mordować człowieka.

-  Doprawdy? - padło cyniczne zza biurka.

No i jeszcze pan! Milczał pan jak grób i co pan myśli? że tłumaczy go przysięga dana mecenasowi, a przez to i kucharce, bo milczenie wymogła także na Jolly, że sama mi o wszystkim powie. A co? Czy ja mam coś naprzeciwko, żeby trupy z szafy wypadały? Nie mam nic! Szczególnie, jeżeli chodzi o te, które chcą mnie sproszkować. Wybaczam panu łaskawie! W końcu nie aresztował pan kucharki, w końcu uratowała nie tylko sobie życie. Życie w moim domu nareszcie potoczy się normalnym torem.

Modry podniosła się do wyjścia. Skoro już wszystko wyjaśniła

- Oczywiście przestrzeliłam ulubiony fotel mecenasa.. Oczywiście Jolly to widziała. Mówi, ze niezła komedia. Odda pan rewolwer? Bo muszę  już iść! - szarooka rozejrzała się za torebką.

- Nie oddam - mecenas bawił się w zamyśleniu palcami - A dlaczego?

- A czemu nie powiedziałaś komisarzowi - weszła mu w słowo Lolly - że lekarz, który zjawił się po telefonie kucharki i postawił mecenasa na nogi, to nikt inny, tylko właściciel... tfu...

- No właśnie czemu nic mi pani nie powiedziała? - zainteresował się mężczyzna.

- Zapomniałam - Modry spuściła wzrok.

- Zapomniałaś? - nie mogła uwierzyć grubaska.

 Szarookiej żal ścisnął serce. Że też nie trafia do celu...

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.