Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Ata Mi OPOWIADANIE Z MOTYWEM REWOLWERU cz. 4

Podskórne tętno miasta

- Bo ty jesteś nienormalnie dobrze wychowana, Modry! Inni uwłaczają ci i plują w twarz. A ty? Nic a nic ci to nie przeszkadza.

Lolly i Modry idą ulicą Kaliską, trzymając się niemalże kurczowo pod ramię. Trotuar, gładki jak stół chirurga patologicznego, zmusza obie damy do swego rodzaju ekwilibrystyki.

Modry opowiadała właśnie o uszczypliwych i obelżywych epitetach,  których nie żałuje jej koleżanka z pracy, a których przyczyny nie może dojść.

- Nie chce mi się skupiać na tym, że ktoś pluje mi w twarz.- mruczała pod nosem, łapiąc w ostatnim momencie równowagę.

- I to ich właśnie rozsierdza... plują coraz bardziej! - grubaska w nagłym przechyle w tył o mało nie gubi kapelusza. Kapelusza z czerwonymi makami odebranego dopiero co od modystki.

 

- Rzeczywiście - Modry zgrabną stopą w szarym trzewiku starała się wyczuć choćby najmniejszą chropowatość podłoża.- Dostają ślinotoku.

- No to pokładaj temu kres? czy tam połóż!- maki na kapeluszu chwiały się gniewnie- Będziesz miała spokój. Choć ty chyba zawsze go masz.- dodała po namyśle - Ale swoją drogą, jak wytłumaczyć idiocie, że jest idiotą.

Lolly rozłożyła ręce w geście bezradności i to ją zgubiło. Bezwolna wobec siły bezwładu, złapała się ostatniej deski ratunku. Modry była zdania, że mogłaby pochlebniej wyrażać się o jej mało kobiecej sylwetce. W nagłym przebłysku woli przetrwania, wyrwała się z objęć krępej przyjaciółki. Za późno...

- Nie wytłumaczysz! - krzyknęła siadając z impetem na porcelanowo śliskim bruku - Niektórzy... - spojrzała  w twarz niewiele ustępującą kolorem kiwającym się  kilka centymetrów wyżej makom - niektórzy zamiast kapelusza z piórkiem wolą mieć na głowie kondom antyideowy.

Lolly roześmiała się.

- No no, tak nisko panie upadły?!- zawołał rozpierający się w przejeżdżającej dorożce dowcipniś o podwójnym podbródku- Radzę dla dobra społeczeństwa nie przebywać w rynsztoku zbyt długo!

- Pilnuj swoich zakichanych klamerek do spodni!- krzyknęła Modry, idąc za radą przyjaciółki - Szubrawy psie!!!

- Nieźle! - maki z uznaniem skłoniły główki - Ale...klamerek?

- A bo ja wiem? jak to się nazywa. -  filigranowa nabrała ducha walki i postanowiła wstać.

Z marnym skutkiem.

- Może weźmiemy dorożkę? - kwiaty na kapeluszu pochyliły się w geście błagania.

Pięć minut później obie damy otrzepywały suknie w salonie przy ulicy Bismarcka. Modry przysunęła stolik kawowy do kominka.

Rytuały czarne i aromatyczne

- Po takich przeżyciach - zauważyła Lolly opierając nogi o kolumienkę kominka- do ciastka należy się kawa. Wszystko mnie boli!

Gospodyni brzęczała fajerkami i porcelaną w kuchni. Po trzykroć w ciągu pięciu minut coś rozbiło się z hałasem o podłogę.

- Ani? ani chwili więcej bez kucharki - cedziła przez zaciśnięte zęby balansując wyładowaną tacą.

Zabrzmiał gong u drzwi.

- Przekazuję pałeczkę - powiedziała Jolly, wskazując na dwójkę o buraczkowych policzkach i roziskrzonych spojrzeniach. Po spędzonym na śnieżnych harcach poranku, Ludwik i Polly bez słowa zniknęli w kuchni, żeby zaspokoić pierwszy... drugi... trzeci... głód. Modry podążyła za nimi.

- Kawy! - zażądała Jolly tonem, jakby jej się szczególnie należała.

Zaraza wojna czy koniec świata nie są w stanie zakłócić świętego pięć minut z kawą.

- A to znowu wróciło - tyczkowata spoglądała znad filiżanki w kąt salonu.

Lolly poszła za jej wzrokiem.

- Laska opatrzności - powiedziała, biorąc przedmiot o główce w kształcie krokodyla - O! Odkręca się!

 

Celowy falstart

Mrużąc oko i marszcząc zabawnie czoło, zajrzała do wnętrza krokodyla.

- Tu coś jest! Jakiś list? - wyciągnęła poskładany w nieskończoność świstek.

Tyczkowata nadnaturalnie zwinnie wyrwała zdobycz. Weszła Modry.

- Mam dla ciebie tylko piosenkę - czytała Jolly pośpiesznie - choć niewesoło jej nuty brzmią. Minione lata walki daremnej... o brzmienia które naturą są twą - spojrzała  badawczo na przyjaciółki. Lolly odebrała łup - Mam zawiłe twe strofy... co mniej powiedzą niż jeden twój gest.

- I jeszcze ostatnią nadzieję, że razem zaśpiewamy ją - dokończyła Modry, odbierając jej kartkę - Pomyliłam kartki - mruknęła niezadowolona.

- A kto to napisał? - zapytała Jolly.

Gospodyni z zapamiętaniem szukała czegoś w kredensie.

- Tato Ludwika.

Chudsza i grubsza wymieniły pytające spojrzenia.

- Zaśpiewaliście? - Jolly nie dawała za wygraną.

- Tak - Modry otwierała i zamykała z trzaskiem liczne szufladki.

- Jak było? - Lolly chrupała herbatniki, a to, jak wiadomo, u niektórych wzmaga ciekawość.

- Tak, że teraz jestem skazana na samotność - szarooka dłużej zabawiła w jednej z przegródek.

- Żaden nie jest taki jak on? - zauważa tyczkowata z typowym dla niej zrozumieniem i współczuciem.

- Tak - Modry przelatywała wzrokiem po kolejnej wydobytej z dębowych zanadrzy karteczce - Jakoś dla nikogo więcej nie jestem zjawiskiem, dla poznania którego warto jest żyć. To jest to!- uśmiechnęła się zwycięsko i wepchnęła zwitek w głąb krokodyla.

 

Miało być tak...

Mrużąc oko i marszcząc zabawnie czoło, zajrzała do wnętrza krokodyla.

- Tu coś jest! Jakiś list? - wyciągnęła poskładany w nieskończoność świstek.

Tyczkowata nadnaturalnie zwinnie wyrwała zdobycz. Weszła Modry.

- Ratunku! Więzi mnie mecenas Zaborowski - czytała Jolly- Uwolnijcie! Kucharka.

Wbiła zdziwione spojrzenie w przyjaciółki - Mecenas? Więzi?

- Moja kucharka nie kłamie! - rzekła z mocą Modry- Musimy ją uwolnić! Sznury, noże, kastety!- biegała po mieszkaniu.

- A nie lepiej poinformować komisarza? - tyczkowata wątpiła w słuszność decyzji podjętej z marszu... w ciemnoblond głowie.

- To moja kucharka i moja sprawa - uparła się szarooka gospodyni- Ja ją odbiję!

- Ja wiem, że jak ty sobie coś wbijesz do tego blond łba, to zrealizujesz. Tylko dlaczego ty nigdy nie chcesz tego, co wszyscy ludzie?! Lolly powiedz jej coś! - jęknęła Jolly.

- Ona ma drugi krwioobieg - Lolly przerwała zagadkowe milczenie - Zgiełk świata nie dociera do niej. Kupcy i kramarze...- ciągnęła niemalże uroczyście- cały olśniewający zewnętrzny cyrk chwieje się i wali w proch? kiedy schodzi coraz głębiej? do świata serca.

- To moja sprawa - Modry nie wiadomo dlaczego poczuła się zirytowana - że mam mało interesujące życie... że żyję bardziej do środka niż na zewnątrz... że nie mam nic oprócz miłości!

Jolly poczuła, że zaraz zwariuje.

- A właśnie... miłość - zmieniła szybko temat, by odwieść nieobliczalną przyjaciółkę od karkołomnych zamiarów- I co z siostrzeńcem kucharki? Będzie coś?- spytała znienacka.

- Nic - naburmuszyła się Modry.

- Dlaczego? - nie ustępowała smuklejsza.

- Mamy inne poczucie humoru. Ja mam większe - wyjaśniła inwigilowana.

- Inne - poprawiła Jolly.

- Tak - zgodziła się szarooka - Ja mam większe.

- Co prawda to prawda - zauważyła Lolly sznurując trzewiki - Śmiejesz się często bez powodu.

 

Noc oddycha krwią

Zmierzchało kiedy drobna postać w szarej etoli opuściła mieszkanie przy ulicy prowadzącej do parku i podążyła labiryntem skutego lodem miasta w stronę rynku.

- Breslau ma fontannę a my mamy pomnik. Kuriozum dobrego smaku...- mruczała, wchodząc w bramę kamienicy na wprost pomnika Bismarcka.

Pewnym, choć ukradkowym krokiem udała się na drugie piętro. W niszy półpiętra wydobyła z torebki niewielki przedmiot. Ściskając go w lewej dłoni, pchnęła drzwi pod numerem 6. Zamykając się, stuknęły cicho, Skulona w ciemnym kącie holu postać obserwowała przez kryształowe szybki wnętrze salonu. Na otomanie siedzieli: zadbana kobieta i mężczyzna wieku ponad  średniego. Niedwuznaczność sceny podkreślały fikuśne koronki wokół śmiało odkrytego dekoltu, butelka wytrawnego szampana stojąca na stoliku, rumieńce na twarzy mężczyzny i perlisty śmiech, który... nagle się urwał... rumianą twarz wykrzywił grymas bólu... palce mężczyzny znajdowały się na krtani białej jak lilia szyi...  Czarny pudel zawarczał głucho. Z determinacją wygłodzonego buldoga szarpał oprawcę za nogawki. Modry jednym ruchem pchnęła oszklone drzwi. Wycelowała rewolwer w oprycha i pociągnęła za spust. Huk wystrzału. Mężczyzna osunął się na podłogę.

- No i masz! Kolejny trup. - sarknęła Lolly, zrywając się z kanapy. Nie było wątpliwości. Mecenas nie ruszał się, a plama krwi na jasnym dywanie powiększała się z sekundy na sekundę.

- Czemu go zabiłaś? - nierozumiejący wzrok wbiła w zesztywniałą z przerażenia przyjaciółkę - I to właśnie teraz? - jęknęła rozdzierająco.

- Dusił cię, to co miałam robić? - usprawiedliwiała się Modry ... Hm... jak dotąd nie zajmowałam się mokrą robotą!

Nagle obróciły się w stronę okna. Ciężka kotara przesunęła się z trzaskiem.

CDN

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.