Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Ata Mi OPOWIADANIE Z MOTYWEM REWOLWERU cz.3

Zegar niech dzwoni, noc niech nastaje, dni ulatują, ja pozostaję

- Jak ja się denerwowała? kochana pani! - zgarbiona poczuciem winy kucharka siedzi miedzy kredensem a stołem. Nie ma odwagi spojrzeć Modry w oczy.- Jak ja się bała...dobrodziejko... jak ja się...

- Co on robił w mojej szafie? - pyta dobrodziejka.

Kucharka nie słyszy.

- Jak ja się bała, że wy znajdziecie? ten trup - zawodzi kobieta - jak ja wypiła kieliszeczek byłoch troszka lepi. Ale wieta co - kucharka poniechała płaczliwego tonu -  ten bonaparte, cośta mówili, że obrzedliwy, nie taki ci o... zły beł.

- Hm- mruczy Modry zadowolona, że chociaż jedna tajemnica się wyjaśniła- Ale skąd żeście wzięli aptekarza? trupa?

Kucharka odczytując w szarych oczach, że gra na zwłokę na nic się nie zda, uderza w poprzedni ton.

- Aaaa! Bo one dyć kapka w kapkę takie same beły...  aaaa... i ja odżałować nie mogła? Diabli wzięli kartofle, całe dziesięć kilo... aaaa... Marchewkę... porę i selerę... Aaaa!- zalewa się łzami.

- No dobrze - w głowie Modry surrealistyczny ciąg ostatnich wydarzeń przybiera zrozumiałe kształty.

 

Co piątek kucharka z rana udaje się na targ i stamtąd przy pomocy parobka przywozi sporym wózkiem warzywa. Nie chce brać furmanki. Mówi, że nie jest tego, aż tyle.

- Jo nie wim, kiej to beło, że ja te furki pomeliła. Czy to tyn chłopok? Nie wim pani kochana. Co miała robić? Wsadziła zwłokę do szafy i poszło szukać moja furka? Takie kartofle? marchewka? selera i pora pikne beły. Przepadły- rozkłada ręce w geście największej bezradności - przepadły! Nigdzie naszy furki nie beło?

- A czemu do szafy? W piwnicy jest więcej miejsca.- dobrodziejka czuje, że mentalnie opadają jej ręce - Samiście go tu wciągnęli? - pyta słabym głosem.

- No, jak wyście... korono i diamencie życia mego - kucharkPoa czuje, że awantury z powodu niesubordynacji służby nie będzie- mogli do rowu, to ja mogłam cheba na pierwsze piętro wciągnąć sobie zwłoke?

Logika nie do podważenia. - przemknęło Modry przez myśl.

-  A dlaczego do szafy? - pada ostatnie pytanie.

- Bo trup musi być w szafie.

Kucharka łypie wesoło zielonym okiem. Pewne rzeczy po prostu się wie.

- Dyć wim. Mój siostrzeniec mi mówił. Ale wieta co? - wobec braku konsekwencji kobieta nabiera coraz większego animuszu - Może mój siostrzeniec do nas na kolacje przychodzić? On ci taki bidny, ale wesół. Spodoba się pani dobrodziejce? cosik tam paćka na szmatach.

 

Poprawny wynik błędnych oczekiwań

- I co zaprosiłaś go?-  pytała przejęta Lolly.

- Nie zdążyłam. Obudziłam się.

- Eeee...  to to był tylko sen...- rozczarowaniu krągłej w kształtach przyjaciółki nie było końca.

Modry przytaknęła. Wydawało jej się, że wraz z przybrudzonym śniegiem, piętrzącym się po obu stronach chodnika, tworzy dla przyjaciółki o licach koloru piwonii, kontrastową scenerię.

- Szkoda. A już myślałam...- Lolly była niepocieszona - Wszystko znika jak kamfora... w niewyjaśnionych okolicznościach. Trupy się ścielą... a ty sobie tylko śnisz! - spojrzała oskarżycielsko na przyjaciółkę - Ani kucharki, ani wyjaśnienia - szarżowała - dlaczego śmiertelnie wystraszył mnie?aptekarz! Jakby mu nie wystarczało, że się go i za życia potwornie bałam... i kto do cholery wypił koniak?! - spojrzała na przyjaciółkę, jakby żądała natychmiastowej odpowiedzi.

Modry wzruszyła ramionami, dając znak, że od niej jej nie otrzyma.

- A komisarz już coś wie? - spytała z nadzieją grubaska.

- Nie puszcza farby. - pokręciła głową przyjaciółka i dodała po namyśle - Najpierw było jak u Hoffmana a teraz  jak u Kafki.

- I co się tak hultajsko uśmiechasz?- spytała z wyrzutem Lolly.

- Literacka perspektywa losu nie jest taka znowu najgorsza - zauważyła Modry.

Przez chwilę szły, milcząc. Lolly była pewna, że ktoś czyha na życie przyjaciółki. Chciała spytać, czy nie boi się chodzić sama po mieście, ale wolała nie wiedzieć, co Modry nosi w torebce.

- Sytuacja nader tajemnicza. Tkwisz w niej jak? jak w arkanach wielkich. Co teraz zrobisz?- spytała, stając w pąsach rozemocjonowania.

- Nie wiem. - prychnęła Modry - Może... może nawiążę stosunki z najpodlejszą częścią mojej jaźni... Najlepsze stosunki! I nie zatrzymuj się tak ciągle! - zbeształa delikatnie przyjaciółkę.

- Dobra - grubaskę najwyraźniej ucieszyła ta perspektywa - To bierzemy Jolly i idziemy do ciebie... Zawiązywać najlepsze stosunki z naszymi  jaźniami spod ciemnej gwiazdy... - spojrzała z podziwem -  Modry jaka ty jesteś mądra!

- Wiem.

 

Za mało trupiego swądku

- Normalnie... myślałam, że wezmę te gomółki i zacznę nimi ciskać!- żołądkowała się Jolly w salonie Modry. Siedziały we trójkę nad filiżankami dekadencko, jak się tego popołudnia zdawało Modry, pachnącej kawy. - Co za babsztyl!... Hrabina od siedmiu boleści... to ona mnie w to wszystko wrobiła! Myślałam, że zaraz wezmę i zacznę ciskać tymi gomółkami. Mówiła... tylko pójdziesz i pomożesz... a tam nikogo...? tylko gomółki i ja! - ciskała gromy wysportowana piękność.

- Dużo ich tam miałaś? - chciała wiedzieć Lolly.

- Całe wzgórza! Po mojej lewej i prawej? A przede mną tłum żądny?- perorowała tyczkowata

- Gomółek- siorbnęła Modry.

Lolly piła potulnie kawę bez ciastek, które zdaniem Modry były mało dekadenckie.

- A po co tam w ogóle byłaś? - spytała ostrożnie. Jak świat długi i szeroki nie zamierzała parać się czymś, o czego słuszności nie była w stu procentach przekonana.

- Ach! Żeby coś robić!- żachnęła się najbardziej rozgorączkowana z oficerowych - Wszystkie szanujące się kobiety zajmują się działalnością charytatywną. Przynajmniej powinny...- ugryzła się w język. Lolly i Modry spojrzały po sobie.

- Powinny? - gospodyni wydęła pogardliwie wargi. - Wiesz  Jolly, mnie nie nękają małostkowe żądania mojej psychiki, żeby spełniać wymagania wszystkich naokoło.

- Mnie też nie...- ucieszyła się grubaska - Modry, ty już zaczęłaś się zaprzyjaźniać! - krzyknęła z podziwem- Jolly! - zwróciła się do spokorniałej dla odmiany przyjaciółki - Mamy taki plan...

Program Jolly oddania się we władanie najgorszym instynktom bardzo się spodobał, ale zanim przystąpią do realizacji, miała jeszcze pytanie.

- Czy coś wiadomo w sprawie trupa w szafie?

- Nic - mruknęła Modry - To już nudne? bo ile można żyć jednym trupem w jednej szafie?! Słabe? -wymamrotała - Na dodatek?- rozsierdziła się - znowu sobie przypomniałam, że zostałam rzucona.

- Masz ci los?- jęknęła  tyczkowata - chciałabym przeskoczyć do następnego rozdziału? rozdziału twojego życia!

- Ja też - rzekła z mocą Lolly.

- Ja też - szare spojrzenie kipiało desperacją - ale brakuje piętnastu minut. Właśnie doszłam do takiego wniosku. Kwadrans... żeby dowiedzieć się całej prawdy!

Zadźwięczał gong u drzwi. Jakież było przerażenie Jolly, kiedy po otwarciu zobaczyła w dłoniach wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyzny laskę o główce w kształcie krokodylej paszczy.

- Stała oparta o drzwi - powiedział gość i wręczył kontrowersyjny przedmiot wrosłej w próg oficerowej.

Nadwrażliwość na ludzkie nieszczęścia i miłość do Modry wzięły w duszy Jolly górę nad strachem. W ułamku sekundy odzyskała wigor. Złapała mężczyznę za ramię i wciągnęła do środka.

- Jest pan nam bardzo potrzebny - rzekła.

 

Kwadransa nie staje

Posadziła gościa przy stole.

- Twoje piętnaście minut - powiedziała do Modry.

Ta  pociągnęła nosem, wyprostowała się...

- Żadnych zmysłów...  spuszczonych z postronka! Żadnego rozsądku zagubionego w... rozpętanej chuci! Żadnego powrotu do świata niczym nieskrępowanych instynktów! - pełnym żalu spojrzeniem świdrowała boleśnie -  Żadnego oddania się siłom popędu! Żadnej ekstazy! - krzyczała - Żadnego łączenia się z Ponadczasowym... Nieogarniętym... Bezkresnym... i  Niepojętym! Żadnego krwawego wina gotującego się w pucharze płodności!  Żadnego płomienia, który podsyca? trawi? oczyszcza!! Żadnego spalania się i odradzania...- wyszeptała resztką sił Modry.

- To co wyście robili?- spytała z dezaprobatą  Jolly, patrząc na zegarek.

 - Na bezrybiu...- mruknęła Lolly.

Spojrzała na gościa. Poczucie winy wbiło go w krzesełko.

- To nie do pana, mój drogi! - roześmiała się Lolly.

- Ona to musiała wyrzucić z siebie - spieszyła z wyjaśnieniem Jolly - Ten upust uczuć był skierowany do kogoś innego... pan go zastąpił.

- Ach tak...- powiedział mężczyzna.

Uwadze Modry nie uszła nuta zawodu w aksamitnym barytonie. Przyjrzała się mężczyźnie uważniej. Ależ piegowaty... - pomyślała.

- To było dobre, nieprawdaż? - spytała, a że nagle nieznane uczucie sparaliżowało ją na wskroś, dodała nieswoim głosem - A właściwie kim pan jest?

- Siostrzeńcem kucharki - gość ukłonił się z nonszalancją, pozbawioną jakiejkolwiek oziębłości.

- A tak... mówiła, że pan przyjdzie -  przypomniała sobie Modry.

Kiedy po północy goście opuścili mieszkanie przy ulicy Bismarcka, rozmarzony wzrok Modry wyłuskał z kąta salonu laskę. Wzięła ją w dłonie.

- Ach! - krzyknęła - Główkę krokodyla można odkręcić!

Z trzonkiem w jednej, a główką w drugiej ręce aż pokraśniała z zadowolenia. Przyszła jej do głowy nikczemna myśl.

 

CDN

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.