Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Agnieszka Cieślak DZIEŃ, W KTÓRYM PRZYBYLI BOGOWIE

Czasem Werksiński wymykał się z charakteryzatorni i szedł na salę widowiskową. Jeśli zastawał pustą scenę wstrzymywał oddech, upewniał się czy nie ma nikogo, potem zdejmował buty. Przez kilka sekund wdychał zapach pasty do konserwacji drewna i zaczynał swój taniec.

Na początku czuł się jakby stawiał stopy na krach dryfujących po rzece. Nagimi palcami ostrożnie dotykał drewnianej podłogi. Chwilę czekał, by upewnić się czy deska jest stabilna, czy niezawiedzie, nie wyśliźnie się i niczym kra nie odpłynie spod nogi.  Nie miało to związku z fizycznym stanem sceny, ale przecież teatr nie istnieje jedynie fizycznie. Potem  pomału opuszczał stopę. Uświadamiał sobie nacisk drewnianej powierzchni na każdy milimetr kwadratowy skóry i kości palców. W końcu nabierał ufności i przenosił na dotykającą sceny nogę cały ciężar ciała.

 

Pierwszy kontakt nagiej skóry z deskami tym razem pobudził uczucie mrowienia. Skumulowało się ono w ramionach i, powodując lekkie otumanienie, rozpływało symetrycznie po skroniach. Żyję. Kolejny krok, palce dotykają drewna, potem środek stopy i wreszcie pięta. Dobry krok. Żyję. Żeby zwiększyć siłę doznania płynącą z gołych stóp, podwinął nogawki do kolan. Tańczył, biegał, kładł się, siadał, turlał. Ciało rozumiało scenę, scena rozumiała ciało. Nie stoczył się do lodowatej wody, nie zatonął. Żył.

Na rampie płonęły trzy reflektory. Strumienie światła dwóch bocznych kłaniały się i opadały na scenę, obnażając po drodze każdy pyłek. Gdy kierował wzrok naprzemiennie na te dwa słupy światła, widział, jak wirowały w nich cząsteczki kurzu. Drobinki zgubione przez  aksamitne płaszcze królów i muślinowe halki ich nałożnic, szaty szlachetnych mężów, łachy żebraków i szaleńców. Te nitki i pyłki stanowiły poczet świadków i współtwórców sytych i chudych lat Teatru Na Wzgórzu. Przez lata sprytnie unikały czeluści odkurzaczy i matni ścierek. A teraz to on je budził, drażnił, pastwił się nad nimi, władał. Poderwane wznosiły się z drewnianej podłogi. Reagowały na podmuchy rozpiętej marynarki.  Wirowały, burzyły się drażnione stopami młodego boga, dziedzica tych, których duchy właśnie obudził.

Trzeci reflektor, wiszący centralnie nad pierwszym rzędem, oświetlał proscenium. Górował w sercu sali widowiskowej niczym oko Saurona. Jego światło oślepiało. Obnażało. Spalało. Werksiński oszacował odległość. Dzieliły go trzy kroki od centrum rażenia. Trzy kroki, by stanąć twarzą w twarz Sauronem...

- E, baletmistrz! Klara zgubiła zapinkę, a Papkinowi sypią się wąsy. - Sauron przemówił.

 Lecz cóż Sauron, gdy dzisiaj przybyli starzy bogowie? Ich duchy powitały nadejście młodego boga - Lucjana Werksińskiego, który do tej pory skrywał się pod postacią pracownika technicznego Teatru Na Wzgórzu.

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.