Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Włodzimierz Wielgosz PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA

Dzwon dawno przestał dźwięczeć. Ksiądz już poszedł i ludzie się rozeszli, nawet ci znudzeni, ci z łopatami. Został sam. Zrobiło się potwornie pusto. W jednym momencie zrozumiał, że nic nie wie. Nie wiedział, czy ma iść do domu czy do parku, czy odpowiednie kupił kwiaty, czy dobrze dobrał krawat. Nie wiedział czy duszno mu z emocji, czy może przez mżystą pogodę. Nie wiedział czy to dobrze, że tak pochmurno, czy może lepiej, jakby świeciło słońce. Jaka jest najlepsza pogoda na pożegnanie? - przeszło mu przez głowę - Czy w ogóle istnieje dobry dzień na pożegnanie? Skąd miał to wiedzieć. Przecież to ona wszystko wiedziała.

Staruszek stał tak długo, aż poczuł zimną wodę w butach. To go otrzeźwiło. Trzeba się ruszyć - powiedział z przyzwyczajenia, jakby do kogoś z boku. Zrobił krok lewą nogą, podparł się laską, dostawił prawą. Dalej jakoś poszło. Podążył przed siebie, bez celu.

 

Zdawało mu się, że tego dnia nic nie odciągnie uwagi od jego smutku, a jednak się mylił. Dojrzał go z daleka. Był wyjątkowym motylem. Wyglądał jak kolorowa rafa w zimnym i ciemnym oceanie. Siedział ze złożonymi skrzydłami i odpoczywał. Skrzydła były imponujące, o wiele za duże jak na jednego owada. Ich widok pochłonął go bez reszty. Cała tęcza barw z purpurowym oczkiem w środku skrzydła, a wszystko to na szarym, betonowym chodniku. Odpoczywa - pomyślał - dobrze, trzeba odzyskać siły, mimo że zimno, że mży, że taki ciężki dzień. Gdy nie ma słońca, to i chłodem z wilgocią trzeba się regenerować. 

Pokuśtykał bliżej, może zbyt blisko. Motyl jednak nie odleciał. Nie spłoszył go jego ciężki starczy oddech, chlupanie w butach, ani stukanie laski. Czyżby zobojętniał? Może to przez ten chłód? Ale nie, żył. Przewrócił się na bok i bezradnie trzepotał, obijając skrzydło o mokry beton. Na chodniku została tęczowa smuga podobna do rozlanej benzyny - kolorowy obraz klęski. Zrozumiał - był to motyl jednoskrzydły, niesymetryczny, zupełnie nieprzystosowany do życia.

- I co ty biedaku teraz poczniesz, taki niecały, taki w połowie - Delikatnie włożył go do kapelusza i trzymając znoszone nakrycie głowy jak kruche dziecko, wrócił do domu.

W kuchni na stole zrobił mu posłanie z miękkiej waty. Włączył lampkę, by grzała jego pokaźne skrzydło, a na czułki nałożył nektar z wody i cukru. Zdawało mu się, że motyl się uśmiecha.

Poprawił okulary i zaczął się przyglądać. Gdy ten złożył skrzydło wyglądał jak siódmy cud świata. Od widoku kolorów zaparło aż dech w chorowitej piersi, jednak gdy tylko motyl poruszył skrzydłem, obnażał wadę, cały czar pryskał, stawał się śmieszny, wręcz karykaturalny.


Przez chwilę miał wrażenie, że motyl też na niego zerka. Nie wiedział czy motyle myślą, ale ten wyglądał jakby myślał i to bardzo intensywnie. Poczuł się zobowiązany, by go jakoś pocieszyć.

Nie możemy się poddać - powiedział, czując na sobie skupienie małych oczu - Musimy wrócić do życia. Przecież trzeba żyć. Tak, oczywiście, będziemy obijać się o chodniki, będziemy się tłuc jak jaja spadające z góry po kamieniach, ale musimy żyć, nie możemy się poddać. Będziemy się sobą opiekować. Ja ci będę lampkę włączał, nektar na czułki nosił, a ty mi się odwdzięczysz kolorami.

Motyl pomachał skrzydłem, jakby dawał do zrozumienia, przyjmuje warunki.

Siedzieli i wpatrywali się w siebie. Nagle staruszkowi coś zaświtało. Wstał z krzesła i zaczął przeszukiwać mieszkanie. Mam pomysł - powiedział do gościa - zaraz się poczujesz lepiej. Niech tylko znajdę lustro. Przeszedł cały dom. Na miłość boską, gdzie są lustra? Stanął i zastanawiał się ... No tak, nie ma. Wcześniej nie były potrzebne. Przecież była ona. To ona zawsze mówiła, że włosy źle ułożone, że koszula wystaje, że blady, że zmęczony, że jest dobrym człowiekiem... A on patrzył w jej oczy i wiedział, że to wszystko prawda. Lustro nie było potrzebne.

Zamyślił się i spanikował - Skąd teraz będzie wiedział jaki jest?  

Otrząsnął się i smutno poczłapał do pokoju. Zaczął szukać w jej szufladach?. Było, leżało w pudełku ze zdjęciami. Puzderko było małe, otwierało się jak książka, podwójne zwierciadło, wręcz idealne. Wyciągając je, popatrzył na leżące pod nim czarno-białe zdjęcie. Byli tacy młodzi, beztrosko tańczyli, nie zwracali na nikogo uwagi. Wziął zdjęcie razem z lusterkiem i wrócił do kuchni.

Lusterko ustawił pod odpowiednik kątem przed motylem. Ten się wpatrywał, powoli podniósł skrzydło i znieruchomiał. Lustro najwyraźniej dodało mu symetrii. Teraz był doskonały. Mężczyzna nie wiedział, czy motyle się dziwią, ale ten wyglądał na zaskoczonego, zszokowanego w obliczu cudu. Dumnie machnął kolorowym skrzydłem. W lustrze odpowiedziały mu dwa. Uderzył mocniej, jakby chciał się wzbić w powietrze. Wywrócił się i obił. Jednak wstał. Znów podniósł skrzydło. Machał tym razem delikatniej wciąż wpatrując się odbicie ? marzył.

To musi wystarczyć - powiedział do niego starzec i dla towarzystwa położył obok lustra zdjęcie. Motyl patrzył w swoje odbijcie, a on na czarno-białe wspomnienia. Motyl leciał nad kolorową łąką, pośród kwiatów i innych motyli, a on z nią tańczył tango nie przejmując światem. Przez chwilę znów byli symetryczni, naprawieni. Wznosili się, lecieli pod niebo.

Motyl nagle stracił zainteresowanie. Przestał się wpatrywać w swoje odbicie. Odwrócił się do lustra tyłem i popatrzył na człowieka.

- O co chodzi? Już ci się nie podoba?

Motyl dalej patrzył jakby chciał coś powiedzieć. Nie wiem czy motyle są filozofami, ale ten wyraźnie był. Coś usilnie starał się oznajmić, a staruszek usilnie starał się zrozumieć. W końcu pojął. Nasze braki są doskonałe.

 Niesymetryczny motyl to skarb.

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.