Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Agnieszka Cieślak OBOK

Sklep "U. & W. Zalewscy" odwiedzasz, gdy potrzebujesz słoiki do weków, foliowy płaszcz przeciwdeszczowy, szczotkę do czyszczenia garnituru, świeczki lub gwoździe. Jeśli wchodzisz do sklepu po piętnastej, zastajesz za ladą burzę miedzianych loków i przebłyskujące spod nich zielone spojrzenie. To Mela, dziewiętnastoletnia córka właścicieli, Urszuli i Wiktora. Jej loki podskakują jak pajacyki na sprężynowej nodze. Pyta:

- W czym mogę pomóc? - Kontrast między kolorem włosów, a barwą oczu jest tak mocny, że zjawisko to nie może ujść twojej uwadze. Marzysz, żeby Mela podniosła dłonie do czoła, żeby chwyciła miedziane pukle po obu stronach odsłaniając pełnię spojrzenia. Ale żyjąca zasłona z włosów dobrze pełni swoją funkcję. Poza iskierkami zieloności nic się nie przedostaje. Zastanawiasz się, czy dziewczyna jest nieśmiała, co z pewnością tłumaczyłoby jej wizerunek. Obserwujesz ją, gdy odwraca się szukając na półkach towaru. Włosy lekko opierają się na karku, plecy trzyma  prosto. Dziewczyna wraca z dwoma pudełkami świeczek. Patrzysz na jej palce. Paznokcie ma krótkie, ścięte na długość opuszków, równo spiłowane, błyszczące. Jeśli to nie nieśmiałość jest przyczyną ukrywania twarzy, to co nią jest? Odrywasz wzrok od jej dłoni, gdy pyta:

- Białe czy żółte?

- Żółte - mówisz, nie zastanawiając się. I wtedy dzieje się coś niezwykłego. Twoja przypadkowa odpowiedź, powoduje lawinę zdarzeń. Zbieg okoliczności, jest początkiem rozwiązania tajemnicy. 

Mela opiera swoje dłonie na pudełkach ze świeczkami. Pod prawą ręką jest pudełko żółtych, pod lewą białych. Kładziesz na ladzie dziesięć złotych. Dziewczyna zamiast wziąć banknot nadal trzyma dłonie na pudełkach.

- Żółte - powtarzasz, dla pewności, gdyby nie zrozumiała wcześniej, ale nie wywołuje to u niej żadnej reakcji. Dłonie Meli, jak i cała ona, zastygły. 

 

- Zapowiadali przerwy w dostawie prądu. - Twój głos wreszcie budzi dziewczynę:

- Niech pan weźmie białe.

- Dlaczego białe?

- Są lepsze - odpowiada, ale wiesz, że kłamie.

- Jednak wolałbym żółte.

- Nie są na sprzedaż. - Zieleń spod loków robi się bardziej intensywna. 

- Rozumiem - odpowiadasz i bierzesz świeczki spod lewej dłoni. Dziewczyna wzdycha. Zaciska dłoń na drugim pudełku. Dziękujesz i wychodzisz ze sklepu. Zatrzymujesz się przed witryną i czekasz aż Mela wejdzie na zaplecze, wtedy wracasz. Twoje wejście oznajmia dzwonek. Szybko otwierasz i zamykasz drzwi po raz drugi. Chowasz się za szafką z porcelaną.  Mela, nie widząc nikogo, wraca na zaplecze. Ściągasz buty i miękkim krokiem idziesz za nią. Nigdy dotąd nikogo nie śledziłeś i nie przypuszczałeś, że kiedyś to się zdarzy, a już na pewno przez głowę ci nie przeszło, że będziesz śledził nastolatkę dla... Dla zieloności jej oczu?  Jesteś spostrzegawczy i dociekliwy. I proszę, oto dokąd cię to doprowadziło.

                Korytarz prowadzi na podwórze kamienicy. Po lewej stronie stoją pełne regały. Prawa ściana jest pusta, nie licząc zawieszonych na niej zdjęć rodzinnych oraz wnęki, za którą zaczynają się schody do mieszkania. W futrynę nie wstawiono tu drzwi. Otwarte zasłaniałyby wejście do sklepu. Dostrzegasz miedziane loki, które znów przywodzą ci na myśl skaczące pajacyki. Mela wspina się na palce i sięga coś z półki.  Wycofujesz się do sklepu, gdy słyszysz kroki zbliżające się od strony wejścia do mieszkania. Mela też je słyszy, bo gwałtownie odwraca się. W jej dłoni grzechocze pudełko zapałek. Nie widzi cię, patrzy w stronę schodów.

- Mela? - słyszysz męski głos.

- Przynieś świeczki, będą dziś wyłączenia.

- Właśnie sprzedałam ostatnie pudełko.

- Powinny jeszcze być. - Głos zmienia barwę, kroki przybliżają się. Wiktor Zalewski zaraz wejdzie do sklepu. Jest zbyt blisko, żebyś zdążył przejść za ladę.

- Tato!

Kroki cichną.

- Nie ma już świeczek, jestem tego pewna.

Kroki oddalają się.

- Kochanie, trzeba coś wymyślić. Wiesz, jak matka boi się ciemności.

- W ...emności nie ma ...c ...sznego. - Ledwo możesz rozróżnić słowa dziewczyny. Ojciec również ścisza głos, w dodatku stoi do ciebie tyłem, nie rozumiesz co odpowiada. Ostrożnie wychylasz głowę zza regału. Widzisz plecy i tył głowy mężczyzny. Kręcone miedziane włosy, obrastają okrąg łysiny, jak promyki greckiego słońca ze starożytnych malowideł.

- Musimy zdobyć te świeczki. Idź tam - szepce ojciec - idź do sklepu obok.

- Historia się powtarza.

- O czym ty mówisz, dziecko?

- Dwadzieścia jeden lat temu również brakło żółtych świeczek. Pech chciał, a może Bóg chciał, że klienci wciąż pytali właśnie o żółte. Twoja świeżo poślubiona żona złamała zakaz wchodzenia do starej części twojego sklepu z czasów kawalerskich. Znalazła tam nie tylko nienaruszone zapasy świeczek.

- Kto ci o tym mówił? Byłaś u niego? Jak on teraz...? Co jeszcze wiesz? - starasz się usłyszeć każde wyszeptane słowo Wiktora Zalewskiego.

- Wiem, że Feliks do dziś nosi pamiątkę po tamtym dniu. I wiesz co? Teraz nie tylko on je będzie miał.

- Mela, coś ty zrobiła?

- Mówią, że jestem do niej podobna. I do ciebie. Zmywam wasze winy.

Widzisz, jak Wiktor powoli podnosi rękę. Ale gdy już dotyka włosów córki cofa dłoń.

- Jesteś tchórzem.

- Kochanie...- głos Wiktora drży. Ponownie podnosi rękę do twarzy Meli. Teraz już jej nie cofa. Jego palce zagarniają miedziane loki. Możesz zobaczyć jedynie skrawek czoła dziewczyny, twarz zasłaniają barki ojca. Ciałem Wiktora wstrząsa silny spazm. Szlocha.

- Myślałem, że... Jesteś taka piękna...

- Piękna? - dziewczyna parska i chwyta ojca za uniesione przedramię - Piękna znaczy przeklęta!

Chowasz głowę i przyklejasz się do ściany, gdy widzisz, że mężczyzna odwraca się. Słyszysz, że wraca do mieszkania. Dziewczyna wychodzi na podwórze. Zamyka za sobą drzwi. Stoisz na środku korytarza. Patrzysz na wiszące po prawej stronie zdjęcia rodziny Zalewskich. Bez trudu rozpoznajesz na nich Melę w wieku nastoletnim. Jest piękna. Na środku ściennej wystawy zaszczytne miejsce zajmuje fotografia formatu A-4 przedstawiająca siedmioletnią dziewczynkę dumnie trzymającą dyplom z napisem "Jestem uczniem. Melania Zalewska". Stoi przy niej młoda brunetka. Kształt jej ust i nosa przypomina ci twarz dziewczyny z poprzedniego zdjęcia. To musi być jej matka - Urszula. Z drugiej strony stoi około trzydziestoletni mężczyzna. Jego oczy są intensywnie zielone, włosy koloru miedzi. Łagodne zakola łysiny wchodzą na jego skronie. Dłonie ma splecione przed sobą i podobnie jak córka trzyma kartkę. Przyglądasz się. To plan lekcji. Kartka jest odwrócona, ale bez trudu możesz z niej odczytać: "Melania Zalewska" i w samym rogu: "klasa I c" i... zaraz. Spostrzegasz, że Wiktor Zalewski trzyma dwie kartki. Tej drugiej wystaje tylko górny skrawek, na którym zapisano trzy pionowe kreski oraz literę "b". Oglądasz pozostałe zdjęcia. Jest na nich dziesięcioletnia Mela na rowerze przed kamienicą. Jest jej matka - Urszula w letniej sukience na plaży. Jest i Wiktor przed sklepem, jest też cała ich rodzina wewnątrz sklepu. Twoją uwagę zwraca jeszcze jedna fotografia. Musiała być wykonana jakieś siedemnaście lat temu na podwórzu kamienicy. Urszula opiera się o wózek spacerowy, w którym siedzi mała Mela. W tle widać zarys przygarbionej kobiety w ciemnym prochowcu. Kobieta stoi w otwartych drzwiach. Twarz ma odwróconą do wnętrza pomieszczenia. Ktoś w środku, niewidoczny na zdjęciu, trzyma... nie trzyma, ciągnie ją za rękę. Ktoś niskiego wzrostu. Dziecko? Próbujesz wyodrębnić kształt z ciemnej wnęki, ale możesz dostrzec tylko ginący w mroku rękaw płaszcza kobiety. Nad drzwiami, w których rozgrywa się ta scena widać szyld: "W. Zalewski" I wtedy gaśnie światło. Po omacku przechodzisz do końca korytarza i docierasz do drzwi. Uchylasz je. W półmroku jesiennego wieczoru dostrzegasz wejście po przeciwnej stronie podwórza, tak jak na fotografii. Wychodzisz. Froterowe skarpety niewiele mogą zdziałać, gdy stawiasz stopy na zimnym bruku. Musisz uważać, bo kamienie są śliskie. Docierasz do końca podwórza i teraz dopiero możesz odczytać szyld: "U Feliksa". Dostrzegasz ślady poprzedniego napisu, blade kształty: W, Z, A, L, ..., K, I...  Wchodzisz. W pomieszczeniu jest ciemno. Musisz chwilę odczekać zanim wzrok przywyknie. Przedtem jednak pojawia się płomień. Mela? - myślisz. Szacujesz odległość do płomienia. Dwadzieścia metrów. Po oddalaniu się światła świecy widzisz, że dziewczyna idzie jeszcze kilka kroków. Zatrzymuje się i po chwili zapala się kolejna świeca.  Ruszasz w kierunku płomieni. Z ciemności wyłaniają się przed tobą przeróżnej wielkości pudła i opakowane w folie sprzęty gospodarstwa domowego. Światło jest wystarczające, żebyś mógł zauważyć, że na każdym pudle naklejono etykietkę z nazwą sklepu i datą przyjęcia towaru. Idziesz dalej.  Drewniana podłoga od czasu do czasu pojękuje, co mrozi krew w twoich żyłach. Trzeci płomień ujawnia obecność jeszcze jednej osoby. 

- Feliks, postanowiłam coś dzisiaj... - odzywa się Mela.

- Ciii, ktoś tu jest - przerywa jej głos młodego mężczyzny - Ojciec cię śledzi.

- Nie, nie. On wie, że tu jestem.

- Zgodził się, żebyś do mnie przychodziła? A twoja matka?

Dziewczyna milczy. Zapala się czwarta świeca. Światło tańczy, tworząc na obu twarzach upiorne cienie.

- Ktoś tam jest - szepce Feliks. Kucasz chowając się za przykrytą folią kanapą. Wstrzymujesz oddech. Tamci też milczą. Po chwili słyszysz trzask zapalanej zapałki i w pomieszczeniu robi się jeszcze jaśniej. Słyszysz stąpanie, na szczęście odgłosy nie zbliżają się do twojej kryjówki. Głos Meli uspokaja cię:

- Nie ma nikogo. 

Zauważasz, że również kanapa jest etykietowana i także tutaj naniesione są zmiany w nazwie sklepu.  "W. Zalewski" przekreślono i pod spodem napisano: "U Feliksa". 

- Dlaczego przyniosłaś żółte świece?

 Mela nie odpowiada od razu. Boisz się, że w ciszy usłyszą twój oddech. I wtedy dobiega cię odgłos łkania. Rozpoznajesz, że to chłopak. Wiesz, że nie powinieneś tu być. Zastanawiasz się, czy uda ci się wyjść niepostrzeżenie. I gdy tylko dziewczyna znów zaczyna mówić, ty na kolanach skradasz się w stronę wyjścia.  Ale jej opowieść sprawia, że zatrzymujesz się:

- Wiesz, jakiego słowa nie usłyszysz w naszym sklepie? "Obok". Zabroniła go używać. - Dochodzi cię  demoniczny chichot Meli. - Rozumiesz? Obok! "Obok" to przekleństwo i bluźnierstwo. Od tamtego dnia, gdy brakło żółtych świeczek i ojciec wypowiedział znamienne: "Proszę zobaczyć w sklepie obok"; od tamtego dnia "obok" oznacza zdradę. - Mela przerywa. Słyszysz metaliczny brzdęk sprężyny.

- Feliksie, weź go. Na początku chciałam to zrobić sama, ale myślę, że wtedy odkupienie nie miałoby pełnej wartości.

- Nie mogę - szepce chłopak.

- To nic takiego. Nie boję się bólu. Zobacz. Jedna blizna zaczyna się tuż przy uchu i biegnie tak. Właśnie, do ust. Druga...

- Mela...

- Druga tworzy półokrąg. Spokojnie. Ręka ci drży...

Kiedy dociera do ciebie czego jesteś świadkiem i kiedy wreszcie decydujesz się wstać, Mela zapala szóstą świecę. Widzisz ich profile. Siedzą przy stole naprzeciwko siebie.  Feliks siedzi zgarbiony. Jego ręce są nieproporcjonalnie krótkie. Trzyma je wyprostowane przed sobą, pomiędzy nimi na stole leży połyskujący krwią scyzoryk. Kolor włosów chłopak odziedziczył po ojcu, Wiktorze. Pomimo pełnego oświetlenia twarzy nie zniknęła upiorność rysów. Oczy ma mocno zapadnięte, wypukłość czoła ma charakterystyczną dla karłów. Twoją uwagę przyciąga prawy policzek, oszpecony przez zabliźnione podłużne rany. Mela spostrzega twoją obecność. Odwraca się. Włosy wokół twarzy dziewczyny są płaskie i skapują czerwienią. Wreszcie możesz zobaczyć pełnię jej zielonego spojrzenia. 

         Sklep "U. & W. Zalewscy" odwiedzasz, gdy potrzebujesz słoiki do weków, foliowy płaszcz przeciwdeszczowy, szczotkę do czyszczenia garnituru, świeczki lub gwoździe.  Jeśli wchodzisz do sklepu po piętnastej, zastajesz za ladą dziewczynę o zielonym spojrzeniu. To Mela. Jej miedziane włosy zawsze są związane w kok. Loczki, które są zbyt krótkie by mogły być zebrane. Chociaż podskakują wokół jej twarzy jak pajacyki na sprężynowych nóżkach, nie mogą przykryć trzech głębokich bruzd na jej policzku. Mela nie ma zamiaru ich ukrywać. Uśmiecha się witając klientów zielonością spojrzenia.

 

Jeśli czegoś tu nie ma, na pewno znajdziesz to w sklepie obok. Problem w tym, że nie każdy tam trafi. Jest on schowany w podwórzu, niewidoczny z ulicy, w przeciwieństwie do sklepu "U.&W. Zalewscy", który zaprasza dużym szyldem wprost z ulicy. 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.