Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Włodzimierz Wielgosz FUNCLUB

- Ja, przewodniczący klubu miłośników nieczytania książek, ogłaszam nasze coroczne spotkanie za otwarte. My, nienawidzący czytania, jak co roku tłumnie zgromadziliśmy się, aby dać wyraz naszym przekonaniom. Powiedzmy czytelnictwu zdecydowane NIE!

- Nieeeeee! -  przemknęło przez tłum, który rozlał się na boki, aż po same okna i do tyłu, aż po wąskie drzwi.

-  Powiedzmy NIE gryzipiórkom, literatom i pismakom.

-  Nieeeeee! - dźwięk wyrwał się z setek gardeł i złączył się w jeden ryk podobny do ryku dzikiego zwierzęcia.

- Powiedzmy NIE dla bajkopisarzy, eseistów, nowelistów, beletrystów i innych intelektualnych mętów.

- Nieeeeee! - poszczególne twarze stopiły się w jedną wyrażającą ekstazę i szczerą nienawiść.  

-  Bracia, jak co roku zacznę nasze spotkanie od zaprezentowania planu obrad: przed południem zostanie wygłoszona dysertacja pod tytułem: "1001 dowodów szkodliwości czytania. Przyjrzymy się ostatnim naukowym odkryciom wprost ze Stanów Zjednoczonych, Honolulu i Wysp Wielkanocnych. Już teraz mogę uchylić rąbka tajemnicy, że wyniki są jednoznaczne: badacze uważają czytanie za szkodliwe i mówią mu swoje zdecydowane NIE.

- Nieeeeee! - sala zawrzała rozpalona do czerwoności.

- Głównym mówcą będzie przewodniczący naszego klubu, czyli ja - I tu umilkł, oczekując braw nie mniejszych niż wcześniejsze. Tłum widocznie nie zrozumiał intencji i milczał, czekając na dalsze słowa przewodniczącego.

- Można dodawać otuchy brawami - powiedział lekko poirytowany mówca.

 

Tłum zrozumiał.

- Brawooooo! Brawo dla przewodniczącego! - oklaski niczym huk wodospadu zagrzmiały w sali, aż zadrżały okna i zatrzęsły się żyrandole. Zgromadzenie z czerwonego dla odmiany rozpaliło się do białości. Przewodniczący nie śpieszył się przerywać te szczere i zasłużonych owacje. W końcu, gdy oklaski pojawiały się z rzadka, a ich częstotliwość nie przekraczała dwóch herców, kontynuował: 

- Kolejnym punktem obrad będzie czas przeznaczony dla was. Każdy chętny otrzyma pięć minut, aby podzielić się tym, jakiej książki ostatnio nie przeczytał, jakiej nie lubi, a jaką uważa za szczególnie szkodliwą. Tu proszę koleżeństwa o przestrzeganie limitu czasowego i odrobinę kultury, aby nie było jak w zeszłym roku - powiedziawszy to łypnął na tłum spode łba, a  ten spokorniał i wbił oczy w ziemię.

- Następnym punktem będzie .... - mówca nagle urwał... Milczał usilnie wpatrując się w koniec sali. Oczy tłumu podążyły za tym spojrzeniem. Zrobiło się niezręcznie cicho.  

- Ty! Tam na końcu! Co tam masz!? - prowadzący ryknął do mikrofonu. Jego głos był metaliczny i zdradzał poirytowanie.

Grubszy mężczyzna z brodą, w okularach i w zielonym sweterku, stojący pod ścianą, jakby się rozbudził. Podniósł zabłąkany wzrok. Zorientował się, że to o nim mowa. Poczuł jak tysiące oczu wpatruje się w jego osobę. Zesztywniał i pobladł. W odruchu schował jakiś przedmiot za siebie, jednak było za późno. Wszyscy widzieli.

- Pokazuj łachudro co tam masz! - przewodniczący zeskoczył z podwyższenia i przebijając się przez tłum długimi susami zmierzał w kierunku ofiary. Choć teraz mówił bez mikrofonu, głos dziwnie nie stracił metalicznego pogłosu.

- Jak śmiałeś wnieść tu książkę! Nie znasz najważniejszego przykazania naszego klubu - Pierwsza zasada, której nigdy nie wydrukujemy i nigdy nie zapiszemy, ale która będzie żyła w sercu każdego z nas, aż do grobowej deski brzmi...

- Bezwzględny zakaz wnoszenia książek! - ryknął tłum równo jak na komendę.

- Właśnie, bezwzględny, a ty miałeś czelność...?!

Osaczony brodacz zrobił kilka kroków do tyłu, aż oparł się o ścianę. Znalazł się w pułapce. Z przodu napierał na niego rozwścieczony tłum z przewodniczącym na czele, a z tyłu zatrzymywało go zimno betonu.

- Hańba! Zdrada! Prowokacja! - rozległy się oburzone głosy w różnych miejscach sali.  

- Wstyd! Skandal! - dreszcz odrazy przeszedł przez tłum jakby toczyła go malaryczna gorączka.

Przewodniczący już stał przy brodaczu.

- Pokazuj co tam masz! - nakazał głosem nieznoszącym sprzeciwu.

Osaczony, nie widząc innego wyjścia, nieśmiało wyciągnął to, co chował za plecami. W drżącej dłoni dzierżył wielkiego podwójnego hamburgera z dodatkami.

Zapanowało milczenie. Tłum zastygł w bezruchu. Wyraźnie zeszło z niego powietrze.

- Przepraszam, ja z piętra wyżej - ofiara przełknęła kęs niedojedzonego posiłku. Na brodzie widniały resztki musztardy świadczące o tym, że mówi prawdę. ? To znaczy, jestem z klubu obok. Z klubu miłośników zdrowego jedzenia znaczy się. Właśnie mamy coroczne zebranie. Ja tylko tak na chwilę i zaraz wracam.

Przewodniczący spojrzał pod nogi brodacza. Na ziemi leżało puste opakowanie po coli, duży kubełek po frytkach i wielki kubeł po nóżkach kurczaka. To ostatecznie uwiarygodniało jego wersję.

- Fałszywy alarm - przewodniczący odwrócił się do tłumu, a ten jakby zapadał się w sobie i westchnął żałośnie, że tak dobrze zapowiadające się spotkanie straciło na impecie.

- Co tutaj robisz? - dopytywał przewodniczący.

Brodacz spuścił wzrok.

- Nie chciałem przeszkadzać. Zaraz mam główny odczyt o szkodliwości niezdrowego jedzenia... Rozumie pan? Ja też jestem prezesem. Takie prezesowanie to wielkie napięcie. Ja tylko przyszedłem odpocząć... Odstresować się i w ogóle...

Prezes klubu nielubiących czytać zerknął przez ramię na tłum. Szczęśliwie nikt już na nich nie patrzył. Dla pewności ściszył głos do konspiracyjnego tonu:

- A tak na marginesie. Gdzie dokładnie obydwa się to wasze spotkanie?

- Piętro wyżej. Sala 202 A.

 

- Może wybiorę się do was gdzieś po południu - i tutaj dyskretnie uchylił klapę marynarki. W wewnętrznej kieszeni widniał zarys książki. - Wie pan, panie prezesie, ja też czasem muszę odpocząć. Rozumie pan. To całe prezesowanie, przemówienia, stresy i w ogóle.

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.