Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Agnieszka Cieślak FOTEL PILOTA

Pewnego dnia zorganizowałam garażową wyprzedaż. Pierwszy klient pojawił się w samo południe. Kamienna twarz, wełniana czapka, puchowa kurtka i, tak, ręce w kieszeniach. Nie studiowałam psychologii sprzedaży, ale domyślałam się, że te ręce nie rokowały dobrze. Pan Puchowa Kurtka był moją marną nadzieją na pozbycie się gratów.

- Dzień dobry. Malwina Potrańska.

Marna Nadzieja uścisnął moją dłoń zmarzniętymi palcami i szybko schował ręce z powrotem. 

- Błażej Yyy... Błażej.

- Znajdzie pan tu wiele ciekawych przedmiotów. Antyków, pamiątek rodzinnych. A niektóre z nich posiadają wartość, o, nie tylko sentymentalną. Zapewne. Tak, zapewne. - Kurdę, nie studiowałam psychologii sprzedaży. 

- A to co? - Puchowa Kurtka vel Moja Marna Nadzieja, pan Błażej Yyy wyjął ręce z kieszeni i począł przedzierać się w kierunku kąta garażu. Nie studiowałam psychologii sprzedaży, ale... Podążyłam za nim. Pan Błażej zatrzymał się przed kanapą dziadków.

- Wspaniała, nieprawdaż? Jest bardzo, bardzo mocno związana z historią naszej rodziny. Ma swoją tajemnicę. Mogę panu zdradzić. Otóż na tej kanapie moja babka powiła..., a wcześniej, oczywiście...

 

- Nie, nie kanapa. To - wskazał kąt garażu. I w tej chwili wszedł dziadek Józek. 

- Córuś, córuś. 

Dziadek Józek miał wtedy dziewięćdziesiąt lat. Chodził posuwając stopy po ziemi, wydając przy tym odgłos szurania, który przypominał mi dźwięk domowej maszyny dziewiarskiej. Zresztą, maszynę też wystawiłam na sprzedaż. Dziadek nosił na sobie jednocześnie dwa, a czasem trzy swetry, które zrobiła mu jego Halinka na tej właśnie maszynie. Babci Halinki nie było z nami od pięciu lat.

- Córuś, córuś - słyszę od wejścia do garażu, a z wnętrza: 

- Totototo? - Moja, trochę mniej marna, Nadzieja.

- Niech dziadek usiądzie. Dziadek znów w tych papciach papierowych? Po śniegu w tekturkach! 

- Córuś, córuś - wzdycha dziadek Józek i siada na kanapie podpierając się o moje przedramię. Pędzę do Puchowej Kurtki, który przedarł się już do samego kąta rupieciarni. Najpierw omijam kanapę z dziadkiem, na której sześćdziesiąt lat temu babcia Halina powiła moją matkę, potem pokonuję w podskokach telewizor kolorowy Neptun M547 BT oraz wspomnianą maszynę dziewiarską i już szczerzę kły nad ramieniem pana Błażeja.

- To mogę sprzedać za dw..., no, trz...

- Córuś, córuś! - prosto do mojego ucha. Podskakuję, tracę równowagę, ratując się chwytam puchowy rękaw. 

- Dziadek?! - Jakim cudem, tuż za mną, te dziewięćdziesięcioletnie, szurające, wsunięte w tekturowe papcie? Tak szybko? Znienacka? W tym czasie Moja Marna Nadzieja, już nie taka marna, zajęta jest wygrzebywaniem swojego znaleziska.

- Biorę - O, mój Puchowy! Moje Spełnienie! Radość i ulga zaczynają spływać do serca, lejąc słodycz, że warto było wygłupiać się z tą wyprzedażą, rozwieszać ogłoszenia na drzewach, narażając się na mandaty za zaśmiecanie środowiska. Dziadek Józek nadal stoi za mną, czuję jego oddech na moich włosach, ale już zapomniałam, jak bardzo mnie wystraszył. Delektuję się urokiem chwili. Jeśli nie jesteś kobietą, możesz nie zrozumieć, jak wiele szczęścia dają te dni, gdy możesz wyzwolić  się od pamiątek po generałach, nauczycielach, pisarzach, którzy mieli ogromny wpływ na historię twojej rodziny. Te graty... pardon, te skarby, sprawiają ci największą przyjemność, gdy zwalniają miejsce. Dlaczego ich nie wyrzucić, ot tak? Dumę rodu wyrzucić?!

- Ile za to? - pyta pan Błażej.

- A! - przytomnieję - Tak, jak wspominałam trzy... czte...

- Córuś! - krzyczy dziadek Józek. Odwracam się i patrzę w jego oczy. A one robią się inne. Nabierają ostrości. Starcza mgła nadal pokrywa tęczówki, ale gdzieś w okolicach źrenic, przez wąskie ujścia przebijają się błyski. Dziadek wychla głowę i mówi nad wyraz potężnym głosem, to nie to, co zawsze: "Córuś, córuś". Powiada wręcz:

- To nie jest na sprzedaż, ty huncwocie! - do pana Błażeja, Mojej Marnej Nadziei.

- Ależ dziadku Józefie - chwytam chude ramiona - to tylko...

- To fotel pilota! - Dziadek zrzuca moje ręce. Stoję osłupiała. A gdzie: "Córuś, córuś"? 

Za moimi plecami Moja Marna pokasłuje. Odwracam się do niego.

- Proszę się nie przejmować. Proszę nie zwracać uwagi - uspokajam dokładając w gratisie mój uroczy uśmiech. pan Błażej, jakby mnie nie słyszał, nie zwraca też uwagi na gratisy, tylko patrzy na dziadka Józka spod łba. I niby do mnie, niby do staruszka:

- Dam dziesięć...

- Trochę mało. Niech będzie dwadzieścia pięć złotych. Dziadek ma do niego sentyment, sam pan widzi. 

- Dziesięć tysięcy.

Czuję warstwę kurzu, która dziś rano osiadła na moich oskrzelach podczas wykładania gratów. Muszę odkasłać. 

- Dobra, dwadzieścia tysięcy. Może być? - pan Błażej przestępuje z nogi na nogę, dając znać, że czuje się skrępowany moją i dziadka Józka bliskością. Zaczyna się pocić. Jedną ręką obejmuje fotel, drugą szarpie kołnierz kurtki i wyciąga szyję. 

- Nie dam, nie dam, nie dam! - wrzeszczy za mną dziadek Józek. Słyszę śmiech od strony kanapy. Ja się odwracam, dziadek się odwraca. Kanapa się odzywa głosem sąsiada, rówieśnika dziadka, pana Onufrego. 

- A dlaczego, Józiu, ty stary zgredzie?  - trzeszczy Kanapa. Stoję tuż za dziadkiem, widzę jak pod cienką skórą naciągają mu się ścięgna, żyły zmieniają fiolet na purpurę.

- Fotel jest mój - krzyczy dziadek, jego głos nadal nie przypomina tego, od słynnego: "Córuś, córuś". Zaczynam panikować. Nieraz słyszałam o nagłych metamorfozach i o gwałtownych powrotach do zdrowia ludzi chorych i starych. Nie wróżyło to nic dobrego. Nie chcę, żeby dziadek Józek tak tu... teraz, na garażowej wyprzedaży. Pan Puchowa Kurtka, wydaje się być prawdziwie zainteresowany zakupem fotela, nie sądzę, żeby starcze farmazony miały go przed tym powstrzymać. Widziałam jak ściskał ten fotel pilota. Nie kończyłam studiów z psychologii sprzedaży, no ale... Chciał nawet nieźle zapłacić. Ile to? Dwadzieścia tysięcy? Stan dziadka musiał mnie naprawdę mocno wybić z rytmu.

- Dziadku, niech dziadek usiądzie - pcham seniora w kierunku kanapy. Idzie szurając nogami, jak to dziadek Józek. Czuję, że sytuacja wraca do normy. To jeszcze nie dzisiaj. Okrążamy kanapę, tę, na której babcia Halina, moją matkę. Teraz siedzi na niej sąsiad Onufry; na kanapie, rzecz jasna. 

-  Nie usiądę tu, z tym.

- To przecież dziadka kanapa, dziadku - przemawiam do rozsądku dziewięćdziesięciolatka. I widocznie przemówiłam, ale raczej nie do rozsądku.

- Córuś, córuś - odzywa się dziadek swoim typowym dziadkowym głosem i... I ładuje się na kolana sąsiada Onufrego! "Ty zgredo, ty huncwocie,  miernoto wychudła" - tylko tyle udało mi się wyłapać z morza wyzwisk. Wyobraźcie sobie walkę dwóch dziewięćdziesięciolatków. Ciarki na plecach czułam przy każdym chrupnięciu, beknięciu, a nawet przy napadzie czkawki. W końcu obaj dziadkowie padli w rogach kanapy, łapczywie chwytając powietrze.  Pan Błażej nadal ściskał fotel pilota. Bogu dzięki. 

- Tu, o tu pieniądze kładę - mówi i szybkim krokiem zmierza do wyjścia. Widząc co się święci, dziadek Józek schyla się i popycha maszynę dziewiarską prosto pod nogi pana Błażeja. Ten, zasłaniając sobie widoczność ściskanym fotelem pilota, nadeptuje na nią i traci równowagę. Fotel pilota uderza o rant Neptuna M547 BT, a  Moja Marna Nadzieja ląduje w pozycji horyzontalnej i szybko zbiera jakieś rozsypane kartki. Koperty? Listy! Wstaje i wybiega przez bramę.

- Fotel! Fotel pilota! - wołam za nim, przecież był Moją Nadzieją, a fotel nadal w moim garażu. I dwóch obitych staruszków. Nadzieja uciekła. 

 

Wracam do środka. Siadam pomiędzy dziadkiem Józkiem i sąsiadem Onufrym. Nagle sobie przypominam o dwudziestu tysiącach. Odwracam się. Leżą tam. Po stówce. Wstaję, żeby sprawdzić, dotknąć, przeliczyć, obudzić się, przekonać się, że podrobione, cokolwiek. Po drodze spostrzegam jeden z listów, który wysypał się z fotela. "Nadawca: Halina Kolebiak - to panieńskie nazwisko mojej babki. Adresat: Onufry Zarzycki, czyli siedzący tu sąsiad." Czytam: "Onufry, tak, to jest twój syn. Nie mów Józkowi, gdy wróci z frontu. Ode mnie się nie dowie. Listy spal. Żegnaj. Halina"

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.