Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Agnieszka Cieślak GEDEON

-        Ja polityką się nie zajmuję. Rodzinę na utrzymaniu mam. Pełny gar, sucha chałupa to moja polityka. I żeby mi baba nie zrzędziła, że dzieckom smary u nosów wiszą, to i o portki wystarać się dla nich na zimę muszę.

-        Od napaści kraj cały cierpi, to myślisz, że twoje ominie?

-        Niech szkolone barzej staranie o  Matuchnę mają. A bo ja to munki z mojego im nie dał? Ileć to? Nie dalej jak na paschalne żym do stolicy kasztanką zawiózł. Babie i dzieckom odjąłem!

-        Patriota to i krwi Matuchnie nie odmówi, a ty mąkę wypominasz.

-        Ty mi, Byniu, o patriotach nie gadej! Bo wszystkie wiedzą, żeś Midiańczykowi córkę chciał dać.

 -        Dać nie chciałem. Ona iść za niego chciała, bo to książę był. Ale tego nie wspominaj, bo dawnoć było. Przed najazdami jeszcze.

-        A ty myślisz, że dawnej to Midiańczyki dobre były? Złe były, nieobrzezańce! Ale głupie ich w dom przyjmowali, jak lud Pański niby. Trza było obcym... Tfu! Psom! Drzwi nie łotwirać, Byniu!

-        Od jednego Midiańczyka zło nie przyszło. Co jeden znaczy?

-        A wieleć znaczy! Książę był, sam żeś gadał.

-        No, książę. Małej wioski jakiejś...

-        Idź już, Byniu. Pszenicę do składziku wrzucić muszę. Na zimę przygotować. Ino Midiańczykom nie wygodej, gdziem schował.

-        Nie wygadam, na wojnę idę. Pobory są.

-        Idź! Ino się w walce wrogowi dobrze przyglądej. Może lepszejszego księcia dla Ruty znajdzisz!

Gedeon splunął na odchodne za Beniaminem, ale gdy tamten się oddalił spojrzał w niebo. Jahwe milczał, jednak nie oznaczało to, że nie widział, bo On zna myśli serc swoich dzieci. Trzeba będzie jaką owieczkę lub kózkę kupić i do świątyni za grzech zanieść. Boć Beniu, choć nicpoń, jednak do ludu Pańskiego należy, a dzieciom Izraela złorzeczyć jest wbrew zakonowi. Słońce wisiało już wysoko. Ze dwie godziny na gadce zmarnotrawił, a roboty dużo i spieszyć się trzeba. Bandy Midiańczyków krążyły wczoraj w pobliskich wsiach, a wiela to czasu trzeba, żeby konno te parę mil przebyć? Pszenica dobrej jakości była, zbiory średnie. Część zostawił w stodółce przy chacie; wszystkiego schować nie może, bo by się Midiańczyki domyśliły, że ziarno ukrył. A tak, jak ze stodółki wezmą, to przynajmniej te schowane zostaną. Babie o kryjówce nie powiedział, ze strachu wygadać by mogła. Jeszcze by się i jaka nowa kryjówka dla dziecków przydała, bo ta w obórce na zimę się nie nada. Pomarzłyby. Obórka pusta, wołków nie ma; tak grzałyby troszku. Gedeon ostatni worek już układał, gdy jak coś błysnęło przy dębie, jak dmuchnęło potężnie, aż mu skóra na karku ścierpła. Wyłazić z kryjówki, czy nie wyłazić? A już ci, Midiańczyki! Czemuś to, Panie, pozwolił dopaść mnie tym psom? Przeciem za grzech mój żałował i kózkę obiecał. I z rodziną Benia pszenicą też bym się podzielił. A baby mojej ci nie żal? Dobra jest, niewiasta pobożna. Jakże sama maleństwa wyżywi? Bez ojca i o pustych brzuszkach zostaną.

Światło od dębu zelżało, aż zwykła jasność dnia została. Gedeon przyczaił się przy wejściu do kryjówki i czekał aż Midiańczycy wpadną, schowek przetrzepią, jego za szmaty wywleką. Ale do środka nikt nie wchodzi. Czekają, kundle; myślą pewnie, że zasadzka. Gedeon też czekał. Tak go w piersi ścisnęło, że dłużej już powstrzymać oddechu nie mógł, ale jak powietrza nabierze, tamci usłyszą, od razu wejdą, zbiją lub mieczem łeb zetną, jak Dawid ściął nieobrzezańcowi. Gedeon jak pies skończyć nie chciał. Lepiej to niech strzałą przebiją, niż mieliby łeb odciosać. Wyskoczył z kryjówki i woła:

-        Za Matuchnę! - krzyknął i nadal żyje, oddycha, pierś podnosi się łapczywie, powietrze śwista mu w płucach. Nikt nie strzela, nikt nie bije. Pod dębem stoi jeden człowiek, do Midiańczyka niepodobny.

-        Pan z tobą, mężu waleczny! - mówi do Gedeona. Ubrany czysto, widać nie wsiowy. Chyba jaki z tych, co pobory robili.

-        Za pozwoleniem, panie mój.Pan jest z nami? A jakże to, że nam to wszystko przyszło? Gdzie te cuda, co nam ojcowie mówiły: Czy nie Pan wywiódł nas z Egiptu? Tera zaś porzucił nas Pan i wydał Midiańczykowi.

Tamten chyba nie słuchał i zrazu politycznie zaczął gadać:

-         Idź w tej mocy twojej i wybaw Izraela z ręki Midiańczyków. Przecież to Ja cię wysyłam.

-         Za pozwoleniem, panie mój! Czym Izraela wybawię?

-        Ponieważ Ja będę z tobą, pobijesz Midiańczyków jak jednego męża.

Gedeon widzi, że u tego mowa, jak u proroków. Może to anioł Pański tu pod dębem stoi? Sprzeciwiać się Bożej woli nie można, ale kto umie dysputę jak Abraham prowadzić, to i samego Jahwe do swej słuszności przekona. A jak nie? To i ucieczka przed Jego wolą nie zostaje. Jonasz tako uciekać chciał, w rybie potem siedział, a i tak wolę Bożą spełnić musiał. Trzeba do przodków i prawa się odwołać.

-        Ród mój z Manassesytów najbiedniejszy, jam najmłodszy w domu był.

-        Idź i wybaw Izraela - gada tamten swoje. Gedeon pomyślał: nie anioł to; zwidy jakie. Odwrócił się tyłem do niego, idzie składzik zamknąć. Patrzy, a tu schowek pusty, ni jednego woreczka z pszenicą.

-        Okradli! Okradli! - krzyczy.

Tamten w schowku nie wiedzieć kiedy się zjawia, cały świeci, jako wody Jordanu o poranku i mówi:

-        Naród przez wroga jest łupiony. Ty pójdziesz i pobijesz Midiańczyków.

-        A skądeś ty zlazł, lampiriusie* jeden?

-        Z aniołem Pana rozmawiasz.

-        Już ci, nie rozmawiam!

Ruszył Gedeon w stronę chałupy, ale anioła tak szybko się nie pozbędziesz. Lezie za tobą wszędzie. A co gorsza, Najwyższy mu podpowiada to i owo.

-        Twoje drogi jawne są przed Panem, Gedeonie. Sąsiada pszenicę na mąkę zmieliłeś i jako swoją wojsku podarowałeś. Żonę księciu Midiańczyków chciałeś sprzedać, a gdy on o córkę Beniamina zaczął się starać, to przed starszyzną o zdradę sąsiada posądziłeś. Widział to Najwyższy i złe było to w Jego oczach. Teraz jawne staną się twoje grzechy.

Gedeon aż do tej pory nic nie odpowiadał, tylko przed siebie bieżył, chcąc zgubić niebiańskiego posłańca. Lecz gdy ten o jawności wspomniał, Gedeon zaczął błagać:

-        Babie nie gadajcie nic, panie. Ona nabożna kobieta, aniołowi uwierzy, ojcu swemu powie. A teść zrazu swoje całe zabierze. I babę zabierze, i dziecka. I mnie biednego, najmłodszego z rodu Manassesytów, zostawi.

-        Idź, tedy mężu waleczny. Ponieważ ja będę z tobą, pobijesz Midiańczyków.

 

*lampyris noctiluca - świetlik

 

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.