Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Witold Banach KRONIKI LITERACKIE PROWINCJI Historie prawdziwe, prawdopodobne, prawie zmyślone. (fragment 2)

1939

Zastygła chwila

 

Drogi Ojcze,

Dzisiaj ostatni dzień we Florencji, jutro wracam pociągiem do kraju. Szkoda, że kończy się już ten piękny czas. Italia mnie oczarowała. Może poza jedzeniem. Nie polubiłem spaghetti, oliwy i rzymskich karczochów. Nic nie zastąpi mi smaków dzieciństwa, ziemniaków, rosołu i każdej innej zupy ugotowanej przez Mamę. Ale też nie po to przyjechałem do kraju Horacego. Nie wiem kiedy tu wrócę, chociaż bardzo chciałbym jeszcze raz zobaczyć Italię. Na pocztówce słynne Ponte Vecchio - most złotników. Oni podobnie jak ty kształtują metal. Patrzę teraz na Florencję ze wzgórza Michelangelo, z którego roztacza się piękny  widok na  miasto, rzekę Arno  i spinające jej brzegi mosty.

W drodze do Poznania zatrzymam się w Ostrowie 29.VIII.39 (wtorek)

Do zobaczenia kochany Tato

Wojtek

 

                Tyle zmieściło się na kartce pocztowej, którą przed odjazdem zamierzał wysłać ojcu. Poeta powstał z ławki, podszedł na skraj wzgórza i kolejny raz patrzył urzeczony na roztaczający się przed nim widok. W dole rozpościerało się miasto, koiło ciepłą barwą rudawych dachów, nad którymi majestatycznie wznosiły się kopuła Duomo, dzwonnica Giotta, wieża ratuszowa. Słonce kładło się na zachodnim skraju miasta dając srebrzysty poblask żółtawo-zielonej rzece Arno.

                Wojciech przemierzał Włochy od końca maja, przez trzy niezapomniane miesiące.

Wszystko, co wyniósł ze swojej Alma Mater Ostroviensis, tak bardzo szczycącej się swoim klasycznym profilem, gdzie uczono greki i łaciny, gdzie zyskał znajomość mądrych Rzymian i umiłowanie dla ich kultury, teraz - on skromny nauczyciel gimnazjalny - mógł doświadczyć naocznie. Chodząc u stóp Wezuwiusza, z pobłażliwą sympatią przyglądał się pijanym robotnikom w Neapolu. Podobnie jak oni był upojony, lecz chwilą, którą los pozwalał mu właśnie przeżywać. W tym sielskim czasie byli mu równie drodzy jak Horacy - tak przynajmniej kilkanaście lat później napisał w wierszu. Popłynął na Capri, był w Rzymie, Sienie. Został mu ostatni ważny przystanek  - Florencja.

                Zachować ten widok, zawieźć go pod północne niebo ojczystego kraju, gdzie zbierały się ciemne chmury historii, ale tutaj we Włoszech jakoś nie było tego widać. Zresztą nie czytał włoskich gazet, tylko włoski pejzaż: katedry, kampanile, wąskie uliczki, śliskie nieregularne kamienie brukowe. Przysiadywał w tanich trattoriach, przyglądał się prostym ludziom, głośnym beztroskim, swobodnym w gestach. Zazdrościł tego bogactwa śladów historii; w każdym miasteczku kościoły średniowieczne, prawie wszędzie pozostałości czasów rzymskich albo jeszcze etruskich. Pomyślał o swoim rodzinnym miasteczku, do którego był przecież bardzo przywiązany, ale jak te miejsca porównać? Piękny ostrowski kościół farny jest zaledwie jego rówieśnikiem.

 " Byłeś jednym z pierwszych dzieci ochrzczonych w nowym kościele " często powtarzała matka, a chrzestnym był jej brat, ksiądz Roman Wesołowski.

                Cóż jeszcze interesującego mógłby znaleźć w swoim rodzinnym mieście? Kirchę, do której przecież nie chodził - szachulcowy, najstarszy budynek, ale ledwie z końca XVIII wieku. Mauretańską synagogę z cebulastymi wieżami, do której zakradł się w dzieciństwie. I jego szkołę, swojski gmach, w którym zacni profesorowie wzbudzali oczarowanie światem antyku. I to właściwie wszystko.

                Pomyślał, że musi kiedyś wydobyć z rodzinnego miasteczka jakiś czar, pokazać, że dla niego była to przecież metropolia świata. Stamtąd wyszedł, tam się ukształtował, mieszkali w nim realni ludzie, ze swoimi niezwykłymi historiami, jak furia pani Janickiej, która porąbała siekierą suknię od męża, gdy dowiedziała się, że ją zdradził. Temperament iście włoski, chociaż nie zdążył tutaj zauważyć żadnej Włoszki z siekierą.

                 Ostatnie spojrzenie na nieckę, w której położona jest Florencja. Na skraju horyzontu, ale jeszcze nad miastem czerwieniły się chmury, w których topiła się tarcza słońca. Zdawało się, że gdzieś tam daleko miasto pogrąża się w ogniu. Zastanawiał się, czy z tego wzgórza Dante spoglądał na swoje rodzinne miasto, które go wyrzuciło. Czy miał przed oczami podobny widok? Czy schodząc w stronę najbliższej bramy miejskiej, widział podobnie ogniste niebo? Czy pomyślał może, że oto zanurza się w topiel fascynującego miasta, w którym jednak - jak w każdym zbiorowisku - pełno jest ludzkiego grzechu, wszelkiego plugastwa, okrucieństwa. Może właśnie, idąc tędy, myślał o kolejnych kręgach piekielnych?

                Nadszedł czas powrotu. Poeta podniósł wytartą teczkę, która nie pasowała do turysty, ale pasowała do poety-belfra z dalekiego kraju. Ruszył przez Giardini Rosso w stronę krętej ulicy prowadzącej do centrum miasta. Nie przeczuwał wówczas jeszcze, że były to jego pierwsze kroki ku własnym kręgom piekielnym. Następnego dnia na stacji Santa Maria Novella wsiadł do pociągu jadącego w stronę Triestu; tak rozpoczął się jego pierwszy etap powrotu do rodzinnego kraju.

               Kilka dni później dotarł do Poznania, gdzie przywitały go obwieszczenia mobilizacyjne. Za dwa dni miał rozpocząć się rok szkolny, ale zaczęła się wojna. Pierwszego września zobaczył nad głową samoloty z czarnymi krzyżami, usłyszał świst bomb i odgłosy wybuchów, niebo przesłoniły pasma czarnego dymu, czuć było swąd spalenizny. Tego dnia bomby w Poznaniu spadły na Ławicę, dworzec kolejowy, dzielnice Łazarz i Jeżyce, ogródki działkowe na Naramowicach. Historyk, Edward Serwański obliczył później, że pierwszego dnia wojny od trzech bombardowań zginęło w Poznaniu 237 osób.

 

Tekst stanowi fragment projektu realizowanego w ramach stypendium z budżetu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.