Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Witold Banach KRONIKI LITERACKIE PROWINCJI Historie prawdziwe, prawdopodobne, prawie zmyślone. (fragment 5)

1968

Niepokoje księcia Stasha związane z planami literackimi Trumana Capote'a

 

            Widoczne już były światła Wenecji szczodrze rozrzucone wzdłuż horyzontu. Jeszcze tylko godzina i jacht przybije do placu św. Marka. Prawie wszystkim pasażerom "Tritona" udzielało się zniecierpliwienie wynikające z kończącego się rejsu. Z salonu płynęła muzyka, w rytmie której niestrudzenie tańczyli Eric i Allegra. To były ich ostatnie figury taneczne na jachcie, jednak zapewne nie ostatnie tego wieczoru. Zamierzali bawić się dalej po zejściu z pokładu. Książę Caracciolo spokojnie czekał końca podróży w swojej kajucie, może potrzebował trochę samotności i ciszy, choć o jedno i drugie było niełatwo podczas rejsu. Warkot silnika, głośna muzyka i chichot "europejskich łabędzic" - jak je nazywał Truman - sprawiały, że na pokładzie trudno było o spokój. Angella i Lee snuły się gdzieś między barem a swoimi kajutami. Książę Stash stracił je z oczu i szczerze mówiąc nie bardzo interesował się tym, co aktualnie robią. Za godzinę i tak wszyscy razem wyjdą na stały ląd i udadzą się do hotelu, a może tylko część ich bagażu, bo wspólnie lub w grupach wtopią się w magiczne miasto na lagunie.

Witold Banach KRONIKI LITERACKIE PROWINCJI Historie prawdziwe, prawdopodobne, prawie zmyślone. (fragment 4)

1797

Księżna Luiza Fryderyka Dorota Filipina Radziwiłłowa z Hohenzollernów

 zapisuje najstarszą scenkę z miasteczka

Książęca berlinka ruszyła z postoju w Kaliszu. Antoni i Ludwika z Hohenzollernów Radziwiłłowie wracali z Nieborowa, w którym księżna miała okazję zobaczyć posiadłość swojego teścia, księcia Hieronima i słynną już Arkadię urządzoną przez księżną wojewodzinę. Droga była uciążliwa, bo to nie trakty jak w rodzinnych Prusach księżniczki, ale wrażenia z Nieborowa wyniosła jak najlepsze. Księżna Ludwika wracała w dobrym nastroju. Była szczęśliwą żoną, a teraz poznała bliżej rodzinę księcia Antoniego. Całe szczęście, że jej mąż nie wykazywał szczególnego podobieństwa do swego ojca. Starym księciem wojewodą Luiza nie była zachwycona. Uchodził za skąpca i ?nieuczynnego?. Zupełnie inne cechy zauważyła u mężczyzny, z którym będzie dzieliła resztę życia. Książę Antoni był czułym, łagodnym i troskliwym opiekunem. Miał też poczucie humoru i trudno się z nim było nudzić.  Po księżnej Helenie odziedziczył miłość do muzyki i biegłość w rysowaniu. Był też podobny do matki, która na Luizie robiła nieodparcie nadzwyczajne wrażenie. Podziwiała jej urodę, piękna cerę i śliczny kształt szyi u tej niemłodej już kobiety. A przy tym pełna była dystynkcji, która utwierdzała Luizę w przekonaniu, że rodzina jej męża to wielki i szlachetny ród i była dumna z nazwiska, jakim się teraz do niej zwracano.

Witold Banach KRONIKI LITERACKIE PROWINCJI Historie prawdziwe, prawdopodobne, prawie zmyślone. (fragment 3)

1973

Skamandrycie nie pozwalają recytować wierszy w prowincjonalnym teatrze

 

(Wspomnienie starego pisarza w Moskwie)

 

Sędziwy pisarz zbliża się do osiemdziesiątki. Cieszy go piękna pogoda październikowa, która daje mu ulgę we wszystkich dolegliwościach: błędnik, żołądek, bóle w krzyżu, zawroty głowy, zszargane nerwy, po prostu - starość. A jednak porywa się na wyjazd do Moskwy na Światowy Kongres Sił Pokoju. Chyba sam kongres już niewiele go obchodzi, nie pisze nic o "wadze" toczonych obrad.

            Wieczorem przy stole w pokoju w hotelu-molochu "Rossija" (21 pięter, 3200 pokoi i 245 półapartamentów, w latach 60. XX wieku największy hotel na świecie) zapisuje niewielki fragment swojego dziennika. Wspomina spotkanie z dnia poprzedniego, kolację u Jadzi Staniukiewicz, w rodzinie moskiewskich Polaków, którzy tutaj - w sercu imperium sowieckiego -  kultywują polską tradycję: narodową i religijną. Jest również z nimi wdowa po Aleksandrze Mariamowie, redaktorze czasopisma "Nowyj Mir".

Pisarz ostrożnie kosztuje dobre jedzenie: kulebiak i cielęcinę z kalafiorami, żałuje, że po ataku żołądkowym nie może do woli korzystać z radości podniebienia. Ryzykuje, jak zwykle, nie trzymając się zalecanej diety niezależnie od tego, czy jest w Paryżu, Moskwie czy w Stawiskach.  Ach, ta ciągła zachłanność na wszystkie uroki życia.

To spotkanie na chwilę rekompensuje mu gorycz ignorancji w rodzinnym kraju, wśród kolegów pisarzy. Tutaj go chwalą, doceniają, z wyprzedzeniem świętują osiemdziesiąte urodziny, które mają nastąpić za niespełna cztery miesiące. Dostaje broszurę, w której jego sylwetkę twórczą postawiono obok Lwa Tołstoja. Jego próżność została połechtana, ale do książeczki podchodzi na chłodno, nawet pogardliwie:

Zebrała baba wszystkie wiadomości i zestawiła mnóstwo faktów, ale nic z tego nie wynika. Bardzo dla mnie pochlebne porównanie... i koniec.

Witold Banach KRONIKI LITERACKIE PROWINCJI Historie prawdziwe, prawdopodobne, prawie zmyślone. (fragment 2)

1939

Zastygła chwila

 

Drogi Ojcze,

Dzisiaj ostatni dzień we Florencji, jutro wracam pociągiem do kraju. Szkoda, że kończy się już ten piękny czas. Italia mnie oczarowała. Może poza jedzeniem. Nie polubiłem spaghetti, oliwy i rzymskich karczochów. Nic nie zastąpi mi smaków dzieciństwa, ziemniaków, rosołu i każdej innej zupy ugotowanej przez Mamę. Ale też nie po to przyjechałem do kraju Horacego. Nie wiem kiedy tu wrócę, chociaż bardzo chciałbym jeszcze raz zobaczyć Italię. Na pocztówce słynne Ponte Vecchio - most złotników. Oni podobnie jak ty kształtują metal. Patrzę teraz na Florencję ze wzgórza Michelangelo, z którego roztacza się piękny  widok na  miasto, rzekę Arno  i spinające jej brzegi mosty.

W drodze do Poznania zatrzymam się w Ostrowie 29.VIII.39 (wtorek)

Do zobaczenia kochany Tato

Wojtek

Witold Banach KRONIKI LITERACKIE PROWINCJI Historie prawdziwe, prawdopodobne, prawie zmyślone. (fragmenty)

1937

Jerome zauważa z okna  pociągu fragment swojego przeznaczenia (1)

 

Pociąg zatrzymał się na stacji, postój był teraz nieco dłuższy. Stacja przesiadkowa, podróżni jadący ze Śląska mogli się tutaj przesiąść na pociąg do Warszawy, podobnie jak jadący od strony Leszna lub Krotoszyna. Lokomotywa uzupełniała zapas wody, pasażerowie mieli czas na wejście do bufetu. Na drugim peronie, na którym zatrzymał się pociąg, był też kiosk, gdzie można było napić się wody sodowej, kupić słodycze lub nawet zjeść kanapkę. Jednak młody człowiek jadący z Wiednia (po przesiadce w Katowicach, przed przesiadką w Poznaniu) do Bydgoszczy postanowił wejść do budynku dworcowego, w którym zapewne mieścił się większy bufet, a najpewniej restauracja.

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.