Fakty Ostrowskie TV

Reklama

JAN MIODEK O WIELKOPOLSKICH SENTYMENTACH

Z gościem i konferansjerem XII Koncertu Muzyki Wiedeńskiej w Ostrzeszowie rozmawia Wiesław Kaczmarek

 


Okazało się, że mam możliwość spotkania się osobiście z profesorem Janem Miodkiem. Zostałem zaproszony przez pana Marka Cieplika do jego mieszkania . Profesor Jan Miodek odwiedza pana Marka zawsze, gdy jest w Ostrzeszowie. Przyjaźń ta trwa od lat, od chwili poznania tych dwóch panów przez profesora Jana Ślęka. Na umówione spotkanie stawiłem się w oznaczonym czasie. Po krótkiej prezentacji, już rozluźniony mogłem wsłuchać się w rozmowę obu panów. Profesor zaproponował, żebym się - narychtował.  

 prof. Jan Miodek: Wiecie, jak czytam Pilota / M. Pilota i jego słownik gwary, to jakbym czytał książkę wystylizowaną. To jest intonacyjnie inne, ale poszczególne elementy słownikowe identyczne. I ryćka i antrejka (w piwnicy na ryćce stoją pyrki w tytce). I te cukierki - bombony w tycie, a na landrynki mówiono szkloki, ale już na cukierki nie mówicie bombony.


Wiesław Kaczmarek: Nie, nie słyszałem takiego słowa od wieków.

prof. Jan Miodek: Natomiast jeżeli chodzi o język literacki to dialekt wielkopolski dał najwięcej. To jedyny taki region, gdzie nie był syjazytoscyscyzaba, czyli brak mazurzenia w Wielkopolsce. Standard języka literackiego wielkopolskiego to brak mazurzenia sz, cz! Zachowanie się samogłosek nosowych ę i ą . Tak jak w Wielkopolsce obowiązuje w normie ogólnopolskiej. W dialekcie śląskim Górnoślązok powie - jo widza ta krowa, Ślązak opolski powie - widzam tam krowa, a Cieszyniok powie - widzem tym krowę a wy mówicie - widzę tę krowę. Są to różne wersje jednego zdania. Jak jadę z Wrocławia pociągiem do Poznania, do Żmigrodu brzmi polszczyzna standardowa, a od Kępna to już usłyszę - Kolejorz, stoł, widzioł i ta intonacja poznańska... Mówią też baniorz - to kibice Lecha na Kolejorza. Ja pochodzę z kolejowego miasta Tarnowskich Gór.

 

Wiesław Kaczmarek: Jak pan profesor postrzega nasze miasto? Pan Marek opowiadał mi, że obwoził i oprowadzał już kilka razy pana po Ostrzeszowie i okolicy.

prof. Jan Miodek: Moja żona jest z pochodzenia Poznanianką z domu Taczanowska. A jakiś jej pra pra był tutaj starostą ostrzeszowskim, więc ja mam szczególny sentyment do tych ziem, zwłaszcza przez żonę, z którą  jakoś szczęśliwie przeżyłem 47 lat. Może nawet nie jakoś, ale bardzo dobrze .Mamy wspaniałego syna, cudownych dwóch wnuków i te względy rodzinne sprawiają, że ja ziemię wielkopolską szczególnie lubię . Ale myślę, że ja nawet gdybym nie miał żony poznanianki, to i tak bym tę ziemię cenił za jej gospodarność, za jej schludność, za jej estetyczność. Proszę pana, przecież ja dobrze pamiętam jazdy samochodem na Pomorze Zachodnie. Ruszało się z Wrocławia - wiadomo, stolica Dolnego Śląska. Jakoś to wyglądało, ale mijało się opłotki Wrocławia i zaczynały się te ponure poniemieckie budynki, opuszczone, zapuszczone, szare, ciemne, te walące się płoty. I nagle... Szwajcaria... nie ten świat. No właśnie, bo zaczynały się miasta, miasteczka Wielkopolski z tymi cudownymi ryneczkami. Nawet w PRL-u tak było. Jechało się przez te ziemie zupełnie nie z tej ziemi. Jeszcze tylko Piła, a później to już ?Ziemia Koszalińska Wita? i wracaliśmy do tego pejzażu, który opuściliśmy za Wrocławiem. Tak więc Wielkopolska to była ziemia, która nawet w zgrzebnych czasach komunizmu jakoś się trzymała, zawsze estetyczna i kolorowa. Stała ludność, nie to, co ludność napływowa, bo oni nie wiedzieli, czy tam zostaną. A tutaj, u was, ta stabilność. Tak jak w tym mieszkaniu pana Marka czuję ten sentyment, bo wiem, ile ten dom lat sobie liczy i którym pokoleniem jest nasz zacny gospodarz. I jest to ciepło. Spoglądając na te portrety rodzinne, jestem wzruszony, bo właśnie to jest ta ciągłość wielkopolska. A jak sobie jeszcze uświadomię, że wybiła się ta ziemia na niepodległość dzięki właśnie swojej pracowitości, swojej gospodarności... Przecież wszystko to, co najlepsze w historii Polski, stało się tutaj na tej ziemi i tutaj w ogóle państwowość polska się zaczęła, więc ja nie mogę nie mieć tego wyjątkowego sentymentu do was. A potem dobry los chciał, że ostrzeszowianin, Jan Ślęk, którego żona była moją nauczycielką uniwersytecką, tu mnie sprowadził. Później, gdy byłem pracownikiem uniwersyteckim, stałem się również człowiekiem telewizji i wtedy Jan Ślęk w pewnym momencie zaprosił mnie do prowadzenia swoich koncertów jako konferansjera i tak w pewnym momencie znalazłem się w Ostrzeszowie, do którego on wiernie przyjeżdża no i tu się rozpoczęła nasza znajomość z panem Markiem. Ilekroć jestem  w Ostrzeszowie, jestem goszczony tak cudownie. Tylko profesor Ślęk zawsze upomina, żebym nie przyszedł pod wpływem, zresztą i ja go zawsze upominam - Pamiętaj, ja tam przyjdę wesolutki, ale nie bój się, ja sobie dam radę.

Marek Cieplik: Panu Wiesławowi zawsze podajemy rękę, bo to jest jedyna osoba z tutejszych piszących do mediów, która tę tradycję ostrzeszowską, jej historię jak i historię regionu chce pociągnąć, przedstawić młodym i starszym, tym, którzy chcą ją poznać. To jest ważne. Przekazuje moje opowieści, rozmawia z panem Tadeuszem Pacanowskim rannym pod Łomiankami, który już ma 97 lat, ostatnio spotkał się z panem Wiesławem Lachem, a w planach ma dużo więcej.

Wiesław Kaczmarek: Chciałbym wrócić jeszcze do piękna Wielkopolski, podróży, dróg i kolorów. Około roku wstecz bylem ponad miesiąc na terenach Lublin - Nałęczów - Kazimierz Dolny. Piękne te miejsca, lecz gdy tam jechałem autobusem lub samochodem, otoczenie było dla mnie wstrząsająco brzydkie; zaniedbane, ruiny domów nieodbudowane, zarośnięte, bez płotów,  w nieładzie, taki dawny szary PRL.


prof. Jan Miodek: Tak, tutaj jest taki - ordnung/porządek i taka jest - powiem wam - Opolszczyzna. Powiem panu brutalnie: ja przez czterdzieści lat, dopóki rodzice żyli, jadąc do Wrocławia, musiałem mijać ziemię opolską. Miałem alternatywę - albo do tego Wrocławia jechałem przez Opole, albo przez Kluczbork. Tak się ułożyły relacje etniczne, że, jadąc przez Opole, mijałem wsie autochtoniczne, natomiast jadąc przez Kluczbork, mijałem wsie genetycznie śląskie, ale w 1945 roku zajęte przez repatriantów. Znów były to dwa światy. Gdy jechałem tu przez Staniszcze, Chrząstowice, czyli te autochtoniczne wsie, było jak w Wielkopolsce... biało - żółto - kolorowo, kwiaty, pomalowane płoty. Jak jechałem przez Wołczyn - Kluczbork... ciemno, walące się płoty, stodoły itd. Powoli to się dziś wyrównuje, ale wracając do wcześniejszych moich słów, to było pokolenie, które uparcie twierdziło, że nic nie opłaca się w te ziemie inwestować. Tu przyjdą Niemcy i tak było nawet po roku 1980. Oni tkwili w tym zastoju. Ja wam powiem do bólu i szczerze - mój ojciec zmarł w roku 2002. Może był to rok 2001, może już 2002, w każdym razie tata zbliżał się do kresu podróży swojego życia. Tak sobie siedzimy w tych Tarnowskich Górach, tak sobie siedzimy i gadamy. I w pewnym momencie on pyta: Janek, wiesz tak sobie nieraz myślę, może ty to już tego nie dożyjesz, ale co ten twój Marcin zrobi jak kiedyś trzeba będzie ten Wrocław opuścić, bo prędzej czy później on jednak do Niemiec wróci. Proszę zobaczyć myślenie tych ludzi. To było rocznik 1915, żołnierz września i on, ?bidok? na kilka miesięcy przed śmiercią się martwi, co ten jego wnuk zrobi!

Wiesław Kaczmarek: Wracając do koncertu. Czy szykują się niespodzianki ze strony orkiestry dla publiczności?

prof. Jan Miodek: Coś będzie dlatego, że w pierwszej części Jan Ślęk mówił mi: powiedz publiczności, żeby zapamiętali słowa, bo w drugiej części zaprosi do wspólnego śpiewania czegoś z ?Barona cygańskiego?, a w finale ? ?Usta milczą dusza śpiewa?. Poza tym Jan tak świetnie potrafi rozmawiać z publicznością, swymi śpiewakami, że na pewno będą ciekawe jego słowne wstawki z humorem. Ja opowiem w swoich wstępach o muzyce, o związkach Jana Ślęka z Ostrzeszowem, bo wiem, że jego to uczuciowo bierze. Powiem panu, że on 1 stycznia 2016 roku będzie świętował 60-lecie swej pracy zawodowej. 1 stycznia 1956 roku zaczął pracę w Operetce Dolnośląskiej - kupa lat! Jest waszym Honorowym Obywatelem. Być może władze miasta nie zapomną o tym jego Jubileuszu!? Na stare lata takim moim hobby jest śpiewanie w Sygit Bandzie. Jest taki inżynier, który stał się ekonomistą, a dziś jest biznesmenem - Maciej Sygit, utalentowany muzycznie człowiek i on zebrał swoich kolegów muzyków z czasów młodości i pozapraszał ludzi, którzy z nimi - grającymi na różnych instrumentach będą śpiewać. Ja jestem w gronie solistów tego- Sygit Bandu. Razem z rektorem uniwersytetu medycznego - Ziętkiem, razem z profesor Chybicką w różnych miejscach Dolnego Śląska występujemy na koncertach charytatywnych. Nie bierzemy pieniędzy. I lat temu chyba pięć przyjechaliśmy do Ostrzeszowa i daliśmy tu właśnie taki koncert charytatywny, a przed tym koncertem ja miałem spotkanie i wykład z mieszkańcami Ostrzeszowa. Jan Ślęk wtedy też do nas specjalnie przyjechał.

 Wiesław Kaczmarek:  Kilka słów o programie w telewizji, radiu, planach? 

prof. Jan Miodek: "Ojczyzna polszczyzna" była emitowana w latach 1987 - 2007 . W 2007 roku padła, ale w 2009 zaczął się  "Słownik polsko@polski", który nadal nadawany jest przez TV Polonia. Wkażdą sobotę o godz 17.00 jest premiera, a potem kilka powtórek. Od parunastu zaś dni obok "Słownika polsko@polskiego" w TV Polonia emitowane są takie trzyminutowe kawałki zatytułowane "POLSKA z MIODKIEM". Ja przez te trzy minuty omawiam etymologię różnych nazw geograficznych Polski, nazw miast, nazw gór, rzek. Już poszło sześć odcinków, a w tę niedzielę będzie siódmy. Widzowie teraz mogą się łączyć przez Skype, więc się widzimy i rozmawiamy. Jest to jakaś modyfikacja formuły mojego programu "Profesor Miodek odpowiada". "Słownik polsko@polski" ma zasięg ogólnoświatowy i widzę, że oddziaływanie tego programu jest większe niż "Ojczyzny polszczyzny". Mówią do mnie, gdy mnie widzą: o idzie ojczyzna  polszczyzna. Natomiast dla Polaków za granicą ten program, który teraz prowadzę, stał się bliższy. Nie byłoby też wielu moich wyjazdów zagranicznych bez publikacji w TV Polonia, bo tam mnie świat ogląda, a Polacy przede wszystkim zapraszają mnie do polskich szkół. Ostanie miesiące to moje podróże do Irlandii, Paryża, Niemiec, a ostatnio do Belgii. Odbiór tych programów jest teraz bardziej europejski, bo program jest wybitnie skierowany na świat, chociaż widzowie z Polski też się zgłaszają. Na emeryturze planuję również wydać jakieś moje wspomnienia i na pewno będzie kilkanaście zdań o Ostrzeszowie, a może dużo więcej. Jest dziennikarz, który opiekuje się moją rubryką, którą niezmiennie od 1970 roku prowadzę we wrocławskim "Słowie Polskim" (teraz "Gazeta Wrocławska") Prowadzę tam "Rzecz o języku"  To jest też rubryka, od której zaczęło się całe moje życie medialne. Ten dziennikarz chce zebrać te artykuły i gdy będę się zbliżał do emerytalnego wieku, coś ma zamiar wydać . Wspomnę, że nadal drukują moje artykuły w tej nowej "Gazecie Wrocławskiej". Podobnie zresztą w "Głosie Wielkopolskim" oraz w "Polska The Times". Pisałem też jakiś czas do "Tygodnika Powszechnego", gdzie szefował ks. A. Boniecki. Nie trwało to długo niestety. On mi tak ogródkami tylko powiedział: Elita krakowska nie była zadowolona, że ktoś z Wrocławia wchodzi na ich teren i pisze do krakowskiego tygodnika.

  Wiesław Kaczmarek: Tradycyjnie poproszę kilka słów dla naszych czytelników oraz o wpis z autografem. 

prof. Jan Miodek: Cieszę się, że takie gazety regionalne/miejscowe wychodzą. Jest to znak tej nowej, suwerennej Polski. To są właśnie lokalne telewizje, radio i prasa. To jest coś cudownego. Chodzi tylko o to, żeby mieszkańcy to docenili, kupowali, wspierali. Słowo drukowane jest najważniejsze i młodzi to docenią. To jest to, co mnie w tej nowej Polsce cieszy - rozwój mediów lokalnych. Sercem i duszą jestem za i jestem z nimi. Chciałbym na koniec powiedzieć, że Ostrzeszów na pewno nie jest w ruinie! Pozdrawiam wszystkich państwa, wasze piękne miasto, czytajcie prasę waszą i kochajcie swe miasto bo piękne jest.


Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.