Fakty Ostrowskie TV

Reklama

PIOSENKĄ TRZEBA BŁYSNĄĆ - WIERSZ MOŻE BYĆ TAJEMNICZY

(z Marcinem Świetlickim rozmawia Wiesław Kaczmarek)

WK:  Na waszych koncertach sporo się dzieje. Zapytam zatem: co zaśpiewasz dzisiaj w Ostrzeszowie?

MŚ:  Latem i zimą przedstawiam repertuar, który właściwie składa się z moich piosenek z minionych dwudziestu lat. Ale już znudziło mi się granie starych utworów. Gramy trochę z pierwszej płyty, ale już nie tak wiele jak robiliśmy jeszcze niedawno. Wiesz tak mieszamy, mieszamy. Gramy już od roku 1992, czyli tych piosenek się nazbierało. Dzisiaj na  koncercie występujemy bez pianisty, ale ta sytuacja nic nie zmieni. Same utwory na tym nie ucierpią. Będzie surowsze brzmienie, nie będzie klawiszków, ale za to dodałem altówkę i to na pewno wzbogaci koncert . 

WK:  Czy Świetliki to dopełnienie  twórczości poetyckiej czy próba odreagowania?

MŚ:   Chyba raczej dopełnienie. Ale jednocześnie twórczość poetycka jest dopełnieniem muzyki, bo to nawzajem się wszystko dopełnia. Zadebiutowałem mniej więcej w tym samym momencie, kiedy założyłem zespół więc to szło rączka w rączkę, jednocześnie muzyka i książki więc... właściwie nie wiem, co jest dopełnieniem czego.

WK:  Czy interpretacja sceniczna własnego tekstu uwzględnia jakiś określony typ odbiorców, czy jest tylko nieskrępowaną ekspresją?

MŚ:  Tutaj problem polega na tym, że jak sobie uświadamiam, kim jest publiczność, zastanawiam się... powiem tak: Próbę mamy w zakładzie dla ociemniałych i kiedyś poproszono nas żebyśmy z okazji powiedzmy 50-lecia tego zakładu, razem z tymi zespołami, które mają tam próby, dali okolicznościowy koncert, zagrali na takiej majówce. I właśnie, trudno było sobie nie uświadomić, że gra się dla ludzi, którzy nie widzą. Można było wtedy pomyśleć o innej ilustracyjności dźwięków, ale z drugiej strony byłoby to oszustwem zmieniać muzykę ze względu na słuchacza. Oczywiście niektóre sytuacje to wymuszają. Gdybyśmy grali dla dzieci to powstrzymywalibyśmy się od rzeczy brutalnych i nieprzyzwoitych treści. Gdybyśmy grali dla staruszków... (śmiech) Najczęściej występuję w ciemnych okularach, nie tylko dlatego, że mam światłowstręt, ale żeby nie widzieć publiczności. Bo jak skupiłbym się na kimś z widowni i zaczął myśleć nad tym, jak to on odbiera to dopiero zaczęłyby się problemy. Staram się, mówiąc coś do mikrofonu, nie widzieć publiczności. Najczęściej pod tymi ciemnymi okularami mam zamknięte oczy, bo właściwie tak naprawdę gadam do siebie. Jak człowiek zaczyna za bardzo zauważać publiczność i za bardzo liczyć się publicznością, to wtedy się trochę ogranicza!

WK: Do jakiego stopnia przygotowanie płyty przypomina pracę nad złożeniem tomiku poetyckiego?

MŚ:  To jest bardzo podobne. Głównie to ja się zajmuję kolejnością piosenek na płycie, bo każda płyta powinna opowiadać jakąś historię, powinna kończyć się jakąś puentą. Piosenka otwierająca i kończąca płytę to bardzo istotne decyzje. Wiadomo, że piosenka, która jest powiedzmy przebojowa, powinna znajdować się na początku. Taka jest zasada. A układanie książki w sumie też na czymś takim polega. Zarówno płyta, jak i książka ma opowiedzieć jakąś historię to podobna praca i podobny mechanizm. Mimo wszystko jednak chyba trudniej jest pisać teksty do piosenek - jak nie zawierają jasnego przekazu to się nie liczą. A z wierszami nie jest trudno. Wiersz może być tajemniczy, może być niejasny. Czytelnik, czytając tomik, ma więcej czasu na zastanowienie się, rozebranie słów. Natomiast piosenką trzeba błysnąć, przekazać szybko następną. Dlatego są trudniejsze.

WK:  Sukces mariażu Świetlików z Bogusławem Lindą często nasuwa pytanie o to, jacy jeszcze aktorzy wpisaliby się w charakter waszej twórczości? (może  Krzysztof Majchrzak, Andrzej Chyra?)

MŚ:  Zdarzyło nam się też występować z Arkadiuszem Jakubikiem, było to we Wrocławiu. Był świetny, znakomity. W Krakowie z panem Krzysztofem Globiszem. To była ta sama piosenka, którą Linda wykonywał i interpretacja  Globisza była zatrważająco inna od interpretacji Lindy, bardzo ciekawa... on strasznie wrzeszczał, robił to bardzo ekspresyjnie. Pan Bogusław Linda był wyciszony, elegancki, a Globisz - straszna energia. To było dla mnie duże przeżycie. Jakubik też wulkan. Choć wykonał na scenie inną piosenkę. A przed laty z panią Grażyną Trelą wykonywaliśmy jeden utwór i to też było bardzo ciekawe doświadczenie. Aktorzy są zwierzętami scenicznymi, potrafią zagrać nawet rolę wokalisty i to jest ciekawe obserwować ich w takich wcieleniach. Linda się pojawił dlatego, że uważaliśmy, iż on tylko może to dobrze zrobić. Wielu polskich aktorów byłoby w stanie być naszymi wokalistami, zwłaszcza że dużo śpiewania u nas nie ma, więcej wrzeszczymy.  Wracając do podanych przez pana nazwisk: Majchrzak Chyra byliby naprawdę nieźli. Przypomnę też, że w jednym z naszych występów śpiewała z nami pani Edyta Jungowska. Ja nigdy tego wykonania nie słyszałem, ale ci, co słyszeli, zapewniają, że była bardzo ciekawa. Nasze utwory - tak uważam - nadają się na tzw. piosenkę  aktorską, dziwi mnie nawet, że nikt nie zrobił takiego recitalu. W jednym z warszawskich teatrów zrobiono cały spektakl ale się na tyle wstydziłem, że nie pojechałem na jego premierę. Podobno to było niezłe, ale mój wstyd nie pozwolił mi tam być. Takiej dwugodzinnej dawki słuchania swoich tekstów bym nie wytrzymał. Słyszałem kiedyś fragment w radiu, ale byłem tym przerażony, bo to za dużo Świetlickiego na raz.

WK:  Czy obecność Świetlików na rodzimej scenie miała być w zamierzeniu buntem przeciw skostniałej konwencji tzw. poezji śpiewanej?

:  Nie myśleliśmy wtedy, że to jakiś bunt, raczej była to taka oddzielna ścieżka, no bo nigdy nie byłem fanem poezji śpiewanej. Zawsze mnie to drażniło, było takie słodkie. W Polsce w ogóle słabo było z tą tradycją . W Ameryce poeci się garneli do muzyków, było ich mnóstwo. Natomiast w Polsce jak ktoś już śpiewał poetyckie teksty to była to gotowa poezja jak Niemen śpiewający Norwida czy podobne. A poeci śpiewający byli rzadkością. No Stachura śpiewał, ale on trochę słabym był wokalistą. W każdym razie nie było wielkiej tradycji. Zaczynaliśmy od początku, od nowa . O jeszcze Ciechowski jako młody człowiek, pisał wiersze i jakoś wystartował jako lider Republiki i jako poeta. Jego teksty były ciekawe i nietypowe. Ale to było coś innego niż to, co my robimy. Ja nie jestem super wokalistą, więc moje śpiewanie musiało być inne. W ogóle na całym świecie jest tak, że dobrych tekstów jest mało, nie wiem czy to wina poetów, czy wokalistów . Dlatego najczęściej, jeżeli ktoś pisze dobre teksty, to sam je wykonuje. Wiesz, najczęściej piosenki są tak naprawdę o niczym. Poza tym moi koledzy poeci uważają mnie za coś gorszego, że piszę teksty dla młodzieży - główny mój target to właśnie młodzież . Ale to normalne, podoba im się a za chwilę od tego odchodzą. Coś tam w tekstach znajdują. Ja dość jasno i wyraziście piszę. Walę im bezpośrednio, nie opłotkami. Pokazuję zło i chamstwo od dołu do góry, u władzy oraz u ludzi .

WK: Dla grupy, w której warstwa tekstowa utworów jest tak ważnym komponentem, sytuacja koncertu nie jest chyba zbyt komfortowa? Jaki macie patent na uchwycenie intelektualnego kontaktu z publicznością?

MŚ:  Tak, czasem ten kontakt następuje. Może i będzie na takim koncercie jak dzisiejszy w małych salach. Na wielkich scenach trudno o to. Właśnie w takich miejscach jak wasza Baszta pojawiają się sprzyjające warunki. Potrzeba do tego dwóch czynników, publiczności i nas. Nie ma żadnego patentu; kontakt jest albo nie - to magia chwili. Może trochę psychologia tłumu, ale nie zawsze się chce stosować tę psychologię. Czasami chce się skończyć koncert i pojechać do domu, są różne dni po prostu i czasosytuacje .

WK:  Marcin Świetlicki - poeta , pisarz razem z zespołem Świetliki jest Super! Jednak w roku 2014, chodziło o książkę JEDEN, odmówił pan odebrania nagrody "Gazety Wyborczej". Jaki był powód?

MŚ:  No był powód. Chwilę wcześniej podpisałem list protestacyjny przeciwko Agorze, bo jako instytucja wytoczyła proces poecie, Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi za to, że coś tam powiedział źle o Agorze. Zwrócono się do mnie o podpisanie tego listu protestacyjnego. Ja byłem wtedy pracownikiem Agory. Po podpisaniu, co wtedy wydawało mi się słuszne,  od razu zostałem zwolniony z tej pracy, to była ich zemsta. A później chcieli mi dawać jakieś nagrody. Więc i ja uniosłem się honorem - zwolnili a teraz nagroda. Czułbym się sam w stosunku do siebie niefajnie, jakbym w tym uczestniczył. Zresztą ja nie przepadam też za nagrodą Nike - każdą inną bym przyjął, ale nie tę, bo widzę, że to jest raczej nagroda polityczna niż literacka. Dają po prostu swoim. Teraz jestem nominowany do nagrody Szymborskiej i chętnie ją przyjmę, nie będę protestował.

WK: Słyszałem o utworze Złe misie,  że piosenka trafiła w sedno, czy pan się zgadza z tym stwierdzeniem?

MŚ:  Ten tekst wymyśliłem dużo wcześniej, takie sformułowanie - złe misie - i tak chodziłem z tym tekstem i nic. Myślę, że to była bardziej zabawa słowami. To, co ktoś odczytuje z tego tekstu, to jego sprawa.

WK:  Sromota - rok 2013, określana płytą roku, utwór Gotham, prosiłbym coś więcej o tej płycie i utworze.

MŚ:  Dla mnie to jest płyta najbardziej przemyślana. Długo wybierałem, nanosiłem na nią piosenki... bo była nagrana około 8 lat po poprzedniej. Boję się , że nie dam rady jej przebić nową płytą, ona naprawdę jest wartościowa i trudno mi będzie napisać lepsze teksty. O to się boję! Uważam, że na razie nie jestem gotowy na nową płytę. Mam taki trochę okres stagnacji. Dodam, że mam też takie dziwactwo, jak już nagram płytę to do niej nie wracam. Nie interesuje mnie jej los i nie słucham jej. Podobnie jest z książkami, ale czasami muszę wrócić, żeby coś sprawdzić, tylko dlatego. Książka wydana i płyta wydana jest odstawiana na półkę.

WK:  Na koniec proszę coś o piosence  Filandia.

MŚ:  Piosenka miała najpierw gotową muzykę, chłopcy ją grali wielokrotnie na próbach. Widząc, że było to chwytliwe, pomyślałem, że piosenka, która zawiera w refrenie lato, na pewno się zapisze w pamięci ludzi. Bo jak się lato pojawia to natychmiast się robi przebój , no i w sumie to nasz największy

hit. Jest to dziwne bo ten tekst to właściwie rzadkość. Leżałem na podłodze podczas próby i w jakimś notesiku notowałem słowa, dopisywałem jakieś zdania. Ten utwór jest na każdym koncercie inaczej wykonywany.

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.