Fakty Ostrowskie TV

Reklama

CAŁY CZAS JEST TO NASZ MANIFEST

(z Mariuszem Denstem z zespołu LAO CHE rozmawia Wiesław Kaczmarek)

 

WK: Koncert w Ostrzeszowie, czy będzie to promocja najnowszej płyty, czy może specjalnie przygotowany repertuar?

MD:  Cały czas promujemy płytę Dzieciom, która ukazała się w ubiegłym roku. Zagramy więc głównie utwory z tego albumu. Nie oznacza to jednak, że zaniedbujemy miłośników naszych wcześniejszych produkcji, dlatego koncert jako całość będzie miał charakter przekrojowy. Nie wykonamy jedynie piosenek z płyty Powstanie Warszawskie, ponieważ nie komponuje się z typową trasą koncertową. Zachowujemy ją na specjalne okazje wynikające z historycznego kalendarza.

WK: Swój debiutancki album, zatytułowany  Gusła, zespół wydał w 2002 roku, czy może pan wrócić do tego okresu? Jak oceniacie go z perspektywy czasu?

MD: To były takie nasze początki, nasz manifest zespołowy, w którym stwierdziliśmy: chcemy tworzyć muzykę ilustracyjną. Taką, która będzie związana z treściami dotyczącymi obszaru wspólnej tradycji. Chodziło o to, by ludzie z łatwością odczytywali kulturowe skojarzenia i etniczne nawiązania. Gusła opowiadają o czasach zamierzchłych, średniowiecznych. Dotyczą w dużej mierze kresów wschodnich, a jednocześnie inspirowaliśmy się polską poezją okresu romantyzmu. Taka mieszanka różnych elementów, które mogłyby tę ilustrację uwiarygodnić, pogłębić, może rozszerzyć. W tekstach z kolei wykorzystaliśmy  wiele neologizmów i zapożyczeń z kultury wschodnich Słowian.

WK:  Kto więc pisze teksty, a może korzystacie z zewnętrznych źródeł?

M.D: U nas teksty pisze wokalista, Hubert Dobaczewski. Stanowią one bardzo ważną podbudowę kulturową naszych muzycznych ilustracji. Stąd mnogość nawiązań, o których wspominałem przed chwilą.

WK: Następną płytą było Powstanie Warszawskie wydane w 2005 roku.  Wybór tematyki był autonomiczny, czy sugerowany społecznie albo politycznie?

MD: Cały czas jest to nasz manifest, chcemy ilustrować rzeczy w danym momencie dla nas ważne. Tę płytę gramy np. w Muzeum Powstania Warszawskiego lub na koncertach związanych stricte z tym okresem. Dbamy po prostu o właściwą oprawę tej płyty oraz o szacunek dla ludzi tamtych czasów.

WK: Rok 2006 to ponowny występ na Przystanku Woodstock, czy ta atmosfera wam odpowiada?

MD: Tak, duża publiczność, duża trema chociaż to nasz szósty występ na Woodstocku. Lubimy ogromnie spontaniczną publiczność.

WK: 13 Kwietnia 2007 roku zespól Lao Che wyrusza na wspólną trasę koncertową z Armią ...

MD: Graliśmy, bo było nam po drodze z tymi chłopakami, z ich stylistyką. Pojechaliśmy też w inne trasy z Czesław Śpiewa, a jeszcze później z Pink Freud. Lubimy znaleźć zespół, który bratnio się do nas dopasuje. Nie konkurujemy z sobą, to ma być miłe dla wszystkich muzykowanie. Cieszy nas takie wspólne granie w trasie. To ożywcze artystycznie urozmaicenie.

WK:  Płyta Prąd stały / Prąd zmienny, którą promował utwór  Czas,  w opinii wielu słuchaczy nie została oceniona najlepiej, a nawet uznana za najgorszy wasz album. Czy zespół ocenia ją podobnie?

MD: Na ocenie tej płyty zaważyła kwestia tematu. Widać to, że gdy temat jest nazbyt surrealistyczny,  jeżeli nie jest osadzony historycznie czy kulturowo, jak Powstanie Warszawskie, to publiczność ma z nim problem. Ta płyta jest trudniejsza i siłą rzeczy odpowiada mniejszej grupie słuchaczy. Sami potrzebowaliśmy kilku lat, żeby nabrać do niej dystansu.

WK: Album- Soundtrack wydaliście w 2012 roku. Było dużo koncertów promujących tę płytę, jak ten materiał wypadał na żywo?

MD: Płytę zrobiliśmy z brytyjskim producentem, Edim Stevensem Udało nam się go pozyskać i cała nasza sesja, łącznie z miksami, była pod jego patronatem. Teksty są raczej znów surrealistyczne. Płytę dokładnie wydaliśmy 19 października. Promowaliśmy ją singlami Zombi i Dym. Trasę tę rozpoczęliśmy koncertami w Bydgoszczy. To był dobry czas, tych koncertów promujących album było z 32, a może i więcej.

WK  Chciałem zapytać o tolerancję.  Nakręciliście video będące swoistym coming outem i publicznym wsparciem dla osób LGBT. Czy była to wasza inicjatywa i autentyczna potrzeba, czy może zostaliście namówieni do takiej deklaracji?

MD:  Nie. My jesteśmy ludźmi, którzy starają się szanować nawzajem. Zespół istnieje już 16 lat, w tym samym składzie. Ten sam menadżer, ten sam kierowca, jesteśmy grupą przyjaciół. Rozumiemy się, traktujemy się z szacunkiem. Nie ma między nami takich sytuacji, które doprowadzałyby do konfliktów. Ja nawet nie przypominam sobie, uczciwie to mówię, żebyśmy mieli na ten temat choćby drobny spór. Tolerancja dotyczy całości naszych działań. Nie jest to dla nas jakaś kwestia dyskusyjna czy kontrowersyjna. Zajmujemy stanowisko takie, jak podpowiada nam serce, jak mówi nam nasza wewnętrzna filozofia. Tolerancja dla homoseksualizmu wynika z faktu, że w ogóle jesteśmy ludźmi tolerancyjnymi. Pragnęliśmy, aby relacje międzyludzkie były jasne i uczciwe. I ludzie to docenili.

WK: Zapytać też muszę o płytę  Gospel. Ciekawi mnie koncept tego albumu.

MD:  Płyta ta jest zupełnie inna, została wydana zaraz po Powstaniu Warszawskim . Postawiliśmy nie odcinać kuponów tylko odskoczyć od tematu wojennego . Trzecia płyta musiała być całkiem inna. Szukaliśmy też ilustracji ważnego tematu, jakim jest relacja człowieka z Bogiem i jej osadzenie w kulturze . Teksty wszystkie pisał Hubert Dobaczewski. A przypomnę, że najpierw był singiel promujący Drogi Panie. Udostępniliśmy go na stronach wydawnictwa: Open Sources i wie pan, stał się największym komercyjnym sukcesem grupy. Płyta sprzedała się w ilości dużo ponad 30 tyś. egzemplarzy.

WK: Panie Mariuszu, Czarne Kowboje .... 

MD: Tak panie Wiesławie, przypomniał mi pan, że ten utwór, ale i Hydropiekłowstąpienie uzyskały bardzo wysokie notowania na liście Trójki. Zaskoczyło nas to trochę, ale cieszy do dzisiaj! To naprawdę wesoła płyta, takie spuszczenie powietrza, dała nam radość tworzenia. Zresztą ja sam powiedziałem, że Gospel powstawała w takiej aurze naszego zainteresowania samym muzykowaniem, cieszyliśmy się z dźwięku, rytmu. To była dla nas radosna produkcja.

WK:  Mieliście też przyjemność odebrać Nagrodę im. Grzegorza Ciechowskiego...

MD: To wyjątkowa impreza, wiele zespołów, ludzi . Grała reszta składu od Grześka. To były doroczne koncerty poświęcone liderowi Republiki. Organizowano je w toruńskim klubie OD NOWA. To była już ósma edycja i chyba ostatnia w takiej formule. Przypominam sobie, że każdy z tych jego muzyków miał jakieś swoje projekty i z zaproszonymi przez siebie gośćmi prezentował je na scenie. Zapamiętałem Anię Dąbrowską. Śpiewała oczywiście utwory Grzegorza. Na takich imprezach panuje specyficzna atmosfera, przychodzą jakby inni ludzie, są jednością, jakąś wielką ciepłą rodziną. Cały koncert był wspaniały i dało się odczuć, jakby nad nim panował tam gdzieś z góry Grzegorz, kołysał siebie i nas z tą muzą. Tak to zapamiętałem. Ale wracając do nagród,  otrzymaliśmy też z TVP Kultura  w kategorii: Jazz , rock i inne, za płytę Gospel. Później były też MATEUSZE od Trójki. Graliśmy dużo koncertów, płyta była bardzo popularna, miała dobre recenzje i do tej pory jest lubiana; to taki ważny filar w naszej dyskografii.

WK:  Chciałem zapytać czy piosenka  Legenda o smoku to także wasz manifest?

MD:  Faktycznie wymowa tekstu jest dość szeroka, pokazuje wiele płaszczyzn, które są w pewien sposób bolączką. Musimy wrócić do rozmowy o tolerancji, o sprawach LGBT i innych. To jest takie przedłużenie tego tematu. Nie jest to więc w pełnym tego słowa znaczeniu manifest, ale bez wątpienia rodzaj wołania o tolerancję. Jej brak czyni życie nieznośnym.

WK:  Płyta Dzieciom - dla dzieci czy dla rodziców?

MD: Płyta porusza wszystkie kwestie i relacje człowieka dorosłego z dzieckiem. Jest ona dla nas próbą pokazania rodzicom, jakie zagrożenia, jakie sytuacje, jakie mechanizmy rządzą tym światem. My za takie uważamy rozprężenie, rozluźnienie więzi łączących rodziców i dzieci. Może jest to oznaka nowoczesności, pogoń pokolenia lat 1980/ 89 za czymś, czego my, starsi nie mieliśmy. Lizaliśmy tylko szyby Peweksów i gdzieś tam nowin z Zachodu. Takie zachłyśniecie się bogactwem, które robi z tych rodziców praktycznie potwory dążące stania się bogatymi, lecz nie w dobre doświadczenia i prawa, ale w całe to zło świata! Oczywiście, gdy zmęczeni tym biegiem stwierdzą , że był on błędem, zobaczą, że zagubili gdzieś po drodze  dzieci. Pytanie tylko, kogo będą winić, bo jak sądzę, wielu z nich nie będzie miało sobie nic do zarzucenia. A mówiąc najprościej, płyta ta nie jest wcale płytą dla dzieci. Jest dla dorosłych, dla tych, którzy dzieci mają, będą mieć i, co ważne, dla tych, którzy pamiętają, że byli kiedyś dziećmi. Teksty to wyraz zatroskania z lekką nutką dydaktyzmu, co słychać tez w ilustracyjnej warstwie muzycznej. Uważam, że jest to najbardziej żywiołowa i spontaniczna z naszych płyt, a przy tym bardzo śpiewnie melodyjna.

WK: Zapewne często jesteście pytani o to, czy Lao Che powróci do swych korzeni, czyli metalu?

MD: Takie nasze mocne granie było młodzieńczym doświadczeniem i mamy do niego wyraźny sentyment. Nieraz na próbie lubimy wrócić do takich dźwięków. Ale na koncertach także pojawiają się mocniejsze kawałki, często na życzenie widowni. Mówią: nigdy nie mów nigdy, więc  kto wie może coś się zdarzy, że motyw przewodni, tematyka czy stylistyka płyty będzie kiedyś dążyła do cięższego grania. Ale ja bym to sobie zostawił na takie granie po siedemdziesiątce. To byłoby najlepsze połączenie trudu wieku i naszych wówczas umiejętności. Ciekawe czy udałoby się nam wtedy coś jeszcze wykrzesać! Żartuję sobie, ale kto wie? Każdy z nas właściwie zaczynał od metalu. To było naszym wspólnym mianownikiem na samym początku.

WK: Mam jeszcze temat płyty Erotyki .. co pan na to?

MD: Ach  Erotyki Jazzombie! To bezprecedensowy i bardzo interesujący muzycznie projekt. Nikt nie spodziewał się połączenia sił Lao Che i Pink Freud. Pomysł na stworzenie zespołu narodził się w 2014. W skład Jazzombie wchodzi 10. muzyków. Postanowiliśmy wykorzystać twórczość Bolesława Leśmiana, Juliana Tuwima, Emila Zegadłowicza, Jana Brzechwy, dodać do tego pozytywną energię i nasz super  warsztat instrumentalistów. To, mam nadzieję, będzie wydarzenie muzyczne 2016 roku. Poczekamy  i zobaczymy.

WK:  A mogę zapytać o wrażenia z lutowego koncertu w LONDYNIE?

MD: Klub typowo angielski w, którym od lat co weekend odbywają się koncerty. Przyznam, że szczelnie wypełniony . Byliśmy zadowoleni, graliśmy tam drugi raz . Pojawili się również też ludzie z naszych stron, było wspaniale aż do rana. Tam nie można tak odejść po koncercie, szczególnie za granicą Polacy, którzy są  wszędzie, nie pozwolą na to.

WK: Jesteście nominowani do FRYDERYKÓW 2016 w kategorii Rockowy Album Roku za płytę  Dzieciom. No i co?

MD: No i na razie nic, czekamy. Nie ukrywam, że chciałoby się...

WK: Szczerze i najserdeczniej Wam tego życzę

(Dziś wiemy już, że marzenie o Fryderyku stało się faktem. Gratulujemy)

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.