Fakty Ostrowskie TV

Reklama

Powinien być ktoś taki, kto przywala systemowi

(Z Kazikiem Staszewskim rozmawia Wiesław Kaczmarek)

Wiesław Kaczmarek: Z Kwartetem ProForma połączyła cię twórczość twojego ojca, jednak nie od razu się polubiliście. Jak to było na samym początku?

Kazik Staszewski: Tak, zaczęło się nawet dosyć nieprzyjemnie. Jadąc kiedyś samochodem, usłyszałem w radio, że gdzieś tam jest jakiś Kwartet ProForma, który na jakimś tam festiwalu wykonuje piosenki mojego ojca. Przyznaję, bardzo wtedy się zezłościłem. Również i moja mama i spytała mnie: "Co to? Co się dzieje?" Przyznam, że jej złość i moja były zupełnie nie na miejscu, ponieważ jeżeli w ZAIKS-ie nie zastrzeżemy sobie zakazu grania naszych piosenek - a ja jestem jedynym i wyłącznym spadkobiercą utworów mojego ojca i mam nawet papier sądowy - to mogą to robić. Na szczęście były to złe miłego początki. Po jakimś czasie spotkaliśmy się z okazji nagrywania piosenki na płytę Kwartetu ProForma, która wyszła dopiero teraz, a nagrywana była bardzo dawno. Długo się z tym kolebali, jak to nazywam. Potem był koncert - jak sobie przypominam - dla siostry Wojtka. Miał wspomóc jej leczenie. A potem... jak to w życiu. Zaczęły się nasze spotkania i tak trzymamy się razem. Koncerty ProFormy są zupełnie inne od tych, których doświadczyłem do tej pory. Nie ma tam takiego szaleństwa, krzyku, przewrotek i bratania się jak na Kulcie. Jest to raczej sfera, która zawiera dużą dozę teatralizacji, więcej statyki. Tego wcześniej nie miałem możliwości doświadczyć, więc cieszy mnie, że z ProFormą ta możliwość się pojawiła.

 

WK: Do jakiego stopnia osoba ojca wpłynęła na to, co robisz? Ojciec zmarł, kiedy byłeś dzieckiem. Sądzę, że w domu nasiąknąłeś tą atmosferą, dzięki której poczułeś, że muzyka i scena to przestrzeń, w której będziesz się realizował.

KS: Myślę, że tego wpływu nie odczuwałem świadomie. Bardzo lubiłem śpiewać od dawien dawna, więc pewnie mam coś w genach, ale to są raczej sprawy dziedziczne, których człowiek nie za bardzo jest świadom. Tatę oczywiście pamiętam, natomiast bardziej jako architekta, jako wzór, do którego miałem dążyć. Zresztą mama i babcia bardzo naciskały, żebym przykładał się do nauki. Nie patrzyły na to, że mam uzdolnienia humanistyczne, a nie ścisłe i bardzo dążyły, żebym poszedł w ślady ojca. Nie przeszkadzało im nawet, że w ogóle nie umiem rysować. Poza tym ni w ząb nie rozumiałem geometrii, fizyki czy chemii. Jeżeli chodzi o samorealizację w przedmiotach ścisłych, to była to dla mnie bardzo nieprzyjemna trauma, że musiałem siłować się z poczuciem winy i że ani samemu sobie, ani mamie i babci, nie dałem satysfakcji. Z tej traumy wyzwoliłem się dopiero, będąc nastolatkiem, jak przyszła matura, kiedy powiedziałem - nie będzie żadnej architektury. Wybrałem socjologię, wpływ ojca zaznaczył się więc tylko od strony muzycznej. Wiedziałem, że on coś grywał i jestem pewien, że jakaś nieświadoma inspiracja jednak była.

Ja byłem punkiem, a punk łączył się z bardzo prostą sferą muzyczną. Wcześniej słuchałem Pink Floydów, Zeppelinów i wydawało mi się, że oni mają umiejętności dane bogom, a punk rock mi pokazał, że właściwie każdy może to robić, więc ta świadoma inspiracja płynęła z tej strony i taką inspirację, która wynikała z tej czy innej przynależności do subkultury, bardziej poczułem.

WK: Porozmawiajmy teraz o Kulcie. Czy podczas zakładania tego zespołu mieliście świadomość, że jest to głos pokolenia i że będzie to jeden z najważniejszych zespołów w historii polskiej muzyki?

KS: Broń cię panie Boże! Podejrzewam, że nikt takich znaczeń do rozpoczęcia swojej twórczości nie przykłada. Jest znakomity film Martina Scorsese, który filmował Rolling Stonesów. Umieszczone są tam stare fragmenty rozmów m.in. z Mickiem Jaggerem z 1964 roku: Martin pyta -  no i co dalej z wami? Jagger mówi - nagraliśmy płytę, to już jesteśmy tacy trochę bardziej znani w Londynie. Mam nadzieję, że jeszcze ze dwa, trzy lata pogramy. Widzisz, to jest dokładnie tak! Emocja, która towarzyszy takiemu skumulowaniu swoich pasji, ambicji.

Andrzej Stasiuk napisał kiedyś, że właściwie każdy młody chłopak chce grać w kapeli rockowej, a on miał pecha, bo nie miał uzdolnień w tym kierunku, więc musiał zostać pisarzem. Bardzo dobrze, że tak się stało, bo jest dobry w tym co robi. Mnie się udało po prostu jakoś to pociągnąć, ale żeby myśleć o sukcesie na początku - gdzie tam, broń cię panie Boże. To była dobra forma spędzania wolnego czasu i nic ponadto. Była to też forma jakiegoś wyróżnienia się i jakby wyskoku poza tę szarą rzeczywistość. Czy ona była taka szara? Ja wtedy byłem bardzo młody, więc generalnie takie wspomnienia ma się różowe. Była to też forma skumulowania energii i coś, czego nie mogłem poprowadzić w innym kierunku. Była to muzyka. Ten punk rock, prosty w swej formie spowodował, że jakoś się w tej grupie zebraliśmy, a potem wynikły z tego konsekwencje. Stawało się to powoli, powoli, ale - Naj - waż - niej - sze!

WK: Chyba najczęściej w swych utworach wykorzystujesz nazwę Polska. Czy możesz określić siebie jako patriotę?

KS: Oczywiście że tak. Ja jestem związany nawet bardzo lokalnie - jestem Warszawiakiem od urodzenia. Nie wyobrażam sobie zupełnie, żebym miał żyć czy mieszkać w jakimś innym mieście, a w kraju to już w ogóle. Czuję się obco, nawet jak jadę np. do Wrocławia, a jak jadę za granicę to tym bardziej plus do tego bariera językowa, która jest istotna, ponieważ bariera językowa niesie za sobą cały bagaż trudności. Mówię po angielsku, trochę po hiszpańsku, po rosyjsku, ale cały czas mam świadomość, że język niesie za sobą cały bagaż etosu kulturowego, na jakim się wychowaliśmy. Nie potrafię być gdzie indziej. Jestem patriotą, jestem Polakiem, co oczywiście nie znaczy, że nie mam złego zdania o wielu rzeczach dziejących się w moim kraju, ale mam je dlatego, że jest to moje gniazdo i wk?ia mnie to, że w moim gnieździe dzieją się takie rzeczy. Podam przykład z Hiszpanii, w której często bywam - kretynizm czy irracjonalność takich rządów specjalnie mnie nie rusza. To ogląda się jak teatr telewizji. W Polsce natomiast tak. Jestem patriotą ze wszystkimi plusami i minusami tego statusu.

WK: Kult. Czy jest to zespół antysystemowy? W tekstach dokładaliście systemowi komunistycznemu jak i temu, co działo się w Polsce w latach 90'.

KS:  Myślę, że tak. Jestem produktem takiego swoistego konglomeratu i sądzę, że to cały czas tkwi we mnie i bardzo mocno mnie ukształtowało, czyli od tej rebelii punk rockowej i swoiście pojętego anarchizmu, po drugie ideologii rastafariańskiej, która łączyła się z pierwiastkiem metafizycznym, gramami wypalonej marihuany i tak dalej. Był też istotny epizod w moim życiu - studia ze Świadkami Jehowy. Jest to taki mój miszmasz bardzo ciężki do strawienia dla słuchającego moich słów. Jest to jednak podstawa, która czyni mnie bardzo często negatywnym recenzentem systemu politycznego, jaki by on nie był. Powtarzałem, że np. będąc zupełnym gówniarzem i małolatem, tutaj byłem antykomunistyczny, ale gdybym urodził się w Anglii, byłbym przeciwko Żelaznej Damie, chociaż to ona wyciągnęła Anglię z tego ogromnego syfu i którą uważam za jednego z najlepszych polityków XX wieku. Negatywna recenzja każdego systemu takiemu systemowi się jednak przydaje. Powinien być ktoś taki, kto przywala systemowi.

WK: Uczestniczysz w wielu projektach. Być może trudno przychodzi ci odmawianie. Czy wywodzą się one z potrzeby szukania nowego?

KS: Tak, właściwie jedyna rzecz, którą sam wymyśliłem, to jest Kult. Wszystko inne pochodzi ze sfery ciekawych propozycji w stylu "czemu nie?" Sadzę, że nie można się w tym Kulcie zamykać. Jeżeli czuję w tym moje emocje i mój intelekt - jaki by on nie był - i jeżeli mój nos czuje również, to wchodzę w to.

WK: W działalności Kultu dzieje się dużo. Seria koncertów Kult Unplugged, powstaje też nowa płyta. Jak wybieraliście utwory do niej, czy to zestaw najważniejszych utworów?

KS: Nie. Wybieraliśmy je, patrząc, co fajnie jedzie na akustycznych instrumentach. To nie są najważniejsze nasze utwory, bo nie wszystkie nasze numery sprawdzają się w wersjach akustycznych. Gdy zaczynaliśmy tę przygodę z Kultem Unplugged, przegraliśmy niemalże wszystko, co do tej pory zrobiliśmy i to, co zażarło akustycznie, jest w repertuarze koncertów.

WK: Jaka będzie ta nowa płyta?

KS: Jaka będzie? Nie spodziewajmy się, że wymyślimy coś rewolucyjnego. To będzie dobry, stary Kult z naciskiem na dobry. Nawiązując do Rolling Stonesów - po nich nikt się nie spodziewa rewolucji muzycznej i nikt od nich nie oczekuje superpłyty. Tak samo my jesteśmy jakimś bytem, który ma bardzo intensywny sznyt i rys. Staramy się wykonać to, do czego ludzie przywykli i czego od nas oczekują. Kiedy płyta wyjdzie? Nie wiem. Wyznaczyłem taki deadline nagrywania do przyszłej środy. Potem będzie ta nieszczęsna edycja, która się pojawiła w epoce komputerowego nagrywania. Kiedyś tego nie było. Pamiętam, pierwszą płytę nagraliśmy w dziewięć dni, drugą w dziesięć, trzecią w czternaście, czyli to było strasznie dużo. Teraz prawie miesiąc siedzimy przy samych nagrywaniach i zacznie się to edytowanie. Producentem jest Wojtek Jabłoński - nasz gitarzysta, więc na jego ręce to wszystko złożyłem. No i mix. Wydaje mi się, że nie wyrobimy się, żeby płyta wyszła wiosną. Wyjdzie jesienią.

WK: Utworem Kalifat, jaki nagrałeś z Kwartetem ProForma jawisz się niczym prorok. Pozwól, że spytam cię teraz w stylu Grzegorza Halamy: Skąd wiedziałeś, że tak będzie?

KS:  Utwór Kalifat jest inspirowany moim pobytem w Dublinie. Z pomysłem na tę piosenkę nosiłem się dosyć długo. Przyjechaliśmy kiedyś na koncerty Był to koniec września. Zaczynał się rok akademicki. Zajechaliśmy tam do hotelu, który w nocy pełnił funkcję klubu nocnego, rano jadłodajni dla robotników, a w południe restauracji. Przez całą ulicę ciągnęły się miejsca o podobnym charakterze. I to, co ja tam wtedy zobaczyłem (zapewniam, że nie jestem grzecznym osobnikiem i swoje też przeżyłem), to powiem - była to Sodoma i Gomora! Młodzież kompletnie nawalona, która w oczach miała tylko seks, narkotyki i picie wódki, chociaż nie wiem, gdzie oni ją mieścili. Wtedy sobie wyobraziłem taką sytuację, że np. jakiś pobożny muzułmanin tam przyjeżdża i widzi to, co ja. Jest to dla niego piekło na ziemi, które nie jest godne i nadaje się do zniszczenia. Zrozumiałem to - konflikt kultury i idei muzułmańskiej z tą zupełnie bezideową Europą, który jest nieunikniony! Dla nich jest to absolutne zepsucie, a my nie mamy broni, żadnej broni. Europa jest jakby kompletnie pozbawiona jakichkolwiek instrumentów, którymi mogłaby się przeciwstawić tej bardzo silnej idei świata islamu. Czeka nas lub nasze dzieci, wnuki konfrontacja, która może się skończyć bardzo źle.

WK: Czy jest szansa, że El Dupa reaktywuje się chociaż na jeden koncert? Jest wielu ludzi, którzy tęsknią za tym zespołem?

KS: Nie ma szansy. To rozdział zamknięty. Oni chcą, oczywiście i jest powiedzenie - nigdy nie mów nigdy. Ale teraz, to ja nie mam ochoty.

WK: Jak wspominasz 23 Marca 2003 roku, czyli pierwszy historyczny koncert KULTU w Londynie . W Polsce krążą legendy na ten temat, ale tak szczerze, to nikt z nas nie wie jak było naprawdę?

 

KS: Słuchaj, pierwszy koncert  był chyba w Astorii - nieistniejący już świetny naprawdę klub, świetna sala. Zburzono go parę lat później, żeby zrobić wypasioną stację metra. Pamiętam, że przyszedł jakiś dziki tłum. Najważniejszym wspomnieniem było to, że angielska ochrona zgłupiała w ogóle podczas naszego występu! Ale nie tylko oni. Ja też zgłupiałem, bo nagle na scenie przewijało się z 50 osób, które szamotały się i biegały. Powiem tak - ja nie lubię grać na Zachodzie czy w Stanach Zjednoczonych, ponieważ tam ochrona jest panem sytuacji i jakby rządzi. Jest bardzo rygorystycznie. Jednak tam wtedy nie byli w stanie kompletnie zapanować i myślę, że dopiero następne nasze występy pokazały tym angielskim ochroniarzom, jak należy reagować w trakcie naszych występów. Ale ten pierwszy koncert to była Sodomia i Gomoria!

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.