Fakty Ostrowskie TV

Reklama

BLUES BEZ ŻADNEJ KALKULACJI

SPECJALNIE DLA "Faktów Ostrowskich"

 

(ze Sławkiem Wierzcholskim, liderem Nocnej Zmiany Bluesa rozmawia Tomasz Gruchot)

 

 TG: Gdyby prześledzić Waszą karierę od jej zarania, czyli od lat osiemdziesiątych, można dojść do wniosku, że jest to rodzaj bluesowej lekcji, która zaczyna się od solidnego fundamentu standardów, a kończy na pokazaniu licznych możliwości rozwojowych gatunku. Czy było to od początku zamierzone?

 

 SW: Planu nie było na pewno. Zespół w sposób naturalny się rozwijał i dziś, z perspektywy lat widać, że była to dość wyraźna i jasna ścieżka. Działamy już trzydziesty trzeci rok, to naprawdę bardzo długo. Myślę, że po takim okresie wolno mi już stwierdzić, że znamy się po prostu na tym, co robimy. Ale jeśli mogę być szczery, to podkreślę jedno: nie ma w tym żadnej kalkulacji. Gramy muzykę, która zwyczajnie nas fascynuje - dla odbiorców, którzy myślą o niej podobnie. Wszystko, co zdarza się przy okazji, a do tego układa w jakąś logiczną całość, stanowi jedynie dodatkową korzyść z uprawiania tego zawodu.

 TG: A czy nie jest tak, że wszystko, co stanowi otoczkę waszych płyt i występów jest jednak teoretyczną podbudową procesu odbioru, którą z edukacyjnym zacięciem próbujesz przekazać publiczności? Myślę tu choćby o audycjach, jakie prowadziłeś w radiowej Trójce czy o informacjach historycznych przemycanych w ramach konferansjerki.

 SW: Przez trzy lata pracowałem jako nauczyciel angielskiego w studium językowym w Toruniu, więc podejście edukacyjne z natury nie jest mi obce. Jednak musi się to dziać niejako przy okazji, nie możemy się narzucać publiczności, która przyszła się pobawić i zapomnieć na chwilę o dokuczliwej codzienności. Nie ma sensu tłumaczyć im, jaki blues jest fajny i jakie jest jego znaczenie w historii muzyki rozrywkowej, ale można przemycić kilka anegdot lub ciekawostek, w których konkretne informacje i tak są zawarte.

   TG: Tak, to oczywiste, jednak ten widz, który bawi się na waszym koncercie, może również podjąć grę, jaką z nim prowadzicie. Żeby np. w pełni delektować się waszą wersją Summertime, którą zagraliście w finale, dobrze jest wiedzieć o takim utworze coś więcej, znać jego historię i sztandarowe wykonania, bo dopiero wtedy można docenić nową aranżację, grę muzycznymi cytatami i brzmieniowymi aluzjami.

 SW: Zawsze wolę grać niż tłumaczyć, chyba że jedno zawiera się w drugim. Jeśli wyczuwam, że publiczność jest na tym poziomie, iż można puścić do niej oko, czynię to z ochotą. Cytujemy wówczas różne style i gatunki, z muzyką klasyczną na czele. Mam jednak przekonanie, że nie warto być edukatorem na scenie. Dzisiejsza publiczność bawi się na koncercie przy piwie czy drinku i raczej poddaje się atmosferze niż refleksji, raczej odczuwa niż analizuje, szuka częściej pobudzających rytmów niż muzycznych cytatów.

  TG: Ale nie wyklucza to przecież istnienia tego drugiego poziomu komunikacji.

  SW: Bardzo chciałbym, aby ten poziom zaistniał, choć oczywiście powinno się to zdarzyć spontanicznie, a nie w oparciu o jakąś prelekcję płynącą ze sceny. Za bardzo szanujemy publiczność i wierzymy, że nie trzeba nikomu tłumaczyć rzeczy dla nas oczywistych. Z drugiej jednak strony, cieszymy się, gdy nasz słuchacz wyposażony jest w konkretną wiedzą, bo wówczas łatwiej mu docenić nasze starania aranżacyjne i pracę, jaką włożyliśmy w nadanie nowego, współczesnego brzmienia bluesowym standardom.

  TG: I właśnie w tym rzecz. Kiedy was się słucha, trudno pozbyć się wrażenia, że stoi za wami całe to zaplecze intelektualno-historyczne. Często na własny użytek nazywam was Intelektualną Zmianą Bluesa. Bo tutaj nie ma przecież czystej zabawy?  Ale chciałbym zapytać o coś zupełnie innego. Blues ostatnio stał się muzyką bardziej elitarną niż egalitarną, zatracił więc po części swą pierwotną funkcję społeczną. Czy ma jeszcze szansę stać się na nowo zjawiskiem socjotwórczym?

 

 SW: Z pewnością tak. Historia bluesa to sinusoida i w tej sinusoidzie mieści się nie tylko popularność gatunku, ale także sfera społecznego oddziaływania. Nie należy tu niczego wymuszać lub przyspieszać. Do niedawna jeszcze, gdy żył Stevie Ray Vaughan, byliśmy w górnych partiach tego wykresu. Dziś sinusoida zainteresowania nieco opada, bo czekamy na artystę równie ważnego i równie wpływowego. Takie zespoły jak nasz to jednak zupełnie inna sytuacja. Mamy swoją publiczność, dla której gramy od lat i nie chodzi nam o inny wpływ na ich życie niż ten, że poprawiamy nieco jego komfort. Do tego nie musimy myśleć globalnie o socjologicznej funkcji bluesa, choć oczywiście jesteśmy jej świadomi.

  TG: Często można się spotkać z dość upraszczającym stwierdzeniem, że blues w swej rdzennej postaci skończył się wraz ze śmiercią Johna Lee Hookera. Czy Ciebie jako znawcę tematu nie irytują takie łatwe cezury?

  SW: A co to w ogóle oznacza "rdzenna postać"? Równie dobrze możemy twierdzić, że rdzenny hip-hop też się skończył, choć znacznie młodszy od bluesa. Ale czy my jesteśmy kustoszami jakiegoś muzeum? Coś się kończy, coś innego się zaczyna. Chodzi o to, by muzyka poruszała ludzi, tak jak to miało miejsce na dzisiejszym koncercie. Muzyka cały czas ewoluuje, a my razem z nią. Jeżeli w roku gramy około osiemdziesięciu koncertów, a na każdym około pięć bisów, zapełniamy często pokaźne sale, to nie ma sensu wsłuchiwanie się w utyskiwania malkontentów, że blues rzekomo się skończył.

  TG: Mam czasem takie wrażenie (choć pewnie zabrzmi to nieco górnolotnie), że z bluesem jest trochę tak jak ze starożytnymi porządkami architektonicznymi. Pozostają niezmienne, ale wykazują wyjątkową łączliwość z dorobkiem wieków późniejszych. Czy takie przekonanie również jest Ci bliskie?

  SW: Oczywiście, że tak. W obu przypadkach mamy w końcu do czynienia z filarami kultury. My staramy się mimo wszystko nie oddalać przesadnie od trochę zapomnianego już dziś wzorca i dlatego cieszy nas, że ciągle znajdują się ludzie gotowi przyjść i kupić bilet. A że czynią to świadomie, dowodzi tego dzisiejszy koncert, gdzie publiczność z jednej strony bawi się, a z drugiej z łatwością wychwytuje tę łączliwość, wszelkie aluzje i cytaty, o których wcześniej wspominałeś.

  TG: Komplement pod adresem ostrowskiej publiczności?

  SW: Komplement i ukłon w podziękowaniu za wspaniałą atmosferę.

  TG: To raczej my dziękujemy za niepowtarzalny koncert i jego przedłużenie w postaci naszej rozmowy.

  SW: Wszystkim życzę pomyślności i najlepszego bluesa w Nowym Roku.

 

 

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.