Fakty Ostrowskie TV

Reklama

BEZ LUDZI NIE BYŁOBY NAS I KONCERTÓW

(z muzykami zespołu Enej rozmawia Wiesław Kaczmarek)

 

 WK:  Czy mieliście możliwość obejrzeć nasze miasto? 

- Zawsze przy okazji koncertu staramy się coś obejrzeć, zwiedzić. Nie zawsze to się jednak udaje. Czas wciąż nas goni, trzeba zrobić próbę, omówić koncert, odpocząć też. U was byliśmy sporo wcześniej, więc taka możliwość powstała. To, co widzieliśmy, to ładne miasto i dużo przyrody. Mieliśmy także możliwość obejrzenia waszego boiska / stadionu Orlika i pograliśmy w piłkę z mieszkańcami miasta, którzy akurat tam byli. My lubimy ruch, sport i był to dla nas prawdziwy relaks i odpoczynek, co być może was nawet zadziwi, ale to prawda. Przez tę niedługą grę będziemy sprawniejsi na scenie. Zobaczycie! 

WK: Przy okazji rozmowy o piłce nawiążę do Mistrzostw Europy i zapytam, komu kibicowaliście w meczu Polska - Ukraina?

- Wiesz, my bardzo nie lubimy, gdy gra Polska z Ukrainą. Przyznaję szczerze, że zawsze mamy wielki dylemat, a nasze serca są równo na pół podzielone. Liczyliśmy, że wygra lepszy w walce fair play i tak się stało. Polska była lepsza od Ukrainy, była bardziej zdyscyplinowana. Poza tym drużyna polska pokazuje, że jest fajną paką zgranych przyjaciół, a to jest bardzo ważne. Znamy to z autopsji, bo i zespół piłkarski i zespół muzyczny na scenie musi tworzyć jedność. Wiadomo, że są lepsze i gorsze dni, ale polscy piłkarze są razem i to widać. Polska ma teraz naprawdę fajną drużynę i dlatego trzymamy za nią kciuki. Już dużo zrobili i wiemy, że stać ich na więcej. Jeżeli chodzi o Ukrainę, mają się od kogo uczyć. Czekaliście długo na taki zespół i udało się. Czas na to, żeby w czwartek Ronaldo znowu trochę popłakał [rozmowa odbyła się przed meczem Polska - Portugalia - przyp. WK] 

WK: Zespół Enej powstał z fascynacji muzyką ukraińską i to na niej głównie się skupialiście.

- Tak, zgadza się. Od tej muzyki zaczynaliśmy na samym starcie. Zespół ma korzenie ukraińskie, a jeżeli chodzi o podział członków w zespole, to nie była to nigdy rzecz wymuszona. My też szukaliśmy jakiejś niszy, jakiegoś nurtu lub języka, który wpasuje się w lukę muzyczną. Całkiem jednak tak nie było, bo ta kultura żyła z nami od urodzenia i  była w naszych domach, więc ta fascynacja kulturą ukraińską jest w nas od zawsze. Cieszy nas to, bo my, młodzi ludzie chcemy jednoczyć narody polski i ukraiński, pokazywać radość, zabawę, wspólnie się uśmiechać i nieść przyjaźń między nami. Tak blisko graniczymy z sobą i głupotą byłoby nie lubić i nie szanować się wzajemnie. W sporcie można zdrowo rywalizować, natomiast w życiu trzeba żyć w przyjaźni. Nasze koncerty pokazują, że lubimy się nawzajem i o to nam chodzi. Koncertów gramy bardzo dużo i nigdy nie zdarzyły się negatywne oceny od organizatorów czy publiczności. Muzyka nie zna granic, nie ma barier i tak - sądzimy - będzie dzisiaj. 

WK: Staracie się też wesprzeć swój naród ukraiński. Powstał specjalny utwór... 

- Tak jest. Napisaliśmy piosenkę Bilia Topoli, która nie mówi bezpośrednio o tym, co się dzieje, tylko w bardzo metaforyczny sposób, a kto rozumie jednak język ukraiński, łatwo może zinterpretować tę piosenkę. Co my możemy więcej zrobić? Pokazujemy to muzyką lub swoją postawą i jest to nasza broń - namawiać do zgody i przez muzykę pokazać, że cierpią ludzie po obu stronach, bo wojskowi najczęściej nie patrzą na tragedię i nie liczą się z cywilami. Ci zwykli ludzie nie zasłużyli na to, więc jedyne, co możemy my zrobić, to śpiewać i wejść w serca tekstami tak, żeby nastał spokój, żeby ruszyło tych ludzi sumienie i wyzwoliło się w nich dobro. Możemy mieć nadzieję, że ta sytuacja kiedyś - i oby jak najszybciej ? się unormuje. Wspomnijmy też, że narody słowiańskie mają tę pozytywną potrzebę radości, bliskości i życzliwości dla drugiego człowieka, bo polityka to polityka, a ludzie chcą żyć w spokoju i szczęściu - wierzcie nam - wszędzie! Byliśmy w Kijowie po raz pierwszy w marcu, Ludzie zaprowadzili nas w te tragiczne miejsca, wytłumaczyli i opowiedzieli o tych strasznych rzeczach. Doświadczyliśmy sporo życzliwości, która pokazuje ich otwartość, potrafią się dzielić z innymi. Ta jedność między nami jest naprawdę konieczna!

WK: Chciałbym was pozdrowić od mojego przyjaciela Sławka Orwata z Anglii, który przeprowadzał z wami wywiad do Muzycznej Podróży w kwietniu 2016... 

- Dziękujemy, pamiętamy, super facet, przemiły..

...oraz zapytać o waszą muzykę. Idziecie trochę w stronę popu, czy nadal pozostajecie przy folku?

- Powinniśmy poszukać znaczenia słowa pop - bo jest ono bardzo ogólne - i pomyśleć, czy chodzi o styl jako pop, czy też o - inaczej mówiąc - muzykę popularną Jakkolwiek by to wyglądało, my będziemy nadal trzymać trzon folkowy, który może być słyszalny w utworach mniej lub bardziej, ale będzie zawsze obecny. Instrumentarium mamy tak duże i tak różne, że możemy robić barwną, kolorystyczną muzykę i pozwolić sobie naprawdę na wiele. Wydaje mi się, że znaleźliśmy już jakiś gatunek muzyki, styl, w którym nie chcielibyśmy się jednak zamykać. Nasz młody wiek sprawia, że szukamy czegoś innego, świeżego. Nie, raczej w stronę popową nie pójdziemy, chcemy grać dla ludzi skocznie i rozpoznawalnie. Cały czas szukamy inspiracji np. dwujęzyczna płyta z kolędami, ale folk pozostanie, bo on zawsze w nas  był, jest w i będzie.

WK: Wasza radość na scenie to wasze naturalne zachowanie, czy trzeba było się tego nauczyć, wyreżyserować? 

- Tak żyjemy i tak się zachowujemy. Na scenie staramy się pokazać naturalnie, gramy i pokazujemy nasze emocje. Muzyka tak działa. Ci, co grają na instrumentach, wiedzą o tym i nie trzeba ich przekonywać. Nie jesteśmy robotami i bywają dni gorsze, kiedy jesteśmy zmęczeni i wtedy być może tej energii jest w nas mniej. W końcu tych koncertów jest dużo, ale i na to mamy sposób - włącza nam się tryb pracy i wiemy, że musimy takimi być na scenie, bo ludzie tego oczekują. Ten mus jednak najczęściej trwa tylko jeden, dwa utwory i szybko wracamy w to naturalne zakręcenie rytmu, ruch naszych nóg i rąk. W końcu też dochodzi do nas ta wielka energia, którą otrzymujemy od widowni. Wierzcie, to jest coś fantastycznego. Kiedy schodzimy ze sceny, jesteśmy po prostu "dętka" - naturalnie umęczeni, ale na scenie są w nas endorfiny! Nam granie koncertów sprawia radość i nie ma w nich sztuczności.

 WK: Coś niedługo zadzieje się w Zakopanem... 

- O tak! 5 sierpnia na Gubałówce. Jest tam Festiwal, coś w stylu najwyżej zagrany koncert świata. Będzie to konkurs młodych zespołów, suportów grających przed koncertami. My też kiedyś tak zaczynaliśmy, więc zachęcamy do udziału. Będzie to najlepsza forma promocji dla tych, co zaczynają. Ponoć już bardzo dużo jest zgłoszonych zespołów, nagrody też ponoć są kosmicznie fajne, więc warto tam być. 

WK: Spodziewaliście się, że wasza nazwa zespołu może spowodować pewne reakcje polityczne?

- My to pytanie mocno zbijamy. Tyle razy już odpowiadaliśmy i tłumaczyliśmy. Nazwa zespołu - Enej - wywodzi się z kultury ukraińskiej, z książki, więc nie ma co gdybać. Nikt z nas się nie spodziewał, że to pójdzie w stronę polityczną. My się w 100% od polityki odcinamy. Powiem tak - zarzut stawiany w związku z tą nazwą jest absurdalny, podczas gdy zespół jest dwunarodwościowy i chce łączyć obie kultury, więc omijamy to. Kultura ukraińska i kultura polska, które były już wieki temu... łączmy się i kochajmy jako narody i ludzie i zostawmy politykę.

WK: Mając dwie płyty na swym koncie i wiele już nagród festiwalowych, zdecydowaliście się na program telewizyjny typu talent show. Dlaczego?

- Chcieliśmy zaryzykować, spróbować czegoś nieznanego, poddać się ocenie. Były głosy - zastanówcie się, może być świetnie, ale gdy ocenią was źle, może wam to zaszkodzić. Baliśmy się, czy nie stracimy tego, co już zdobyliśmy przez tych kilka lat u naszej wymagającej publiczności klubowej, nie do końca przekonanej do tego światka medialnego. Spróbowaliśmy. Wybraliśmy jednak program, w którym mogliśmy grać swoje piosenki, gdzie mógł wystąpić cały zespół, a nie tylko wokalista, gdzie można się ubrać jak się chce, czyli tam, gdzie mieliśmy wolną rękę i udało się wygrać. Naszym celem początkowo było, żeby pokazać się jeden raz. Jeden występ w telewizji to reklama i tak jakbyśmy wykonali z 50 koncertów! Na tym nam zależało. To jest tak, jak z polskimi piłkarzami - najpierw oby wyjść z grupy, a następnie dalej i może na sam szczyt. Nam się udało wygrać i Polsce życzymy tego samego. Wspomnę jeszcze, że były też i obawy, co zrobimy, gdy się nie uda, czy producenci nas zechcą, a ci co już z nami są, czy nie wypowiedzą nam umów, a jeśli wygramy, to może będą ingerować zbyt mocno w nasze teksty, muzykę, w naszą swobodę...  strach był! Brało się też to z tego, że takie zespoły undergroundowe, trochę niszowe, jak my stracą w potyczce z mediami, a słuchacze nas opuszczą. Kilka lat temu tak było, że nie wypadało grać w telewizji i wielu na tym straciło. Przykładem dla nas był jednak zespół Hey, który grał w Sylwestra w telewizji i nic się nie stało, a fani ich nie opuścili. Więc wyszło nam, że tak można. Powiem tak - nas to cieszy i utrzymujemy swoją karierę w bardzo muzyczny sposób. Uważamy, że wszystko zależy od artysty, także i to, czy telewizja ma pomóc muzycznie, czy tylko informować jakim np. muzyk jeździ samochodem.

 WK:  Pytanie o platynową płytę Paparanoja z lutego 2015. Zbudujemy dom, Kamień z napisem LOVE. Jak powstają te przeboje, a raczej kto je pisze? 

- Piszemy razem teksty i muzykę. Ja pisze teksty, a Piotrek albo je przyjmuje albo nie i pisze muzykę. Oczywiście głos ma cały zespół, jednak to my rozpoczynamy dzieło tworzenia. Staramy się w całości dyskutować nad piosenką, przyjmujemy zarzuty i poprawki. Na początku jednak trudno stwierdzić czy będzie to przebój. Nasza muzyka ma korzenie słowiańskie, więc jest bardzo melodyjna. To już jest atut, który automatycznie stawia tę piosenkę w lepszym szeregu. Dochodzi do tego serce i chęć stworzenia przeboju, więc dwa punkty na plus, przez co łatwiej wpada w ucho! Wydaliśmy przez pięć lat dziewięć

singli, które ulokowały się wysoko na listach, więc nie jest źle. Tym bardziej, że działamy sami i jesteśmy też trochę taką fabryką. Mamy własne studio, menadżera i nie korzystamy z pomocy osób trzecich. Może właśnie to nam pomaga. Nikt nam nie ingeruje w muzykę, ani w stroje, ani gdzie i jak mamy zagrać. Skromnie stwierdzamy, że dzięki naszej pracy jesteśmy dobrym zespołem koncertowym. Dla nas koncertowanie i nagrywanie płyt jest równoważne. Nie powstaliśmy w studio tylko od razu jako zespół koncertowy, gramy na scenie dla ludzi, chcemy być z ludźmi i nie boimy się z nimi bawić przez te około półtorej godziny. Bez ludzi nie byłoby nas i koncertów. Mamy wtedy uczciwy i prawdziwy wyznacznik - podobamy się czy nie. Taką miarą jest też to, że nasze płyty się sprzedają w naprawdę dużych ilościach.

 WK: Dziękuję za rozmowę.

- My również dziękujemy  i zapraszamy na nasze koncerty

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.