Fakty Ostrowskie TV

Reklama

WYWIAD Z PROF. JANEM MIODKIEM

Z konferansjerem XIII Koncertu Muzyki Wiedeńskiej w Ostrzeszowie rozmawia Wiesław Kaczmarek.

 

Po roku spotykam się ponownie w Ostrzeszowie, w mieszkaniu pana Marka Cieplika z prof. Janem Miodkiem. Profesorowi towarzyszy żona Teresa. Na dwie godziny przed koncertem w miłej i serdecznej atmosferze po raz kolejny mam okazję przeprowadzić wywiad z wybitnym językoznawcą. Tegoroczny koncert Muzyki Wiedeńskiej to także wielkie święto i wyjątkowa okazja - jubileusz 60-lecia pracy twórczej jego inicjatora, wrocławskiego Maestro Jana Ślęka - Honorowego Obywatela Miasta i Gminy Ostrzeszów. Tradycyjnie już, profesor będzie konferansjerem tego muzycznego wydarzenia. Przyznam, że na to powtórne spotkanie i rozmowę bardzo czekałem. 

TO KOMEDIA INNA NIŻ WSZYSTKIE

(Z Aleksandrem Dembskim rozmawia Wiesław Kaczmarek)

 

Szkoła uwodzenia Czesława M. to pierwszy pełnometrażowy film kinowy zrealizowany przez ostrzeszowianina Aleksandra Dembskiego - reżysera, scenarzystę i producenta filmowego. Obraz wszedł na ekrany kin 21 października.  To opowieść o znanym muzyku Czesławie M., który nagle porzuca swoje dotychczasowe życie gwiazdy. Niespodziewanie artysta trafia na Wybrzeże, gdzie poznaje byłych stoczniowców - Adama i Zygmunta. Mężczyźni próbują otworzyć własny biznes. Wspólnie wpadają na pomysł, by założyć pierwszą w tym regionie  szkołę uwodzenia dla mężczyzn. W roli głównej zobaczymy Czesława Mozila. Od najbliższego piątku ta niekonwencjonalna komedia do obejrzenia także w ostrowskim kinie Komeda.

BEZ LUDZI NIE BYŁOBY NAS I KONCERTÓW

(z muzykami zespołu Enej rozmawia Wiesław Kaczmarek)

 

 WK:  Czy mieliście możliwość obejrzeć nasze miasto? 

- Zawsze przy okazji koncertu staramy się coś obejrzeć, zwiedzić. Nie zawsze to się jednak udaje. Czas wciąż nas goni, trzeba zrobić próbę, omówić koncert, odpocząć też. U was byliśmy sporo wcześniej, więc taka możliwość powstała. To, co widzieliśmy, to ładne miasto i dużo przyrody. Mieliśmy także możliwość obejrzenia waszego boiska / stadionu Orlika i pograliśmy w piłkę z mieszkańcami miasta, którzy akurat tam byli. My lubimy ruch, sport i był to dla nas prawdziwy relaks i odpoczynek, co być może was nawet zadziwi, ale to prawda. Przez tę niedługą grę będziemy sprawniejsi na scenie. Zobaczycie! 

WIELKI FILMOWY ŚWIAT JEST NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI

(z Szymonem Nowakiem, gościem festiwalu rozmawia Tomasz Gruchot)

 

TG: Rola w Klezmerze jest obecnie Twoim znakiem rozpoznawczym, artystyczną wizytówką, jednak w pierwszej kolejności jesteś aktorem teatralnym. Jak układa się ta część Twojej kariery?

SN: W pierwszej kolejności staram się angażować w ciekawe, inspirujące projekty, niezależnie od tego czy to film czy teatr. Teatr jest oczywiście wciąż obecny w moim życiu zawodowym. Sezon, który właśnie dobiega końca, był dla mnie wyjątkowy ze względu na Jubileusz 250-lecia Teatru Narodowego, z którym współpracuję. Wziąłem udział w dwóch ważnych przedstawieniach, z czego jestem bardzo zadowolony. Muszę jednak przyznać, że to film od kilku lat staje się dla mnie priorytetem, zarówno jeśli chodzi o działania aktorskie, jak i próby reżyserskie. Na pewno przygoda z Klezmerem miała w tym swój udział. Nie zamierzam  jendak rozstawać się z teatrem, który wciąż bardzo cenię, jako miejsce wyjątkowego spotkania z widzem. Teatr to dla mnie poligon doświadczalny, który pozwala doskonalić warsztat oraz pozostawać w aktorskiej formie.

SAMODZIELNOŚĆ ALBO MARGINALIZACJA (suplement do wykładu zorganizowanego przez Ostrowskie Towarzystwo Naukowe)


Rekomendowany przez nas w poprzednim numerze wykład dr Bogny Skrzypczak-Walkowiak (Czy filmozofia jest nową szansą dla filmu i filozofii? Wprowadzenie do zagadnienia filozofii filmu), którego mieliśmy okazję wysłuchać 10 czerwca w Forum Synagoga uświadomił w dużym stopniu, z jak rozległym i ciągle jeszcze nie do końca uporządkowanym zjawiskiem mamy do czynienia na obszarze współczesnego filmoznawstwa. Stąd, poniekąd naturalnie, pojawiła się potrzeba rozwinięcia lub doprecyzowania niektórych fragmentów prelekcji, gdyż ta, z uwagi na czasowe ograniczenia, pozostawiła po sobie cały szereg mniej lub bardziej szczegółowych pytań. Część z nich doczekała się odpowiedzi podczas towarzyszącej wykładowi dyskusji, a na pozostałe prelegentka zgodziła się odpowiedzieć w redakcji "Faktów Ostrowskich" Rozmowa miała miejsce 14 czerwca, a my publikujemy dziś wybrane jej fragmenty.

O TURNIEJU CHOPINOWSKIM W KULUARACH (relacja Wiesława Kaczmarka)

29 Turniej Pianistów - Stypendystów Zagranicznych

o nagrodę im. księcia Antoniego Radziwiłła -

Pałac Myśliwski  4-5 czerwca 2016

 

W szranki stanęli: HINAKO  NAMAIZAWA /Japonia, GUILLERMO RODRIGUEZ /Hiszpania, SHIZUKA  OKUMARA /Japonia, TAKUYA  TAINAKA /Japonia, TIANYU  ZHOU /Kanada-Chiny. Niestety z powodu choroby nie mogła przyjechać pianistka: YANG XU /Chiny .

Za organizację turnieju odpowiadali: Maria Frąszczak, Alina Mieloch oraz Andrzej Leraczyk , który zgodził się krótko przybliżyć charakter przedsięwzięcia naszym czytelnikom. Rozmowa odbyła się  na godzinę  przed niedzielnym Turniejem, więc nie znaliśmy jeszcze zwycięzcy .

PIOSENKĄ TRZEBA BŁYSNĄĆ - WIERSZ MOŻE BYĆ TAJEMNICZY

(z Marcinem Świetlickim rozmawia Wiesław Kaczmarek)

WK:  Na waszych koncertach sporo się dzieje. Zapytam zatem: co zaśpiewasz dzisiaj w Ostrzeszowie?

MŚ:  Latem i zimą przedstawiam repertuar, który właściwie składa się z moich piosenek z minionych dwudziestu lat. Ale już znudziło mi się granie starych utworów. Gramy trochę z pierwszej płyty, ale już nie tak wiele jak robiliśmy jeszcze niedawno. Wiesz tak mieszamy, mieszamy. Gramy już od roku 1992, czyli tych piosenek się nazbierało. Dzisiaj na  koncercie występujemy bez pianisty, ale ta sytuacja nic nie zmieni. Same utwory na tym nie ucierpią. Będzie surowsze brzmienie, nie będzie klawiszków, ale za to dodałem altówkę i to na pewno wzbogaci koncert . 

CAŁY CZAS JEST TO NASZ MANIFEST

(z Mariuszem Denstem z zespołu LAO CHE rozmawia Wiesław Kaczmarek)

 

WK: Koncert w Ostrzeszowie, czy będzie to promocja najnowszej płyty, czy może specjalnie przygotowany repertuar?

MD:  Cały czas promujemy płytę Dzieciom, która ukazała się w ubiegłym roku. Zagramy więc głównie utwory z tego albumu. Nie oznacza to jednak, że zaniedbujemy miłośników naszych wcześniejszych produkcji, dlatego koncert jako całość będzie miał charakter przekrojowy. Nie wykonamy jedynie piosenek z płyty Powstanie Warszawskie, ponieważ nie komponuje się z typową trasą koncertową. Zachowujemy ją na specjalne okazje wynikające z historycznego kalendarza.

Powinien być ktoś taki, kto przywala systemowi

(Z Kazikiem Staszewskim rozmawia Wiesław Kaczmarek)

Wiesław Kaczmarek: Z Kwartetem ProForma połączyła cię twórczość twojego ojca, jednak nie od razu się polubiliście. Jak to było na samym początku?

Kazik Staszewski: Tak, zaczęło się nawet dosyć nieprzyjemnie. Jadąc kiedyś samochodem, usłyszałem w radio, że gdzieś tam jest jakiś Kwartet ProForma, który na jakimś tam festiwalu wykonuje piosenki mojego ojca. Przyznaję, bardzo wtedy się zezłościłem. Również i moja mama i spytała mnie: "Co to? Co się dzieje?" Przyznam, że jej złość i moja były zupełnie nie na miejscu, ponieważ jeżeli w ZAIKS-ie nie zastrzeżemy sobie zakazu grania naszych piosenek - a ja jestem jedynym i wyłącznym spadkobiercą utworów mojego ojca i mam nawet papier sądowy - to mogą to robić. Na szczęście były to złe miłego początki. Po jakimś czasie spotkaliśmy się z okazji nagrywania piosenki na płytę Kwartetu ProForma, która wyszła dopiero teraz, a nagrywana była bardzo dawno. Długo się z tym kolebali, jak to nazywam. Potem był koncert - jak sobie przypominam - dla siostry Wojtka. Miał wspomóc jej leczenie. A potem... jak to w życiu. Zaczęły się nasze spotkania i tak trzymamy się razem. Koncerty ProFormy są zupełnie inne od tych, których doświadczyłem do tej pory. Nie ma tam takiego szaleństwa, krzyku, przewrotek i bratania się jak na Kulcie. Jest to raczej sfera, która zawiera dużą dozę teatralizacji, więcej statyki. Tego wcześniej nie miałem możliwości doświadczyć, więc cieszy mnie, że z ProFormą ta możliwość się pojawiła.

SPÓJNOŚĆ STYLISTYCZNA OSTROWA JEST JAK NAJBARDZIEJ MOŻLIWA (cz. 2)

(z plastykiem miejskim, Michałem Truszem rozmawia Tomasz Gruchot) 

Przyjmując funkcję plastyka miejskiego, w jakimś sensie przejmujesz również - przynajmniej w społecznym odczuciu - odpowiedzialność za estetykę miasta. Na ile posiadasz w tym zakresie swobodę działania?

Stanowisko plastyka miejskiego daje mi swobodę działania w kształtowaniu estetyki miasta. Oczywiste jest to, że moje działania muszą być zgodne z ustawami i planem zagospodarowania przestrzennego, jednak znajduje się tutaj duże pole manewru, dające wiele miejsca na spójne działanie mające na celu ujednolicenie "wyglądu" miasta. Jeśli chodzi o zakres uprawnień plastyka miejskiego, to oczywiście wynika on z ustawy o pracownikach samorządowych, kodeksu pracy, a także z regulaminu pracy i regulaminu organizacyjnego Urzędu Miejskiego. Plastyk miejski podlega zastępcy prezydenta miasta - Ziemowitowi Borowczakowi. Obecnie decyzje plastyka miejskiego są zatwierdzane przez wiceprezydenta miasta.

SPÓJNOŚĆ STYLISTYCZNA OSTROWA JEST JAK NAJBARDZIEJ MOŻLIWA

(z plastykiem miejskim, Michałem Truszem rozmawia Tomasz Gruchot) cz. 1

Trudno jest często decydować samodzielnie o kształcie wybranych miejsc czy obiektów. Czy przewidujesz w swojej pracy konsultacje z ostrowskim środowiskiem plastyków?

Planuję szereg spotkań zarówno ze środowiskiem plastyków ostrowskich, jak i architektów czy osób zainteresowanych estetyką miasta. Oczywiście, chcę realizować własne plany estetycznych zmian, jednak nie jestem jedynym mieszkańcem Ostrowa i nie będę tego robił sam dla siebie. Wszyscy mieszkańcy tworzą wspólną przestrzeń i w jakimś sensie jej wizerunek to efekt trudnego niekiedy kompromisu. Dla mnie ważne jest, by każdy miał szansę się wypowiedzieć, podzielić swoimi pomysłami i uświadomić nam swoje potrzeby. Przestrzeń miejska jest dobrem wspólnym, toteż wspólnie pomyślimy o wypracowaniu programu jej poprawy.

BLUES BEZ ŻADNEJ KALKULACJI

SPECJALNIE DLA "Faktów Ostrowskich"

 

(ze Sławkiem Wierzcholskim, liderem Nocnej Zmiany Bluesa rozmawia Tomasz Gruchot)

 

 TG: Gdyby prześledzić Waszą karierę od jej zarania, czyli od lat osiemdziesiątych, można dojść do wniosku, że jest to rodzaj bluesowej lekcji, która zaczyna się od solidnego fundamentu standardów, a kończy na pokazaniu licznych możliwości rozwojowych gatunku. Czy było to od początku zamierzone?

 

 SW: Planu nie było na pewno. Zespół w sposób naturalny się rozwijał i dziś, z perspektywy lat widać, że była to dość wyraźna i jasna ścieżka. Działamy już trzydziesty trzeci rok, to naprawdę bardzo długo. Myślę, że po takim okresie wolno mi już stwierdzić, że znamy się po prostu na tym, co robimy. Ale jeśli mogę być szczery, to podkreślę jedno: nie ma w tym żadnej kalkulacji. Gramy muzykę, która zwyczajnie nas fascynuje - dla odbiorców, którzy myślą o niej podobnie. Wszystko, co zdarza się przy okazji, a do tego układa w jakąś logiczną całość, stanowi jedynie dodatkową korzyść z uprawiania tego zawodu.

 TG: A czy nie jest tak, że wszystko, co stanowi otoczkę waszych płyt i występów jest jednak teoretyczną podbudową procesu odbioru, którą z edukacyjnym zacięciem próbujesz przekazać publiczności? Myślę tu choćby o audycjach, jakie prowadziłeś w radiowej Trójce czy o informacjach historycznych przemycanych w ramach konferansjerki.

 SW: Przez trzy lata pracowałem jako nauczyciel angielskiego w studium językowym w Toruniu, więc podejście edukacyjne z natury nie jest mi obce. Jednak musi się to dziać niejako przy okazji, nie możemy się narzucać publiczności, która przyszła się pobawić i zapomnieć na chwilę o dokuczliwej codzienności. Nie ma sensu tłumaczyć im, jaki blues jest fajny i jakie jest jego znaczenie w historii muzyki rozrywkowej, ale można przemycić kilka anegdot lub ciekawostek, w których konkretne informacje i tak są zawarte.

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.