Fakty Ostrowskie TV

Reklama

LAUREATÓW SIĘ NIE OSZCZĘDZA

Rzadko zdarza się, aby wieczory szufladowe miały taką temperaturę jak spotkanie z Miłoszem Mieszkalskim. Nieczęsto również pojawia się młody twórca, który budziłby takie zainteresowanie, które objawia się zarówno w imponującej frekwencji, jak i czynnym udziale publiczności. Okazuje się, że poezja podawana na żywo ciągle jeszcze potrafi inspirować dyskusje, demaskować rozliczne style odbioru i prowokować do przewrotnych reinterpretacji.

Wszyscy, którzy kiedykolwiek zdobyli się na odwagę tworzenia oraz heroizm publicznej prezentacji swej twórczości, wiedzą doskonale, że przypomina to balansowanie na linie i to tuż nad polem minowym. Z drugiej jednak strony autoocena artystycznych poczynań jest równie ryzykowna, a przy tym niemal całkowicie pozbawiona walorów obiektywności.

Narodziny poety

Szufladowy wieczór miał swoją niewątpliwą dramaturgię, która dotyczyła zarówno układu prezentowanych tekstów, jak i reakcji publiczności, a nawet zmagającego się z tremą i osobistymi emocjami poety. Młody twórca odpalił na początek kilka tak silnych lirycznych ładunków, że wielu stałych i epizodycznych bywalców Szuflady miało ochotę zakrzyknąć habemus poetam! Inteligentnie ironiczne, erudycyjne i przewrotne teksty zdradzały spore oczytanie, niemałe wyczucie stylistyczne i rzadką w tak młodym wieku umiejętność dialogowania z tradycją, posługiwania się aluzjami i kryptocytatami, jak choćby w wierszu nawiązującym do twórczości jednego z "kaskaderów polskiej literatury":

Andrzeja Bursę,
syna Feliksa i Marii,
pierwszy raz spotkałem w Tychach,
pod postacią pośledniego aktora,
mówił, pluł, umarł,
patrzyłem, klaskałem,
poszedłem na piwo.
 
Drugi raz,
spotkałem go w bibliotece,
ściskał się na półce,
wraz z innymi wielkimi i małymi.
Gdy podszedłem,
wyznał mi na ucho,
że ma w dupie,
mnie i moje małe miasteczko.
Wzruszyłem się,
zaprosiłem go do siebie,
u mnie na półce luźniej,
przysiadł sobie,
pomajtał nogami,
w końcu się przełamał,
zaczęliśmy rozmawiać.
 
Teraz śpi,
choć krzyk jeszcze wisi w powietrzu.
Pogładziłem go po wierzchu,
niedługo będę go musiał oddać.
 
Bo jest jeszcze ktoś,
z kim musi porozmawiać,
i jeszcze ktoś,
komu trzeba zabić ciotkę.

Ponieważ jednak Miłosz Mieszkalski dał się już poznać jako laureat konkursów poetyckich, zdziwienie nie trwało przesadnie długo. Szybko i chętnie oswoiliśmy się z myślą, że narodził się poeta.

Śmierć poety

Impet wieczoru jednak dość szybko został przyhamowany. Kolejne wiersze gubiły się w braku precyzji, gąszczu zbędnych dopowiedzeń i skonwencjonalizowanych ujęć. Teksty nie należały wprawdzie do bezwartościowych, ale czuło się wyraźnie, jak poeta umiera między wersami, a zastępuje go gawędziarz ze skłonnością do budowania prostych metafor dla gawiedzi.

Rozkład poety

Martwy poeta rozkłada się bardzo szybko, zwłaszcza w ciepłym i ckliwym klimacie sentymentalnych wierszy. Proces to w swym socjologicznym aspekcie nawet ciekawy, choć powszechny i jako taki bardziej nuży niż zaciekawia. Wszyscy wiedzą, że miłość będzie tragiczna, śmierć samobójcza, a pamięć unieśmiertelniona na horacjańską modłę. Problem w tym, że, jak pisał Eliot, wiersz powstaje w wyniku oddzielenia człowieka, który cierpi od umysłu, który tworzy. Gdy próbujemy je połączyć, przyspieszamy jedynie proces lirycznego rozkładu.

Poetycka rezurekcja

I kiedy poeta wydawał się już bezpowrotnie utracony - zmartwychwstaje, na dodatek w jakże twórczej aurze paradoksu, serwując publiczności wiersz Musimy się w sobie zakopać. Efektowny koncept unicestwiający banalność miłosnej liryki pozwolił zakiełkować podejrzeniom, że artystyczna śmierć i twórczy rozkład były tylko rodzajem gry, próbą odbiorczej czujności, semantyczną igraszką, intelektualnym biegiem na dezorientację. Na ile uzasadnione mogą być tak optymistyczne domysły, przekonamy się zapewne niebawem, o ile młody poeta nie zestarzeje się przedwcześnie we własnych lirycznych formułach, sam dla siebie stając się klasykiem.

Poetyckie wpiekłowstąpienie

Na swoim pierwszym wieczorze autorskim Miłosz Mieszkalski otarł się o to, co stanowi piekło poety: ataki krytyki, bezmyślne komplementy, bezrefleksyjną aprobatę i puste gesty pocieszenia. Wyszedł jednak z tej potyczki zwycięsko, gdyż budzi dziś znacznie więcej nadziei niż współczucia. To bez wątpienia twórca, którego rozwój warto obserwować i wspierać, ale którego nie należy oszczędzać i zagłaskiwać, bo niechybnie straci wiarę w bunt, gniew oraz ironię. A wtedy jako poeta umrze ponownie, bo - jak pisał Leśmian - nigdy dość się nie umiera.

 Tomasz Gruchot

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.