Fakty Ostrowskie TV

Reklama

"JAZZ TO MOJA OJCZYZNA"

Janusz Majewski, uznany reżyser, pisarz, scenarzysta był gościem przedostatniego dnia festiwalu filmowego im. Krzysztofa Komedy. Autor takich filmów jak Zaklęte Rewiry, Zazdrość i medycyna czy C.K. Dezerterzy spotkał się z ostrowską publicznością po projekcji swojego najnowszego dzieła Ekscentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy. Film, którego akcja osadzona jest u schyłku lat pięćdziesiątych w Polsce, opowiada historię Fabiana - emigranta wojennego i muzyka, który wraz z grupą amatorów zakłada swingowy big band.   Produkcja miała swoją premierę na początku tego roku i szybko stała się ekranowym hitem, zdobywając m. in. Srebrne Lwy na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Twórca opowiedział m. in. o kulisach powstawania tego obrazu i innych swoich najsłynniejszych dziełach, zamiłowaniu do muzyki jazzowej i najbliższych planach filmowych.

 

 "Jazz to moja ojczyzna"

Jest to credo nie tylko bohatera filmu, ale oczywiście też moje, bo to także moja historia, którą wbudowałem w scenariusz - mówił reżyser. Ten film wziął się prosto z mojego życia. To była muzyka mojego pokolenia, która była dla nas nadzieją, że kiedyś ten świat u nas będzie podobny to tamtego. Bardzo nam zaimponował w pierwszych filmach, a jeszcze bardziej, kiedy ta muzyka i te filmy zostały zakazane. A jak wiadomo - nic tak bardziej młodzieży nie podnieca,  jak coś jest zakazane. Gdzieś po kryjomu, w domach, wyłapywaliśmy z szumami te słynne audycje amerykańskiego jazzu, nadawane dla miłośników na całym świecie. Ktoś czasem przywiózł jakąś płytę. Te nasze zespoły na początku rozproszone,  potem zaczęły grać w podziemiu. W tym czasie był słynny koncert zorganizowany w Zaduszki, nielegalny, od którego wzięła się tradycja koncertów tzw. Zaduszek Jazzowych. To wydarzenie zapoczątkowało  pewnego rodzaju odrodzenie muzyki jazzowej w Polsce. Wszystko się zmieniło, kiedy zaczęła się tzw. odwilż, zaczęto go grać i słuchać już legalnie. Ta epoka tak na mnie wpłynęła, że do dzisiaj jestem fanem jazzu. Wpadła mi w ręce powieść Włodzimierza Kowalewskiego "Ekscentrycy", przeczytałem ją i pomyślałem, że to jest właśnie idealny temat na film i idealny temat dla mnie. Była okazja, by tę muzykę przypomnieć.

Klasyczny i dobry jazz to jest muzyka, która wymaga od słuchacza dobrego ucha, ale za to jest - w moim przekonaniu - muzyką nieśmiertelną, wciąż się odradza i wciąż trwa. Obecnie wysublimowała się i stała się muzyką pewnego rodzaju niszową, dla bardziej wymagających słuchaczy. Nawiązując do patrona festiwalu, to Komeda jest właśnie tym, który naprawdę uprawiał swing. Jest tu Andrzej Wojciechowski, który z nim grał. Myślę więc, że ten film bardzo tu pasuje, mimo że nie bierzemy udziału w konkursie.

 

Po słonecznej stronie ulicy

Najnowszy obraz reżysera opowiada o sile muzyki, przyjaźni i miłości. Pokazuje także tęsknotę i marzenia za kulturą Zachodu w szarej peerelowskiej rzeczywistości. Widzowie wielokrotnie dziękowali za pozytywne emocje i radość oraz doskonałe muzyczne doznania, których dostarczył im seans Ekscentryków. Twórca odniósł się do tych słów i opowiedział o tym, dlaczego zależało mu na zrobieniu filmu z tak pozytywnym wydźwiękiem:

Po słonecznej stronie ulicy - ten podtytuł dodałem właśnie po to, żeby podkreślić jeszcze bardziej optymistyczne przesłanie tego obrazu. Trochę w opozycji do tego, co obserwuję w polskim kinie ostatnich lat i zaczęło mnie już trochę męczyć - unurzanie w cierpieniu, chorobach, nieszczęściach, nieestetycznym świecie, który im bardziej brudny, tym bardziej jest fotogeniczny. Wszystko, co brzydkie i złe korzystnie wygląda na zdjęciach i łatwiej z tego coś zrobić. Natomiast bardzo trudno jest pokazać dobro, pozytywy, by nie wpaść w coś przesłodzonego i naiwnego. Dlatego to był mój manifest, taka pochwała pozytywnego myślenia o życiu, zarówno w podtytule, jak i w całym przesłaniu tego filmu. Muszę przyznać, że wielokrotnie, gdy spotykam się z widzami, zwracają oni uwagę właśnie na ten aspekt i dziękują za ten optymizm.

W filmie można usłyszeć najsłynniejsze amerykańskie standardy jazzowe w wykonaniu najbardziej znanych polskich aktorów. Robiąc ten film, starałem się nie korzystać z tego, co daje technika filmowa. Chciałem, żeby wszyscy aktorzy naprawdę śpiewali swoje piosenki, nawet jeśli nie było to perfekcyjne. Większość ekipy to moi przyjaciele, z którymi już nie pierwszy raz pracowałem. Najbardziej jednak cieszyłem się ze spotkania z muzykami. Wojtek Karolak, który był aranżerem, kierownikiem muzycznym i kompozytorem to człowiek, którego znam od dziecka. Ta muzyczna część związana z pracą nad tym filmem, była dla mnie czymś nowym, bo nie robiłem tego nigdy wcześniej i jednocześnie bardzo ciekawym doświadczeniem.

 

Magia kina

Reżyser opowiadał o swoich zainteresowaniach kinem już od najmłodszych lat. W czasie wojny, gdy nie mógł uczęszczać do szkoły, całe dnie spędzał na konstruowaniu domowymi sposobami rozmaitych przyrządów, za pomocą których mógł wyświetlać obrazy. Zainteresowanie tą dziedziną sztuki kontynuował w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi na Wydziale Reżyserii.  Przedtem jednak ukończył architekturę. Jak podkreślał - te dwie dziedziny są wbrew pozorom bardzo podobne, a konstruowanie domu przyrównać można do budowania dzieła filmowego. Czym jest dla niego kino? Kino nie jest tylko medium, przekazem, które prezentuje jakąś ideę i historię. Kino dopiero wtedy istnieje, kiedy jest konglomeratem obrazu i dźwięku, w którym każda klatka jest na swoim miejscu, kiedy to jest przekonująco zrobione. Za pomocą filmu można ludziom wiele rzeczy wmówić, jeśli to jest sugestywnie zrobione. I to mnie zawsze najbardziej interesowało - żeby robić film jako spektakl, jako odrębny gatunek sztuki, który łączy wiele jej dziedzin. W kinie wytwarza się magia, widzowie myślą tak, jak prowadzi ich akcja filmu. Seans jest czymś magicznym, jest wartością samą w sobie. Autor Ekscentryków jest reżyserem bardzo uniwersalnym, który  chce, by treści przekazywane w jego filmach były rozumiane wszędzie, na całym świecie. Dla niego kino ma łączyć odbiorców i poruszać tematy ponadczasowe. Kino może być lekkie, ale nie bezmyślne. Film bywa sztuką, ale przede wszystkim jest rozrywką. Nie robię filmów odnoszących się do aktualnych wydarzeń, staram się robić je dla każdego, w każdym miejscu na ziemi. Zmienia się publiczność, zmieniają się systemy polityczne, ale nie zmienia się ludzka natura. Jak przyznał autor, elementem, który często przewija się w jego filmach jest galicyjskość, tęsknota i nostalgia za tamtymi czasami. Jest to jednak świat, którego już nie ma i nie powróci. Jaki swój film Janusz Majewski lubi najbardziej? Twórca zdradził, że jako osiągnięcie rzemieślnicze i warsztatowe najbardziej ceni film Zaklęte rewiry, który był bez wątpienia przełomowym obrazem w jego karierze, jednak największym sentymentem darzy Lekcję martwego języka. To właśnie ze względu na wspomnianą już galicyjskość tego dzieła. W tym filmie, będącym twórczą adaptacją powieści Andrzeja Kuśniewicza o tym samym tytule, reżyser przedstawił portret galicyjskiego miasteczka w przededniu zakończenia wojny, doskonale oddając nostalgiczny i dekadencki klimat towarzyszący temu okresowi.

 

Czarny mercedes, czyli najbliższe plany

We wrześniu tego roku podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Janusz Majewski odbierze Platynowe Lwy za całokształt twórczości. Autor zaznaczył jednak, że Ekscentrycy to nie koniec jego filmowej działalności i ma już w planach nowy projekt, który oparty będzie na jego powieści zatytułowanej Czarny Mercedes, która ukazała się na początku tego roku. To zaskakująca historia kryminalna na tle okupowanej Warszawy i Lwowa: Z pewnością mam taki zamiar i może uda mi się jeszcze zrobić ten film. Muszę przyznać, że trzymam się tej pracy, bo ona mi pozwala zapomnieć o moich codziennych dolegliwościach starego wieku, wtedy stają się one mniej bolesne - jest to moje lekarstwo na starość. Podziałało w przypadku obrazu, który Państwo widzieli i może jeszcze podziała, gdy będę się starał zrobić następny film. Tę książkę napisałem, ponieważ długo chodził za mną taki wątek - że przecież w czasach okupacji niemieckiej, oprócz całego okrucieństwa ze strony okupanta, tragedii rodzin, wywożeniem do obozów, tak samo musiały być jakieś zbrodnie kryminalne - morderstwa  z namiętności, bo poza tym, życie toczyło się tak jak zwykle. I właśnie o tym opowiada ta książka i opowiadać będzie mój nowy film. 

 

Barbara Matuszczak

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.