Fakty Ostrowskie TV

Reklama

NIC ZWYCZAJNEGO ZWYCZAJNIE MUSIAŁO SIĘ ZDARZYĆ

Ta książka po prostu musiała powstać, gdyż nie wybaczono by Michałowi Rusinkowi jej braku. Co więcej, chcąc ostatecznie zakończyć historię piętnastoletniego okresu sekretarzowania Wisławie Szymborskiej, musiał podsumować go publicznie i to z uwzględnieniem mało wybrednych publicznych oczekiwań. Nic dziwnego zatem, że przed tego rodzaju książkami ludzie nauki raczej się bronią, a gdy zostają przyparci do muru, szukają formuły, która pozwoliłaby im oddzielić wydawnictwo z gatunku popularnych biografii od stricte naukowych publikacji.

Książka Rusinka skazana jest na sukces i paradoksalnie na tym polega właśnie kłopot autora. Bo z takiej opowieści (z uwagi na osobisty kontekst) wypada się ciągle tłumaczyć, w dodatku z przekonaniem, że nikt tłumaczeniom tym nie da wiary.

Niezwyczajność odtabloidyzowana

Kto uważnie przeczyta książkę Rusinka o Szymborskiej, szybko zorientuje się, że autor dokonał tu z niemałą finezją bardzo karkołomnego zabiegu. Musiał pogodzić uświęcony powszechnie wizerunek noblistki z własnymi doświadczeniami  i na dodatek uraczyć czytelników oczekiwaną porcją anegdot, które subtelnie dają odpór postępującej celebrytyzacji poetki. Niezwyczajność nie oznacza bowiem przestrzeni dla taniej sensacji, jest skupiona na pojedynczych chwilach i detalach, których próżno szukać w kolorowych magazynach. To swoista literacka ?retrosfera?, w której poruszała się Szymborska, a którą Rusinek pieczołowicie odtwarza. W tym świecie na co dzień rodziły się niezwyczajności, tradycyjne środki artystyczne budowały nowe formy, a wszystko miało konwencję spontanicznej zabawy literackiej, inteligentnej lirycznej gry, która demaskowała bezradność tzw. poważnej strony rzeczywistości.

Nienachalny świadek

Przekonująco wypada w książce także sam pomysł narracyjny. Mimo że Michał Rusinek (trochę z braku innego wyjścia) mówi we własnym imieniu, a więc w pierwszej osobie, to stara się ewidentnie ujawniać tylko tam, gdzie jest to absolutnie niezbędne dla sytuacyjnej klarowności. Opowieść zyskuje dzięki temu na wiarygodności, ale i na atrakcyjności, gdyż wycofany narrator pozwala bez przeszkód rozwijać się bohaterce, czyniąc ją zawsze ośrodkiem lub inspiracją opisanych zdarzeń. Nawet w tych nielicznych momentach, gdy Rusinek mówi o sobie jako uczestniku opisywanej historii, czyni to taktownie, z drugiego planu, wręcz lekko przepraszającym tonem. A przyznać trzeba, że opowieść snuje się lekko i niezobowiązująco, nawet wtedy, gdy dotyka spraw poważnych czy wręcz ostatecznych. Przyznajmy jednak - o Szymborskiej inaczej po prostu nie wypada.

Jaka Szymborska?

Podczas spotkania w czytelni ostrowskiej Biblioteki Publicznej autor przyznał, że zawsze najbardziej obawia się jednego pytania: Jaka ona była?. W porównaniu z całym wykreowanym po Noblu przez media wizerunkiem Szymborska z książki Rusinka wyraźnie powraca do swej ludzkiej kondycji. Odchodzi od portretu poetki, która z szelmowskim uśmiechem i nieodłącznym papierosem z lekka frywolnie bawi się literaturą i w literaturę. Staje się na powrót poetką serio, mówiącą o rzeczach najistotniejszych w sposób przebiegle zwięzły, lecz nieupraszczający. Medialne rozbawienie równoważy tu powaga, a dla obu wspólnym mianownikiem okazuje się ironiczny (choć daleki od wrogości) dystans wobec nierozwiązywalności największych ludzkich dylematów.

Szymborska sportretowana przez Rusinka to także artystka - rzec by można - analogowa, która od klawiatury i ekranu woli wysłużoną maszynę do pisania, a w erze dominacji Photoshopa uparcie kultywuje technikę collage'u w postaci okolicznościowych wyklejanek. Sztuka bowiem może się obyć bez zaawansowanych technicznie urządzeń i aplikacji, podczas gdy człowiek, któremu jest ona obojętna, nie potrafi już bez nich funkcjonować.

Zobaczyć, znaczy uwierzyć

Ponieważ niezwyczajność budzi w narodzie zwyczajną skłonność do powątpiewania w prawdziwość opowieści, książka Rusinka wyposażona została w solidny materiał dowodowy. Oprócz bogatego zbioru fotografii poetki i związanych z nią osób, znajdziemy tam także sporo zdjęć rękopisów (nawet absolutnie wyjątkowy limeryk spisany lewą ręką, jako że prawa była unieruchomiona po złamaniu), liczne przykłady osławionych wyklejanek, kopie ważnych dokumentów, a nawet szwedzki znaczek pocztowy z podobizną Szymborskiej i projekt karty telefonicznej ozdobionej portretem autorstwa samego Waldemara Świerzego. Czytelnik ma więc nieodparte wrażenie, że wprawdzie w książce może i nie ma nic zwyczajnego, ale za to na wszystko dostajemy dowód, który pozwala nam ową niezwykłość przyswoić.

Znacie, to poczytajcie

Ktoś powie, że wiele z opisanych w książce zdarzeń, cytowanych tekstów literackich czy anegdot zdążyło już wcześniej zaistnieć w przestrzeni publicznej. Zatem opowieść Rusinka niczym nie zaskakuje, co najwyżej uzupełnia i porządkuje wizerunek poetki. Nic bardziej mylnego. Znane oznacza tu na nowo odkryte, pokazane w nowych kontekstach, uzupełnione o nieznaną genezę. Do tej pory bowiem zwykło się pokazywać Szymborską na tle jej dorobku, tutaj poetka staje pomiędzy swymi utworami a tłem, które je zainspirowało. Zasysa owo tło i koncentruje w sobie, by ostatecznie przetworzyć na język liryki - liryki znanej, lecz permanentnie niezwyczajnej.

Tomasz Gruchot

 

Michał Rusinek, Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016.

Napisz do redakcji


Kod antyspamowy
Odśwież

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.