Fakty Ostrowskie TV

Reklama

ROCKOWY FINAŁ DE LUXE

Atakiem mocnych i silnie skondensowanych dźwięków zakończyła się w Ostrowskim Centrum Kultury najnowsza odsłona przeglądu Wszyscy śpiewamy na rockowo. Bywalcy imprezy spodziewali się, że tegoroczna gwiazda, czyli formacja Luxtorpeda to marka gwarantująca intensywne doznania i przyznać trzeba, że chyba nikt się w swych rachubach  specjalnie nie przeliczył.

Zaspokojona potrzeba mocy

Kiedy rock opanowuje salę widowiskową OCK, niezmiernie rzadko zdarza się, by koncerty nie miały właściwego gatunkowi impetu. A jeśli do tego na scenie pojawia się grupa ze ścisłej krajowej czołówki, to wówczas ani publiczność, ani artyści wzajemnie się nie oszczędzają.

Mimo iż zespół tworzą muzycy grający na co dzień również w innych zespołach, odnosi się wrażenie, że jednak to właśnie Luxtorpeda jest epicentrum ich artystycznej ekspresji. Charakterystyczne soczyste gitarowe brzmienie oraz połączenie brudnego rockowego wokalu z melorecytacją stworzyły łatwo rozpoznawalny styl i nadały muzycznemu przekazowi żelazną dyscyplinę oraz wyrazistość. Wielu obserwatorów polskiej sceny podkreśla, że w przypadku tej formacji komunikaty, jakie wraz z muzyką płyną w kierunku widowni, są dalekie od wieloznaczności, a taka klarowność, nie dość, że wielu uwodzi, to na dodatek świetnie komponuje z ostrymi riffami i motorycznym rytmem. Ostrowska publiczność w zdecydowanej większości to właśnie chciała usłyszeć.

Porywy i opory

Spora grupa przybyłych na koncert osób zajęła tradycyjnie miejsca siedzące, choć pewnie wielu pozycja ta w trakcie występu silnie doskwierała. Udało się bowiem muzykom stworzyć momenty takiego napięcia, że mniej odporni (i mniej oporni) zdecydowanie podrywali się ze swych foteli, czując, iż do tego rytmu zwyczajnie siedzieć się nie da. Widząc jednak, że sąsiedzi nie dołączyli do wspólnych pląsów, dość szybko wracali na miejsce z mieszanką zawodu i poczucia winy. Dało się jednak zauważyć, że eksplozja na widowni wisiała w powietrzu i zabrakło naprawdę niewiele, by przeniósł się tam w całej pełni (i ze wszelkimi konsekwencjami) nastrój spod samej sceny.

Dla każdego coś ostrego

Mimo iż Luxtorpeda to pełnokrwista rockowa kapela, ma na swoim koncie również kilka przebojów, które okupowały swego czasu popularne stacje radiowe. W planie koncertu były one rozmieszczone równomiernie, dzięki czemu każdy doczekał się swego ulubionego utworu (łącznie z kompozycją namówioną na Facebooku). A wszystko bez zbędnego show, skoków po scenie czy zaplanowanych układów choreograficznych. Muzyka była zawsze przed artystami, którzy podporządkowali się zespołowemu graniu, a nie solowym popisom, które dobrze wypadają w oku kamery. Stojąc niemal w jednej linii, tworzyli solidną ścianę dźwięków, z których żaden nie robił wrażenia letniego czy wątłego. Nie dostrzegało się również tego, co nierzadko uwiera podczas koncertów gwiazd w prowincjonalnych miastach, czyli nonszalancji i postawy znudzonych dekadentów, którzy grają od niechcenia, bo publiczność i tak nie rozumie ich sztuki. Szacunku dla odbiorcy nie da się sztucznie wykreować, a widownia natychmiast wyczuwa gdy traktuje się ją jak tępy tłum.

Drobne mankamenty i niedostatki

Trudno się dziwić, że muzycy tej klasy podróżują z własnym akustykiem, ale równie trudno pojąć, dlaczego przy nagłośnieniu koncertu nie korzystają suplementarnie ze specjalistów pracujących na miejscu, znających doskonale specyfikę akustyczną sali. Takie przekonanie o samowystarczalności często się mści, a publiczność ma uzasadnione poczucie niedosytu. Tak zdarzyło się jakiś czas temu podczas znakomitego skądinąd koncertu grupy Voo Voo, a w trakcie występu Luxtorpedy  mieliśmy okazję problem ten zaobserwować ponownie. Zupełnie niezrozumiałe okazywały się w wielu utworach partie wokalne,  a i gitarowe solo za każdym razem robiło wrażenie, jakby wydobywało się z głębokiego tła.

Wiele osób sugerowało również, że dynamika koncertu słabła przez zbyt długie wynurzenia lidera, którego opowieści o rodzinnych dylematach i światopoglądowe manifesty nie do wszystkich przemawiały (z niesmakiem również odebrano homofobiczny dowcip - zresztą nawet obiektywnie nieśmieszny).

Mix pokoleniowy

Dziś już chyba tylko prawdziwie rockowe koncerty potrafią przyciągnąć niemal wszystkie żyjące w rodzinie pokolenia. Przekrój wieku był zaiste budujący, dowodził nieodparcie, że rock and roll ma się w Ostrowie świetnie, a to gwarancja, że wszelkie wzmianki o wymieraniu miasta są nadal przedwczesne. Choć z drugiej strony pojawią się zapewne głosy, że energia eksplodująca na koncercie poza nim wypala się bezproduktywnie, bo nie ma kto jej ukierunkować. To wszakże problem, który w ramach niniejszej recenzji już się nie mieści, mimo że bez wątpienia dotyczy wszystkich pokoleń, które czują jeszcze w sobie moc.

 Tomasz Gruchot

 

(Dziękujemy Karolinie Kopeckiej za udostępnienie autorskich fotografii)

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.