Fakty Ostrowskie TV

Reklama

WĄTPIĘ, WIĘC PISZĘ - PISZĘ, WIĘC ZNIKAM - ZNIKAM, WIĘC JESTEM

(o nowym tomiku wierszy Elżbiety Mikołajczyk)

 

Niezmiernie trudno zrecenzować tomik osoby, którą zna się od lat i której twórczość rozwija się równolegle z taką znajomością. Rzecz nie w tym, iż - jak wielu zapewne podejrzewa - słabnie wówczas obiektywizm sądów czy zaczyna doskwierać wizerunek człowieka, który nie chce się oderwać od czytanych wersów i nie zezwala im na autonomiczną egzystencję. Problemem staje się raczej ponadprogramowa ostrożność w wygłaszaniu opinii wyjątkowo pochlebnych, aby nie były odebrane jako dowód na istnienie lokalnej koterii. Stąd też niniejszy tekst będzie miał raczej charakter opisowy niż wartościujący, aby ostateczna ocena była już efektem indywidualnej lektury każdego z przyszłych czytelników zbioru.

Tomik TUJA TU JA to tak naprawdę, jak podkreślała autorka na spotkaniu promocyjnym, książka "podwójna", jako że oprócz wierszy znajdziemy tam także znakomity materiał ilustracyjny. Stanowią go grafiki z przebogatych zbiorów Muzeum Miasta, kolekcji tak dziś już rozrośniętej, że przy obecnej bazie lokalowej nie sposób odnaleźć dla niej godnej powierzchni wystawienniczej. Przyznać trzeba, że zostały dobrane z wyjątkową starannością i doskonale dopełniają podstawową zawartość książki. Ale tu z kolei nasuwa się naturalne pytanie o to, co przyszło im ilustrować? Jaka tkanka liryczna znalazła się w owej plastycznej otulinie?

 

Potrzeba wielości

O liryce Elżbiety Mikołajczyk nie sposób powiedzieć, że jest tematycznie zasklepiona i estetycznie ujednolicona. Poetka zręcznie unika przekleństwa unifikacji, ale nie oznacza to, że w efekcie otrzymujemy tom całkowicie eklektyczny, pozbawiony tego, co w poezji najistotniejsze, czyli wielostronnego oglądu wybranego skrawka rzeczywistości, umieszczenia go na moment poza parametrami czasoprzestrzennymi. Zawarte w zbiorze teksty da się bez trudu problemowo pogrupować, a nawet w ramach powstałych grup doszukać się odwołań do różnych tradycji, różnej poetyki czy rozlicznych światopoglądów. I tutaj pojawia się wątpliwość kolejna: na cóż komu ta mnogość, skoro nawet świat radykalnie zawężony jest trudny do opisania? Kłopot w tym, że to po prostu źle postawione pytanie, zwłaszcza w odniesieniu do wierszy Elżbiety Mikołajczyk.

Liryka niezbędnego zwątpienia

Niezbadana mnogość jest, jak się okazuje, liryczną bazą dla twórczej postawy poetki. Skoro nie poświęca całego życia na zgłębianie ulubionego problemu, może zamiast mozolnej analizy wybrać proste poddanie w wątpliwość. Paradoksalnie przecież to właśnie zwątpienie okazuje się nierzadko najistotniejszym zabiegiem konstrukcyjnym lub przynajmniej rekonstrukcyjnym. W prywatnie zagospodarowanym świecie wszystko, co wątpliwe, wymaga dodatkowej refleksji, rozbudowanych uzasadnień, często oderwanych od logiki codzienności. A w liryce zdarza się nader często, że sankcjonuje ona nasze wątpliwości, nadając im samoistną wartość. Co więcej, czyni je nadrzędną inspiracją działań twórczych. Bez gestu zwątpienia nie ma bowiem sztuki, jest jedynie banalna rekapitulacja.

Zanikanie w wierszach

Odnosi się nieodparte wrażenie, że Elżbieta Mikołajczyk udostępnia swe wiersze niechętnie i jakby nie do końca. O ile bowiem samo tworzenie liryki może oznaczać chwile mentalnej izolacja, ukrycie pod semantycznymi warstwami wiersza, o tyle jej upublicznienie tworzy już sytuację jakościowo nową, która wcale nie musi być szczególnie inspirująca. Im bardziej poetka ukrywa się przed czytelnikiem, tym wyraźniej rzeczywistość, w jakiej funkcjonuje, jest nacechowana lirycznie. Gdy przychodzi stanąć przed odbiorcami w roli autora, wiele wyróżników twórczości ginie w utartym schemacie takiego spotkania.

Czytelnicy niniejszego tomu mają prawo sądzić, że prawdziwa poetka znika między wierszami, a na wieczór autorski wystarcza w zupełności jej holograficzne oblicze.

Znikanie jako wzmożone istnienie

Jeden z sekretów tej poezji to oswojenie paradoksu, który podpowiada, że tylko znikanie daje szansę manifestacyjnego zaznaczenia własnej obecności. Tylko tego, który ukrył się za murem koniecznych do rozszyfrowania i dookreślających znaczeń, poszukuje się, odkrywa po fragmentach i scala. Tylko ktoś taki zostaje poznany, a nie jedynie przelotnie dostrzeżony. To oczywiście rodzaj lirycznej przemocy, wymuszenie na czytelniku postawy zaangażowanej, ale w przeciwnym razie wzajemne relacje byłyby nie fair.

Taka właśnie jest Elżbieta Mikołajczyk i jej liryka. Są od siebie wzajemnie zależne, a przy tym wysyłają wyraźny sygnał, że należy z nimi grać uczciwie, a nie tylko grać w uczciwość.

Tomasz Gruchot 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.