Fakty Ostrowskie TV

Reklama

ZBYTEK ARTYZMU W PRZYBYTKACH SZTUKI

(o nowych wystawach w Galerii 33 oraz GSW)

Piątkowe popołudnie i wieczór, 04 marca okazały się dość nieoczekiwanie dniem wyjątkowej obfitości w ostrowskich galeriach sztuki; choć tak naprawdę, cały ruch rozpoczął się dzień wcześniej otwarciem w Sali konferencyjnej "n klubu" wystawy pejzaży Stefana Rusina pt. Moje wędrowanie. To prace przykuwające uwagę głównie efektowną grą barw, która uwalniała krajobraz od ilustracyjnej dosłowności, przenosząc go jednocześnie do uniwersalnej sfery wrażeniowej. Później było już tylko lepiej i intensywniej.


Wykroje na ludzką miarę

Weekendowe uderzenie sztuki rozpoczęła o godzinie 17.00 Lucienne Smagala wernisażem wystawy Structures w Galerii 33.  Ideą przewodnią wszystkich zaprezentowanych prac było poszukiwanie tych cech współczesnego człowieka, które ujawniają się poprzez kształty i ich modyfikacje. Na bazie wykrojów krawieckich artystka pokazała, jak bardzo staramy się z jednej strony dopasować do cywilizacyjnych wymogów, i konwencji rządzących w danej epoce, a z drugiej ? paradoksalnie ? dopasowujemy do siebie znamiona danego nam czasu. Strój to zatem symbol egzystencjalnego paradoksu, który dopiero w sztuce zostaje w pełni zdemaskowany. Wiąże się to, rzecz jasna z tysiącem subtelności, jakie towarzyszą każdemu indywidualnemu rozpoznaniu, każdemu wykrojowi na miarę pojedynczego człowieka. Wystawa bezsprzecznie urzeka spójną koncepcją i niezwykłą precyzją wykonania ? przede wszystkim jednak jest to sztuka inteligentnie prowokująca, bez krzykliwości i nachalnego efekciarstwa. Podkreślić przy tym należy, że prace te nie miałyby tej siły wyrazu, gdyby nie stała za nimi wiedza psychologiczna, socjologiczne obserwacje i antropologiczna refleksja. To kolejny przykład na to, że prawdziwy artyzm oznacza intelektualne przygotowanie na doświadczenie emocji, którym chce się dać wyraz w sztuce.

 

Identyfikacja i ewolucja

O charakterystycznej dla galerii porze, czyli o godz. 17.33 goście przenieśli się piętro wyżej, gdzie swoje rzeźby zaprezentowała znana w Ostrowie artystka, Lidia Głazik. Część z wystawionych prac można było już oglądać blisko dekadę temu w Powiatowej Galerii Sztuki Współczesnej, co w pewnym skrócie pozwoliło odbiorcom prześledzić ewolucję procesu twórczego i poszukiwań formalnych. Obok znanych już i kojarzonych z autorką rzeźb pojawiła się zapowiedź nowego cyklu, czyli Paciorkowce. To już twory zupełnie inaczej funkcjonujące w przestrzeni, poddane innej dyscyplinie kompozycyjnej i dopiero w bezpośrednim zestawieniu z wcześniejszym dorobkiem ukazują ciągłość oraz logikę następstw  - poszerzają w ten sposób, a nie zmieniają emblematy identyfikujące artystkę. Należy bowiem przyznać, że sposób, w jaki Lidia Głazik przetwarza na dzieło rozliczne asocjacje o organicznej proweniencji jest łatwo rozpoznawalny i (co w tym wypadku nie powinno pobrzmiewać jak zarzut) równie łatwo estetycznie przyswajalny. To sytuacja przypominająca nieco fragment słynnego poematu Eliota: Zdumienie, które czuję, znoszę łatwo, / Ale ta łatwość jest źródłem zdumienia (...).

Podobnie jak w przypadku wystawy prac Lucienne Smagali, warto przyjrzeć się tym rzeźbom w skupieniu, poza gwarem wernisażu. Wtedy łatwiej dostrzec ich dialog z otoczeniem i wzajemne relacje, a także wspomnianą ciągłość i wyrazistość artystycznej identyfikacji.

Dominanty oblicza

Piątkowy wieczór zakończyła Galeria Sztuki Współczesnej wystawą portretów autorstwa Joanny Bocianowskiej. Publiczność, która w większości przywędrowała bezpośrednio z dwóch poprzednich wernisaży, z pewnością się nie zawiodła. Bez względu na zastosowaną technikę prace autorki charakteryzowała jedna, łatwo dostrzegalna cecha wspólna ? to umiejętność odnalezienia i wyeksponowania dominanty charakterologicznej portretowanej osoby lub zwierzęcia. Manifestowała się ona nie tylko w charakterystycznych rysach czy grymasach, lecz także w dostrzeganiu powtarzalności ruchów, mimowolnie replikowanych pozach i spojrzeniach. Z podziwu godną prostotą i zręcznością udało się autorce również usunąć na plan dalszy, rozmyć lub częściowo zatopić w tle wszystkie cechy drugorzędne, dopełniające i nieutrwalające się w pamięci.

Prace Joanny Bocianowskiej robią wrażenie laboratoryjnych destylatów osobowości. Sportretowana postać wydaje się skondensowana w perfekcyjnie uchwyconym geście lub pozie, dzięki czemu uwaga widza nie ulega rozproszeniu. Rozpoznawalność przestaje oznaczać konieczność zapamiętania licznych detali w ramach jednej kompozycji. To najistotniejszy detal ulega tu zwielokrotnieniu, stając się dominantą oblicza.

Mnogość i jakość

Galerie sztuki zwykle tym różnią się od galerii handlowych, że nieporównanie częściej kuszą jakością niż mnogością. Tym razem udało się jednak (i to nie przez przypadek) połączyć wysoki poziom artystyczny z bogatym stanem liczebnym. A że od przybytku głowa nie boli, radujmy się zbytkiem piękna, którego w prowincjonalnym mieście nigdy za wiele.

 Tomasz Gruchot

 

 

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.