Fakty Ostrowskie TV

Reklama

KOLĘDOLA

Wydanie płyty studyjnej to zazwyczaj dla artystów dopiero połowa sukcesu. Recenzjom nie można przecież do końca ufać, a diagnozowanie po wynikach sprzedaży dotyczy zaledwie wąskiej grupy twórców etatowo pojawiających się na szklanym ekranie czy falach eteru. Dla większości momentem ostatecznej próby jest jednak kontakt z publicznością i to najlepiej taką, która bez szczególnych zahamowani gotowa jest wyraźnie i bezpardonowo zrecenzować zaprezentowany repertuar. Tej weryfikacji poddała się również (już nie po raz pierwszy) Ola Kiełb z towarzyszącymi jej muzykami  (Natalia Sołtysiak - skrzypce, Justyna Wojtkowiak - śpiew, Michał Kaczmarczyk - gitara, Marek Raczycki - instrumenty klawiszowe, Piotr Rogacki - kontrabas) i - jak można wnioskować po reakcjach widowni - bohaterowie wieczoru powinni być więcej niż usatysfakcjonowani.

 

Nisza nasza

W stosunkowo nielicznych środowiskach, gdzie niemal wszyscy poznają się na ulicy i wiedzą o sobie tyle, by nie stanowić dla siebie wzajem niespodzianki, trudno jest zaskoczyć kogokolwiek publicznym występem. Można jednak to, co spodziewane, podnieść do rangi nadspodziewanego i tym samym dodać do swojego oficjalnego wizerunku kilka istotnych wyróżników.

Tak właśnie stało się podczas koncertu autorskich pastorałek, jaki miał miejsce w Forum Synagoga 03. stycznia. Na widowni nie było chyba nikogo, kto nie znałby przynajmniej pobieżnie muzycznych i poetyckich wcieleń Oli Kiełb, a jednak dało się zauważyć, że występ odebrano jako nadspodziewanie udany, wyłamujący się wyraźnie z niszy okolicznościowych koncertów dla przychylnie nastawionej publiczności. Pytanie zatem, co stanowiło o wyjątkowości koncertu, który tak naprawdę nie miał prawa niczym zaskoczyć?

 Dyskretna wartość prowincji

Recenzując w poprzednim numerze płytę, której promocją miał być opisywany tu występ, podkreślałem,jak ważna i niestety rzadka jest w naszej bożonarodzeniowej tradycji oryginalność. To samo można by w zasadzie powiedzieć o koncercie, jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że byłaby to opinia uszczuplona przynajmniej o jedną, konieczną do odnotowania refleksję. Chodzi bowiem o to, że od lat skazani jesteśmy, zarówno w telewizjach komercyjnych, jak i misyjnych, na koncerty kolęd, w których nie zmienia się prawie nic - może z wyjątkiem twarzy wykonawców (choć i te cyklicznie powtarzają się przynajmniej co kilka lat). Znane nazwisko staje się substytutem, a nie gwarantem oryginalności, a na twarzach artystów, zamiast autentycznego entuzjazmu łatwiej dostrzec wielotysięczne kontrakty.

Gdyby decydenci i rady programowe zadały sobie odrobinę trudu i zajrzały na prowincję, okazałoby się, że można tu znaleźć nie tylko coś, co nie ustępuje jakościowo ogólnopolskim produkcjom telewizyjnym, ale przede wszystkim posiada tę niezbędną dla reanimowania tradycji oryginalność. Niejako w pakiecie dodana zostaje publiczność, która reaguje w sposób niewymuszony, a odpowiednio pokierowana awansuje wręcz do roli koniecznego komponentu całego występu. Nieporównanie bardziej to autentyczne i radosne niż plastikowe kolędy z ekranu.

 Jest okazja...

I na koniec delikatna sugestia dla lokalnej telewizji. Skoro pojawiła się okazja, by zarejestrować pełnowartościowy, oryginalny i autentycznie atrakcyjny koncert świąteczny, należy z niej czym prędzej skorzystać, zanim zrobi to ktoś inny. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem popierania różnych przedsięwzięć tylko dlatego, że są miejscowe. Jednak jeszcze bardziej uwiera mnie fakt, gdy powstała na miejscu wartość przepada z powodu braku zewnętrznej promocji.

  Tomasz Gruchot

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.