Fakty Ostrowskie TV

Reklama

BOND W PEŁNYM SPEKTRUM

Fenomen Jamesa Bonda jest już dziś przedmiotem tylu osobnych studiów, że dałoby się zapełnić nimi pokaźną biblioteczkę. Wszystko wydaje się zatem w pełni rozpoznane, opisane i pozbawione efektu niespodzianki. A jednak z jakiegoś powodu filmy o najsłynniejszym z agentów nie tylko stały się rozpoznawalną powszechnie marką, ale każda kolejna odsłona jego przygód jest oczekiwana z równym napięciem co premiera kolejnej wersji iPhone'a. Pytanie zatem, czy najnowszy film lokuje się we współczesnej popkulturze identycznie jak poprzedzające go produkcje i czy żelazne zasady rządzące tą samotworzącą się konwencją pozostają niezmienne?

 

Ulokowany w produktach

 Pozornie niezmienne co do zasady pozostają elementy peryferyjne, takie jak choćby wymyślne gadżety To jeden ze stałych elementów gry i niemal od samego początku nie były to produkty anonimowe. Z roku na rok najważniejsi światowi producenci dóbr luksusowych coraz obficiej lokowali swoje marki w kolejnych filmach. Łatwo nawet wskazać przykłady, gdy była to praktyka irytująco nachalna.

 Na tym tle Spectre pozytywnie się wyróżnia. Sztandarowe produkty, rzecz jasna, nie znikają, ale też nie czynią z poszczególnych scen rozbudowanych klipów reklamowych. Są rozpoznawalne, ale nie przesłaniają akcji, w której biorą udział. Osadzając Bonda w konkretnym czasie i na przypisanym mu poziomie technologicznego zaawansowania, stanowią jednocześnie doskonałe tło zdarzeń, a jeśli trzeba, stają się ich istotnym komponentem. Dotyczy to w równej mierze marek popularnych co luksusowych, które widz bez trudu rozpoznaje i to bez spektakularnego najazdu kamery na logo producenta.

 Ostatni niepodległy

  Bond to od zawsze agent niesubordynowany, ale za to bezwzględnie lojalny - z tym wszakże zastrzeżeniem (co najnowszy film wyraźnie eksponuje), że jest to lojalność wobec określonych wartości, a nie wobec służb, które oficjalnie reprezentuje. Ta osobista niepodległość czyniąca z niego niemal ostatniego współczesnego błędnego rycerza, pozwala na nieszablonowe działanie i usprawiedliwia każdą demolkę w imię ratowania zagrożonej planety, a przynajmniej pokoju na świecie.

Obraz Sama Mendesa również tutaj dodaje pewne novum. Manifestacyjna niezależność bohatera przejawia się bowiem także w umiejętności uwalniania się od wszechobecnych narzędzi inwigilacji, które w ostatecznej rozgrywce nigdy nie mogą okazać się decydujące. Kiedyś głównie sam ich używał, dziś częściej przed nimi ucieka. Staje się w ten sposób odrobinę staromodny, a pojawiający się w finale Aston Martin DB5 (debiutujący w filmie Goldfinger z 1964 roku) dyskretnie sugeruje -podobnie zresztą jak we wcześniejszym Skyfall - powrót cyklu do korzeni, które w dwóch pierwszych obrazach z Craigiem zaczynano podcinać.

 Pastisz - reaktywacja

 Najcenniejsze we wspomnianym powrocie do źródeł wydaje się wszakże odnowienie jakże charakterystycznego (zwłaszcza dla filmów z Rogerem Moore'em i Piercem Brosnanem) pastiszowego podejścia do tematu i konwencji. Mendes pozwolił sobie na ironię, subtelną grę kulturowymi aluzjami i to nieodzowne przymrużenie oka, które ratuje wiele wcześniejszych filmów przed przyspieszonym procesem starzenia. Bond, który chciał być serio, jak w Casino Royal, stawał się jednym z tysięcy bohaterów filmów akcji  - tyle że z bogatszym zapleczem. Robił się przy tym nieznośnie ckliwy i sentymentalny, gubił dystans do świata i własnej misji; innymi słowy, zaprzeczał istocie własnej kreacji. Spectre oddaje nam Bonda właściwego i zarazem inteligentnie zamyka wątki wszystkich czterech obrazów z Craigiem.

  International Beauty

  Największym artystycznym sukcesem Sama Mendesa był jak wiadomo głośny American Beauty z 1999 roku. Warto pamiętać, że reżyser ma za sobą również doświadczenie teatralne i wyjątkową wrażliwość plastyczną. To wszystko w połączeniu z praktycznie nieograniczonym budżetem zaowocowało w Spectre serią malowniczych scen, których uroda (podobnie zresztą jak w Skyfall) jest bezdyskusyjna i zdarza się, że nawiązuje w wybranych kadrach do słynnych kompozycji mistrzów malarstwa. Kto wie, czy teatralność niektórych gestów i scen wsparta dopracowaną artystycznie scenografią nie będzie tym, co zapamiętamy najlepiej - bo podświadomie - niezależnie od wartkiej akcji, która absorbuje uwagę widza bezpośrednio i wydawałoby się, że niepodzielnie. Mendes lubuje się w rozległych pejzażach i postindustrialnych przestrzeniach, szukając piękna w przemijaniu krótkowiecznej nowoczesności i trwałości wszystkiego co sytuuje się w kręgu oddziaływania natury. Uroda świata jest więc tym, co warto chronić przed zniszczeniem lub po zniszczeniu odtwarzać (jak wspomniany tu model Astona Martina). Trochę inaczej rzecz ma się, gdy mowa o urodzie kobiet, ale te u Bonda zawsze są z najwyższej półki i to niezależnie od tego, jaką datę wpisano im do metryki.

  Blond, rudy czy afro?

  Craig pożegnał graną przez siebie postać godnie i z rozmachem. Nie mamy już dziś wątpliwości, że Bond blond to nie błąd. A bukmacherzy już zaczynają przyjmować zakłady o to, czy kolejny 007 okaże się rudy czy czarny. Złośliwi mówią, że czarny, bo o rudych robi się wyłącznie memy.

  

Tomasz Gruchot

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.