Fakty Ostrowskie TV

Reklama

KOMIKSOWY ZWORNIK KULTUROWY

Roy Lichtenstein, PocałunekTrwające nieustannie dyskusje na temat przyporządkowania gatunkowego komiksu przypominają niekiedy pogoń za "kulturowym króliczkiem", którego sensem istnienia pozostaje nieuchwytność. Wielu wskazuje, że zjawisko można już badać przy pomocy narzędzi literaturoznawczych, ponieważ w epoce genologicznego rozmycia definicja literackości wyraźnie się poszerza. Inni widzą w nim taką artystyczną siłę i znaczeniową wielowarstwowość, że domagają się dla niego autonomii również na poziomie dyscypliny naukowej, która mogłaby zająć się badaniem odmian komiksu, sposobów jego kulturowego umocowania oraz perspektyw rozwojowych.

Wiadomo nie od dziś, że kultura popularna zawdzięcza komiksowi bardzo wiele, jest on w pewnym sensie jednym z jej podstawowych filarów. To w końcu za jego sprawą utrwalają się w zbiorowej świadomości odwieczne wyobrażenia superbohaterów, ustalają uproszczone wzorce estetyczne i promują określone przez autorów (nierzadko sterowane propagandowo) postawy społeczne. Mało tego, stają się niekiedy wręcz strażnikami zbiorowej pamięci i emblematami kolejnych etapów indywidualnego losu uwikłanego we wspólnotowe relacje kulturowe.

Akcja nobilitacja

Mimo iż w Stanach Zjednoczonych zaczęto się przyglądać komiksowi pod kątem naukowym już w latach pięćdziesiątych, to w Polsce przełomowa okazała się pod tym względem dopiero książka Krzysztofa Teodora Toeplitza zatytułowana Sztuka komiksu: próba definicji nowego gatunku artystycznego. Ta wydana w 1985 roku pozycja rozpoczęła tak naprawdę poważną dyskusję nad zjawiskiem, które wcześniej starano się deprecjonować i marginalizować, sprowadzając do rangi prostej, nieco infantylnej rozrywki.

Rozpiętość tematyczna, zróżnicowanie stylistyczne, artystyczne i edytorskie, a nawet różny stopień łączliwości z tzw. kulturą wysoką sprawiły, że mówienie o komiksie nie jest dziś nacechowane pejoratywnie. W zamian pojawia się od jakiegoś czasu wyraźna tendencja do gatunkowej klasyfikacji zjawiska i poddania go profesjonalnemu opisowi,  a lansowany od lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia termin "komiksologia" powoli przestaje robić wrażenie sztucznie nobilitującego ten obszar kultury popularnej. Obecnie lista tytułów prac naukowych dotyczących szeroko pojętej sztuki komiksu stanowi już solidnie rozbudowaną bibliografię, a grono ekspertów nieustannie się powiększa, próbując w ten sposób dotrzymać kroku dynamice rozwojowej zjawiska.

W odbiorze społecznym nobilitacja komiksowej poetyki nastąpiła jednak głównie dzięki mistrzom pop-artu, na czele - rzecz jasna - z Royem Lichtensteinem, którego dorobek to de facto ciągła eksploracja możliwości artystycznych tkwiących w komiksowej estetyce.

Kropkę nad i ostatecznie postawił Umberto Eco, wydając w 2005 roku powieść Tajemniczy płomień królowej Loany, w której główny bohater odzyskuje pamięć dzięki impulsom, jakich dostarczały mu między innymi komiksy towarzyszące jego młodości. Każdy z nich kojarzył się z konkretnym momentem historycznym, przełomowymi zdarzeniami (zarówno w sensie indywidualnym, jak i społecznym), a nawet konkretnymi osobami. Wszystko to budowało wrażeniowy obraz chwili, wycinka dziejów, który na trwałe osiadł w pamięci i nigdy ostatecznie z niej nie znika. Trudno chyba o bardziej wyraziste dowartościowanie tego produktu kultury popularnej, jak uczynienie go bohaterem i epicentrum refleksji w dziele z kultury elitarnej (choć uparcie szturmującej szańce popkultury).

Mnogość i krystalizacja

Jerzy Szyłak, jeden z najważniejszych znawców tematu w Polsce, zwykł twierdzić, że komiks jest rodzajem dwutworzywowego naśladownictwa literatury, w którym część wizualna stanowi swoisty substytut narracji, niekiedy wspomagany przez didaskalia. Trudno się zatem dziwić, że - podobnie jak w literaturze - również i tutaj wyodrębniły się gatunki, nurty i szkoły a nawet przypisane konkretnym kręgom kulturowym tradycje. Coraz większa multikulturowość, pozwala dodatkowo na przenikanie rzeczonych tradycji, a co za tym idzie, również na harmonijne współistnienie ambitnych w swych założeniach powieści graficznych z raczej ewidentnie rozrywkową mangą. Ta ostatnia dodatkowo coraz silniej atakuje współczesną popkulturową estetykę, a zdarza się nawet, że parodiuje lub pastiszuje arcydzieła sztuki Zachodu.

Na dodatek do form komiksowych odwołują się współczesne rysunki satyryczne (a nawet popularne memy), które powstają początkowo jako doraźna reakcja, ale z czasem część z nich wyraźnie się uniwersalizuje i łączy w grupy tematyczne. Dzięki temu najpopularniejsi rysownicy zyskują nawet większą rozpoznawalność niż charakterystyczni twórcy klasycznych komiksów, którzy przez lata wypracowali swój wyrazisty i niepowtarzalny styl.

Słowo i obraz narracji

Wśród wielu dyskusji i sporów, jakie ogniskują się wokół komiksu, ciągle jeszcze na pierwszym planie znajdujemy to specyficzne napięcie wynikające ze zmagania słowa z obrazem. Wprawdzie co do idei wzajemnego dopełnienia panuje względna jednomyślność, to jednak hierarchia obu komponentów pozostaje ciągle niestabilna. Jedno wszakże wydaje się dość klarowne, komiks w swej bazowej postaci zawsze tworzy rodzaj słowno-ikonicznej (lub jeśli ktoś woli: ikoniczno-słownej) narracji, która spór ten (przynajmniej z punktu widzenia przeciętnego odbiorcy) całkowicie unieważnia. Zespolony komunikat, jaki trafia do czytelnika okazuje się na tyle swoisty, że bez wątpienia zasługuje na to, aby potraktować go jako autonomiczną formę artystycznej ekspresji.

Gdyby poszukiwać tu jakichś analogii, to można by nazwać poszczególne segmenty komiksowej historii wyborem kluczowych stop-klatek i najważniejszych dla akcji słów. Rolą twórcy jest zatem umiejętna kondensacja treści w sekwencji owych kadrów, co z jednej strony podtrzymuje wrażenie ciągłości, a z drugiej daje szansę stworzenia rozbudowanej symboliki (o ile naturalnie twórca ma tak ambitne intencje).

Warto wszakże pamiętać, że komiksowi artyści nie badają tu dziewiczego pola. Niektórzy naukowcy doszukują się początku historii słowno-obrazkowych na przełomie średniowiecza i renesansu (inni nawet w starożytności), choć wówczas były to przeważnie pojedyncze sceny lub wizerunku z dopełniającym tekstem, niekiedy przypisanym konkretnym postaciom lub pomiędzy nie rozpisanym. Prawdziwe, czy nawet w zamierzeniu swym totalne zespolenie elementu ikonicznego z lingwistycznym pojawiło się jednak dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku w twórczości Williama Blake'a, który osobiście ilustrował swoje wiersze, poematy i księgi profetyczne. Uważał, że rysunki stanowią integralną część dzieła, a pełne zrozumienie tekstów jest bez nich niemożliwe lub przynajmniej w najwyższym stopniu utrudnione. Nawet krój i kolor czcionki nie powinny być przypadkowe, a wszelka ornamentyka winna nieść ze sobą ładunek semantyczny.

Oczywiście Blake to twórca osobliwy, by nie rzec: osobny. Wskazał jednak, jak się zdaje, to, co również we współczesnym komiksie najistotniejsze. Z łatwo przyswajalnego połączenia słowa i obrazu (dziś moglibyśmy dodać tu również inne komponenty, jeśli uwzględnimy obecność komiksu w przestrzeni wirtualnej) rodzi się miejsce, które posiada dostatecznie silny magnetyzm, aby przyciągać ku sobie całą sferę kultury, bez wzglądu na to, czy mówimy o jej elitarnym czy popularnym wydaniu.

To tutaj sztuka wysoka z łatwością przybiera kostium ludyczny, a zjawiska popkulturowe wzbogacają się o nowe poziomy znaczeń powstające w dialogu ze światem artystycznie wyżej zorganizowanym, do którego wkraczają niekiedy tylko po to, by go sparodiować lub spastiszować. W ramach komiksowych opowieści udaje się spopularyzować także najistotniejsze współcześnie problemy społeczne, a zdarza się przecież całkiem często, że autorzy biorą w ten sposób czynny udział w dyskursie publicznym. W komiksie wreszcie utrwalają się i znajdują swe nowe wcielenia cywilizacyjne archetypy.

O czysto rozrywkowej roli tej formy artystycznej wypowiedzi nikt już raczej nie wspomina, za to coraz częściej i coraz bardziej świadomie jest ona wykorzystywana jako zwornik, do którego z różnych stron docierają coraz liczniejsze gałęzie sztuki, znajdują w nim możliwość wzajemnego przenikania się i wzajemnych inspiracji, zacierając tym samym coraz bardziej (i tak już miejscami ledwie widoczną) granicę między kulturą elitarną i popularną.

Tomasz Gruchot

 

 

 

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.