Fakty Ostrowskie TV

Reklama

ZWODNICZY POWAB KRÓLA OLCH (O wystawie fotografii Pameli Glejzer w Galerii 33)

O nieśmiertelności arcydzieł literatury świadczy zwykle fakt, iż na przestrzeni wieków nieprzerwanie podlegają procesowi reinterpretacji, stanowią punkt odniesienia w intertekstualnej grze znaczeń i - rzecz jasna - źródło bezpośrednich inspiracji. Ujawnia się w ten sposób nie tylko skala możliwych odczytań danego utworu, ale nade wszystko jego ponadczasowa emocjonalna i estetyczna siła rażenia.

Tym razem z jednym z najsłynniejszych wierszy w historii literatury, Królem olch Johana Wolfganga Goethego, zmierzyła się młoda adeptka fotografii artystycznej, Pamela Glejzer. Autorka na co dzień związana z grupą "Na obiektyw(nie?)" działającą przy Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Kaliszu, po raz pierwszy pokazała swe prace na wystawie indywidualnej. Wcześniej mogliśmy przyglądać się jej dokonaniom przy okazji zbiorowych ekspozycji, gdzie wraz z koleżankami prezentowała ścieżki swych twórczych poszukiwań. Najnowsze wyzwanie to jednak zupełnie inny kaliber artystycznych działań, tyleż kuszących co niebezpiecznych.

By podążyć swobodnie interpretacyjnym traktem, przypomnijmy ten niezwykły tekst Goethego (tutaj w przekładzie Antoniego Libery), który dla Pameli Glejzer stał się w równej mierze inspiracją co emocjonalnie pokrewnym sposobem postrzegania rzeczywistości w sytuacjach ocierających się o ostateczność.

 

 

Król olch

Zapada już noc i wicher dmie.

Kto o tej porze na koniu mknie?

Z dzieckiem w ramionach, w mroku bez dna;

To ojciec z synkiem do domu gna.

 

- Dlaczego, synku, odwracasz wzrok?

- Nie widzisz, tato? Popatrz tam, w bok.

Król olch mnie wabi, korona mu lśni.

- To tylko mgła. Coś ci się śni.

 

- Mój miły chłopcze, chodź-że tu!

Będziemy się bawić, aż zbraknie tchu.

Wspaniałe miejsca nad brzegiem znam

I pozłacany mój szal ci dam?

 

- Ach, tato, tato! Słyszysz ten śpiew?

To znów król olch, to znów jego zew.

- Spokojnie, synku, to wiatru świst.

To szelest liści lub ptaków gwizd.

 

- Nie zwlekaj, chłopcze! Mam córek moc!

I z nimi się będziesz bawił co noc.

Śpiewając, tańcząc, powiodą cię hen

I tam ukołyszą, aż zmorzy cię sen...

 

- Patrz, tato, tato! Nie widzisz? Tam!

To córki króla. Znak dają nam.

- Nie, synku, nie! To żaden znak.

To próchno się sypie i świeci tak.

 

- Kochany mój! Urzekłeś mnie.

Więc chodź po dobroci! Bo porwę cię...

- Ach, tato, tato! Porywa mnie król!

Ciemnieje mi w oczach, przeszywa ból.

 

Rumak przyspiesza, co sił, co tchu;

Biegnie na przełaj, po trawie, mchu.

I oto światło: dom tuż-tuż.

Niestety! Dziecko nie żyje już.

 

Baśniowy woal śmierci

Gdy Goethe opublikował wiersz, miał 33 lata i na swoim koncie głośną powieść epistolarną, Cierpienia młodego Wertera. Utwór ten nie tylko okazał się wyrazem młodzieńczego buntu przeciwko konwenansom, społecznej obłudzie i alienacji, na jaką skazana zostaje każda ponadprzeciętna jednostka - zainicjował też słynną gorączkę werteryczną, która zaowocowała falą samobójstw młodych ludzi w całej Europie. Król olch był już spojrzeniem odmiennym, dojrzalszym, próbą uchwycenia tego momentu, w którym bliskość fizycznej śmierci styka się z jej kulturowym sztafażem. Z kolei ów sztafaż może poprzez wyobrażeniową, estetyczną atrakcyjność kusić do dobrowolnego rozstania się z życiem lub pełnić funkcję kompensacyjną w momencie, gdy śmierć wydaje się nieuchronna.

Pamela Gajzler na swych fotografiach stara się ukazać, jak wygląda ta złowieszcza ornamentyka Anno Domini 2016; jaki Król olch objawia się wstępującemu pokoleniu, u którego alegoryczny wizerunek śmierci i fascynacja nią to w dużej mierze wzorce popkulturowe. I choć bohaterowie przedstawianych ujęć robią wrażenie żywcem wyjętych z mrocznych wideoklipów, nietrudno w nich zauważyć kondensację współczesnych asocjacji podporządkowanych narzuconym konwencjom. Autorka - podobnie jak dzieje się to obecnie w literaturze popularnej oraz w kinie - miesza ze sobą elementy różnych tradycji, a niekiedy nawet popkulturowe półprodukty. I kiedy wydaje nam się, że jest w tym o krok od groteski, zauważamy, iż obejrzane obrazy zostają nam w pamięci i na swój sposób niepokoją, nie pozwalają się zignorować. Niczym w wierszu Goethego budzą podskórny lęk i mimowolną ciekawość. Lgniemy do tego mroku, mimo iż zdajemy sobie doskonale sprawę z stopnia jego skonwencjonalizowania.

Młoda artystka zdaje się być w pełni świadoma, że w XXI wieku tajemnica śmierci może zostać poddana refleksji tylko wówczas, gdy stworzymy dla niej oczekiwane dekoracje, a następnie okrasimy serią niedopowiedzeń i ogólną nieokreślonością. Lęki bowiem rodzą się w dużej mierze z definicyjnej bezradności, z nieumiejętności nazwania i opisania osobistego doświadczenia. To fundament współczesnych mrocznych quasi-baśni, które tak efektownie zdobią zjawisko śmierci, że trudno się dziwić, iż wielu młodych ludzi codziennie na różne sposoby igra z ostatecznością. Współczesny świat bowiem nie ulega już sentymentalizmowi Wertera, za to łatwo daje się zwieść tajemniczości Króla olch, którego kraina na fotografiach Pameli Glejzer wabi niczym psychodeliczna projekcja.

Rekultywacja obszarów romantycznych

W kuluarowych rozmowach opiekun grupy, Tobiasz Wichnowski zdradził iż obecna ekspozycja to pierwsza odsłona krystalizującego się powoli pomysłu ponownego odczytania dzieł wielkich europejskich romantyków. Wszechobecny bunt, ezoteryczność i próba dotarcia do zaświatów bez pośrednictwa skonwencjonalizowanych zaklęć i religijnej epifanii to dla młodych artystów pokusa i szansa. Romantyzm sprowadzony w popkulturze do sentymentalnej ckliwości lub niszczony przez tendencyjne, podręcznikowe interpretacje domaga się przywrócenia należnego mu miejsca. Niekiedy wystarczy zrzucić ciasny gorset kanonu lektur szkolnych, tekstów obciążonych narodowym balastem, aby dostrzec ten ładunek energii, który drzemie chociażby w wierszach Williama Blake?a, w niektórych przedziwnych poematach Fryderyka Schillera czy nawet naszych rodzimych wieszczów. Okaże się, że wiele z tych tekstów bez oporu przesącza się przez młodzieńczą wrażliwość i może zaowocować ożywczym tchnieniem wyobraźni. Inspiracja Królemolch dowodzi, że jest to nie tylko możliwe, ale przede wszystkim atrakcyjne emocjonalnie i artystycznie.

Dobrodziejstwo złych doświadczeń

Bywa, że opisane tu fascynacje to zjawiska nieautentyczne, wymuszone środowiskowo lub wypromowane medialnie i w konsekwencji bezrefleksyjnie reprodukowane. W pracach Pameli Glejzer, podobnie jak w wystawianych wcześniej fotografiach jej koleżanek, tej fałszywej nuty w ogóle się nie wyczuwa. Widać za to efekt poszukiwań własnego języka artystycznego i własnej estetyki - tego ostatecznego podpisu, który nadaje dziełom tożsamość i wiarygodność.

Z pomocą przychodzi w takim momencie bagaż tych doświadczeń, które odpowiadają za życiowe zawirowania i ostatecznie za obecność w ośrodku wychowawczym. Nie mówimy tu zatem o przeżyciach wydumanych, wyobrażonych na bazie przeczytanych książek czy obejrzanych filmów. To realne zderzenie z życiem (zazwyczaj bez śladów hamowania) i autentyczne konsekwencje tej kolizji. Co jednak uciążliwe i dokuczliwe w społecznej egzystencji, dla sztuki okazuje się bezcenne ? czyni ją na tyle szczerą, na ile tylko pozwala warsztat twórczy.

Indywidualnie i wspólnie

Warto na koniec zauważyć, że wystawa Pameli Glejzer to de facto efekt zbiorowego wysiłku całej grupy młodych artystek pracujących pod okiem Tobiasza Wichnowskiego. Jeśli bowiem pominąć sprzęt, w jaki zostały wyposażone, stworzyły samowystarczalny twórczo team. Nie korzystają z pomocy zewnętrznych scenografów, wizażystów i modelek. Nikogo nie trzeba chyba przekonywać, jak znakomicie rozwija się w tego typu współpracy świadomość artystyczna i zbiorowa odpowiedzialność za sukces przedsięwzięcia.  Częste zmiany ról i zakresu przydzielonych zadań to w końcu także element znacząco wspomagający wyjątkowe tempo rozwoju młodych adeptek fotografii. Otrzymujemy więc kolejny dowód na to, że indywidualność nie wykształci się bez wspólnoty. I nie ma wtedy znaczenia, czy jako jednostka artysta będzie współdziałał ze zbiorowością, czy romantycznie się przeciwko niej zbuntuje. A jeśli zdarzy mu się trafić do "Szkoły Wichnowskiego", być może - jak zrobiła to Pamela Glejzer - połączy owe przeciwieństwa, co z natury swej będzie również romantycznym gestem.

 

 

 

Tomasz Gruchot

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.