Fakty Ostrowskie TV

Reklama

"GENESIS" ANI RUSOWICZ

 

Debiutancka płyta Ani Rusowicz w pamięci słuchaczy zapisała się głównie jako album prezentujący nowe wersje przebojów jej mamy. Mój big-bit okazał się dużym sukcesem, zdobył liczne nagrody, a o wokalistce usłyszała wówczas cała Polska. Nie ulega jednak wątpliwości, że  pierwszy krążek był jeszcze poszukiwaniem muzycznej drogi i nie ukazał w pełni jej możliwości oraz całego wachlarza zainteresowań i inspiracji. Choć to płyta bardzo dobra, to raczej nie wnosiła wiele nowego, a sama Ania  w  świadomości odbiorców została na jakiś czas zaszufladkowana jako dziewczyna od lekkich, bigbitowych piosenek. Mówi się, że prawdziwym sprawdzianem dla artysty jest druga płyta.  Na tle całkiem udanego debiutu Genesis (2013) wypada wręcz znakomicie.

Wydanym przed dwoma laty krążkiem, Ania pokazała zdecydowanie bardziej rockowe oblicze. Można odnieść wrażenie, że to dzieło już dojrzałej i w pełni świadomej siebie artystki. I choć nadal wypływa z głębokiej fascynacji muzycznym klimatem lat 60., to tym razem stanowi już w pełni autorską propozycję. Ania jest autorką wszystkich tekstów  i  - w przeważającej większości - także kompozycji zawartych na płycie. Pomiędzy dwoma albumami wokalistka wypracowała swój własny styl i brzmienie, w którym czuje się bardzo swobodnie. Udowadnia, że bardzo sprawnie potrafi się poruszać w różnych odcieniach stylistyki vintage. I choć płyta jest utrzymana w bliskim Ani klimacie retro, to nie odcina się od nowoczesności.

Zamiast big-bitu jako ugładzonej wersji zachodniego rock and rolla, mamy tu do czynienia z niepokornym i kolorowym blues-rockiem. Obok utworów bardziej melodyjnych i chwytliwych (To, co było, Co z tego mam), znajdziemy tutaj prawdziwe bomby energetyczne -  pozytywną psychodelię, surowe brzmienia, świdrujące gitary i dziką perkusję, a do tego mantrowe, hipnotyzujące rytmy. (Ptaki, Pod niebem czas, Mantra). Jak podkreśla artystka -  zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej - płyta nawiązuje do tego, co pierwotne i bliskie naturze. Na krążku znalazło się 12 utworów, z których trudno wybrać najlepszą kompozycję, bo wszystkie są na bardzo wysokim poziomie. Zróżnicowane stylistycznie, zaskakują różnorodnością i pomysłowością.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że producentem płyty Genesis jest Piotr Waglewski (Emade), który słynie z zamiłowania do starych, zakurzonych brzmień (czemu daje wyraz zwłaszcza  w formacji Kim Nowak,prezentującej ciężkie, mocne rockowe granie). Zarówno produkcja, jak i mastering (którym zajął się Jacek Gawłowski) stoją na bardzo, bardzo wysokim poziomie.

To na pewno jedno z najciekawszych wydawnictw na rodzimym rynku muzycznym  w ostatnich latach. Album brzmi świeżo i porywająco. Jest na nim wiele smaczków, przez co z każdym kolejnym przesłuchaniem można odnaleźć coś nowego. Zaskakuje interesującymi rozwiązaniami kompozycyjnymi, zabawą efektami czy nagłymi zmianami tempa (Polne Kwiaty, Tam, gdzie pada deszcz). Zaskakują też przestery dźwięków - zarówno na wokalu, jak i te gitarowe. Hipisowską energię i żywiołowość świetnie podkreśla włączenie zapomnianych już w tym gatunku instrumentów takich jak flet, tamburyn, bębny, saksofon i analogowe klawisze. Z każdym kolejnym utworem płyta powoduje coraz większe zaciekawienie, a nowe muzyczne oblicze Ani intryguje od pierwszych dźwięków. Artystka nie sili się na "bycie na czasie" i wierna jest swojemu stylowi, a przy tym ma na siebie pomysł.  Wszystko to jest bardzo prawdziwe, naturalne,  dyktowane  tym, "co w duszy gra", muzyka ta wypływa z wnętrza, wypełniając serce i duszę. Fani klimatu lat 60. i 70. będą wniebowzięci. 

 

BM

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.