Fakty Ostrowskie TV

Reklama

CAŁA POLSKA CZYTA W MROKU

Każdy, kto miał okazję podróżować londyńskim metrem, z pewnością zauważył niezwykle charakterystyczne zjawisko - pasażerowie w przeważającej większości natychmiast po zajęciu miejsc wydobywają z teczek, toreb i torebek książki, od których nie odrywają wzroku aż do stacji docelowej. Zdarza się i tak, że procesu lektury nie przerywa również komunikat o zagrożeniu terrorystycznym i konieczności opuszczenia wagonu. Anglicy czynią to dostojnie, rzec by można z imperialną pogardą dla niebezpieczeństwa. Złośliwi powiadają za to, że do nieczytających można bez obawy odezwać się po polsku, ale powoli i ten stereotyp zaczyna zanikać.

Popkulturowy boom

Jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych jako zjawisko absolutnie niecodzienne traktowano w Polsce fakt, że dzieci ze szkół podstawowych (a po reformie szkolnictwa również z gimnazjów) zaczytywały się w kilkusetstronicowych powieściach o przygodach Harry'ego Pottera, podczas gdy wcześniej wyraźnie cierpiały na drukowstręt. W pewnym sensie zaskoczyła też wszystkich popularność artystycznie miernych produkcji sygnowanych przez Paolo Coelho czy niewiele późniejszych, lecz równie mało wyrafinowanych sensacyjnych historii Dana Browna. Zaskoczenie to, rzecz jasna było w większości fałszywe, udawane lub asekuracyjne, a wszystko po to, by możliwie jak najdłużej nie dopuszczać do świadomości faktu, że również na rynku literackim niepodzielnie zaczyna królować popkultura.

 

Pokonać czy przekonać?

Już  w latach siedemdziesiątych Umberto Eco przekonywał, że z kulturą popularną nie należy walczyć, lecz przekonać ją, by użyczyła działaniom artystycznie ambitniejszym swych socjotechnicznych narzędzi. Spektakularnym wcieleniem w życie tego przekonania była wydana w 1980 roku słynna powieść Imię róży, która w zależności od poziomu potrzeb odbiorcy odkrywała odpowiednią dla niego liczbę znaczeniowych warstw. Najbardziej wabiąca okazała się oczywiście kryminalna intryga, a że przeniesiona do średniowiecznego opactwa, przemycała niezauważalnie całkiem sporą (jak na teren popkultury) wiedzę o realiach epoki. Inny mistrz prozy, Gabriel Garcia Marquez sugerował nawet swego czasu, że nośnikiem treści o większym niż ludyczny ciężarze gatunkowym mogą być tak charakterystyczne popkulturowe emblematy jak choćby telewizyjne seriale. Dziś wiemy, że metoda ta sprawdza się doskonale, a symbiotyczna zależność raczej  w takim wypadku dowartościowuje niż zubaża.  

Sformatowany znaczy poczytny

W dobie zatarcia genologicznych granic w literaturze wysokoartystycznej, popkultura stała się w sposób naturalny ostoją ram gatunkowych, których czytelnik niewyspecjalizowany dla własnej wygody poszukiwał. Stąd między innym rynek odbiorców literatury w XXI wieku bardzo wyraźnie się wyklarował. Wydawcy z dużym prawdopodobieństwem są dziś w stanie przewidzieć, a nawet wykreować oczekiwania potencjalnych czytelników. Jeśli dodać do tego całą gamę zabiegów marketingowych, jakimi dysponują współczesne oficyny, manipulacja podażą i popytem wydaje się na tym obszarze względnie prosta. Nie dziwi zatem, że bywalcy bibliotek i księgarń coraz częściej i niemal odruchowo zatrzymują się przy regałach z konkretnymi gatunkami powieści popularnych. Nie dziwi również, że wśród nich najchętniej wybierana jest proza kryminalna, czy szerzej ? sensacyjna, gdyż tę wypromować najłatwiej, a czytelnik zawsze będzie podatny na uwiedzenie przez sprawnie skonstruowaną intrygę. Dodatkowym wsparciem posłużyła też w ostatnich latach ogólnoeuropejska moda na mroczne powieści rodem ze Skandynawii, które do dziś bez trudu lokują się na listach najchętniej kupowanych książek. Prawdą jest  również, że gatunek ten dość długo czekał na swój renesans, zwłaszcza że klasyczne pozycje angielskie czy amerykańskie robią już dzisiaj wrażenie dość archaicznych (nawet Chandler, przy całym szacunku dla jego wkładu w rozwój detektywistycznych opowieści, bywa dla współczesnego odbiorcy manieryczny i przewidywalny). Henning Mankell, Stieg Larsson czy Camilla Läckberg zagarnęli bezpardonowo publiczność z całej Europy, a i amerykańscy czytelnicy ulegli mrocznej skandynawskiej wyobraźni.

W Polsce z całej trójki najchętniej do dziś czyta się oczywiście Larssona, ale jak się okazało, znaleźliśmy również swój patent na gatunkową prozę i to bez kompleksów wobec zagranicznych bestsellerowych powieści.

Zróbmy to lepiej

Gdy w 1999 roku Marek Krajewski opublikował debiutancką Śmierć w Breslau, okazało się, że zgodnie z sugestią wspomnianego wcześniej Umberto Eco, powieść kryminalna to nie tylko gatunek rozrywkowej literatury. To niezwykle plastyczna i nośna forma, która pomieścić może bez trudu erudycyjne fajerwerki autora, rzetelną wiedzę historyczną i do tego solidne umotywowanie psychologiczne w ramach kreacji bohaterów; a przy tym nie odrzuca tradycji związanej z gatunkiem, lecz skutecznie ją odświeża. Sukces serii o Eberhardzie Mocku, a później o Edwardzie Popielskim wywołał istną lawinę sensacyjnej beletrystyki, która musiała uwzględniać wysoko zawieszoną przez Krajewskiego poprzeczkę. Chyba nikt z czołowych autorów nie odważyłby się dziś zaproponować książki powstałej bez naukowych konsultacji, skrupulatności w odtwarzaniu historycznego tła zdarzeń i ogólnej staranności kompozycyjnej. Zdarzają się także przypadki, że poczytni autorzy mają za sobą specjalistyczne kursy pisarskie organizowane przez polskie i zagraniczne uczelnie. Nic zatem dziwnego, że współczesne polskie kryminały i inne ponure historie czyta się znakomicie, a ponadto lektura upewnia nas, że pomimo pozostawania w obrębie określonej konwencji, tekst mieści znacznie więcej niż łatwą do rozszyfrowania intrygę. Dodajmy, że gatunki dodatkowo bywają tu łączone, przeplatane i w zaskakujący sposób zestawiane. Do żelaznej logiki potrafi się wkraść fantastyka, groza wynika nie tylko z przerażających zdarzeń, ale również z wytworów wielopiętrowej wyobraźni lub czynników zewnętrznych, pozornie niedopasowanych do fabuły. Wreszcie ginie spolaryzowany świat; nie sposób bowiem mówić w przypadku wybranych postaci o łatwych ocenach moralnych, a jedynie o czytelniczych sympatiach.

Poza ramy gatunku

Dzisiejsza czołówka najpopularniejszych twórców tzw. prozy gatunkowej to już całkiem spory klub. Do wspomnianego Marka Krajewskiego szybko dołączyli kolejni, równie pracowici i sprawni autorzy, ale co najważniejsze, z własnymi pomysłami na poszerzenie granic gatunku lub nawet ich zatarcie, czyli de facto wyprowadzenie utworu ze sfery popkultury. Jeśli uważnie przyjrzymy się powieściom Katarzyny Bondy, Zygmunta Miłoszewskiego, Mariusza Czubaja, Vincenta V. Seversiego, Łukasza Orbitowskiego czy Remigiusza Mroza, okaże się, że to już dziś zdecydowanie więcej niż solidne pisarskie rzemiosło. Odnosi się nawet wrażenie, jakby próbowano stworzyć powieść, która - podobnie jak w przypadku chociażby ? Draculi Stokera czy Robinsona Crusoe Daniela Defoe (obie książki zostały zamierzone pierwotnie jako powieści popularne) ? zostanie z czasem przemianowana na pełnowartościowe dzieła artystyczne, zdecydowanie wybiegające poza model łatwej literatury dla mas. W Polsce takiej nobilitacji doczekał się przecież Sienkiewicz, Choromański czy nawet Mostowicz, którego dziś próbuje się odczytać na nowo, poza przypisanym mu gatunkowym gorsetem. Strefa mroków ludzkiej psychiki i wyobraźni wcale nie wypada pod tym względem mniej atrakcyjnie. To ciągle niezwykle frapujący obszar badań, na który teksty wymienionych tu autorów nierzadko wskazują, a bywa, że w ogóle uświadamiają powszechnie istnienie danego problemu. To już jednak socjologiczna funkcja literatury wymagająca osobnej refleksji.

Szerzej w Ostrowie

W czwartkowy wieczór (14 lipca o godzinie 19.00) pojawi się w Forum Synagoga okazja, by ten zaledwie wstępnie naszkicowany obraz pogłębić w rozmowie z jednym z najpopularniejszych dziś pisarzy, laureatem Paszportu ?Polityki?, Łukaszem Orbitowskim. Jak wiadomo, jego koncepcje funkcjonowania w kulturze wykraczają poza doświadczenie pisarskie, a to oznacza, że czeka nas wielowątkowa dyskusja, która być może rzuci nowe światło na ulubioną przez polskich czytelników strefę mroku.

 

 

Tomasz Gruchot

Kontakt z redakcją

Fakty Ostrowskie
pl. Rowińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 591 74 49

e-mail:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.